#wyMwy
Mam już szesnaście lat i z racji tego, że to ja spędzam najwięcej czasu w domu, wiedziałam, że większość obowiązków spadnie na mnie i nie myliłam się.
Sunia jest z hodowli, bo mam w domu dużo młodszą siostrę i rodzice chcieli rasę, która "we krwi" ma dobre nastawienie do dzieci.
I ma. Do dzieci. Do dorosłych tak średnio.
Trafiła do nas w wieku czterech miesięcy, nie była dobrze nauczona załatwiania się (mieszkała w ala domku dla psów). Na dodatek bardziej złośliwego i i nieposłusznego psa chyba nie widziałam. Gdy tylko moi rodzice na nią krzyknęli/dali jej klapsa, od razu była obraza majestatu i obsrane buty, a czasami nawet pościel. (Całe szczęście ze mną nigdy nie odważyła się czegoś takiego spróbować)
Teraz po sześciu miesiącach z czystym sumieniem mogę przyznać, że jest grzeczniejsza. Odrobinę.
Ale zasługi moich rodzicieli nie ma w tym żadnej.
Bo pomimo, że nie lubię psów to JA uczyłam ją posłusznego chodzenia na smyczy/obok nogi. To JA dbałam o jej higienę. To JA trenowałam ją jak głupia i to dzięki MNIE zna sztuczki, którymi moi rodzice chwalą się przed znajomymi i rodziną "spójrzcie jakiego mądrego mamy psa!".
Wynik tego wszystkiego jest taki, że sunia ma moich rodziców w głębokim poważaniu. Zachowuje się i patrzy na nich jakby uważała ich za skończonych idiotów. Polecenia wypełnia tylko i wyłącznie moje. Moja młodszą siostrę traktuje jak szczeniaka i pozwala jej na wszystko. Pod warunkiem, że patrzę. Gdy mnie nie ma, po prostu ucieka i nie chce spędzać z nikim czasu. Woli spać.
Ze mną na spacerach nie odejdzie od nogi, pod warunkiem, że jej pozwolę. Z rodzicami łazi jak chce, tylko na ulice całe szczęście nie wychodzi, bo wie, że dostałaby ode mnie burę.
Tylko ode mnie zje coś z ręki. Grymasi nawet gdy rodzice nakładają jej do miski i woli czekać aż ja pozwolę jej z niej zjeść.
Naprawdę boje się co będzie z tym psem, gdy ja się już wyprowadzę. Jak na razie nie przejawiała oznak depresji albo czegoś takiego gdy wyjeżdżałam na tydzień, albo dwa ale patrząc na jej zachowanie i przywiązanie do mojej osoby, po prostu się tego obawiam.
Bo chociaż nie lubię psów, to czuję się za nią odpowiedzialna.
Niedziwne, że krzykami i klapsami nie dało się nic zdziałać. Poza tym jak tylko ty spędzałaś czas z psem to logiczne, że tylko ciebie będzie się słuchał. Tak jak ze sztuczkami. Większość psów trzeba uczyć sztuczek w różnych miejscach, żeby potem nie przywiązały się do jednego i nie chciały robić gdzie indziej. A jak uczyłaś psa np. chodzić przy nodze TYLKO z tobą, to nie będzie umiał z twoją mamą. A i jak myślisz, że sunia będzie pozwalała siostrze na wszystko, to się zdziwisz. Lepiej uważać, bo jedno pociągnięcie za dużo i może zdarzyć się nieszczęście.
Ja mam tylko pytanie, jak autorka miała nauczyć sunię chodzić przy nodze kogoś innego? 😂
@Gugugai ja właśnie chciałam o to zapytać 😂🤣 to rodzice, widząc, że córka uczy psa, powinni się zainteresować i poprosić o rady, jak mogą tego psa tych rzeczy nauczyć przy sobie 😉
Rozumiem, że nie miała jak jej tego nauczyć, ale nie ma się co dziwić w takim razie, że nie umie.
@Gugugai może np. poprzez nauczenie reagowania na komendę, a nie osobę?
@Stregaa to, czy pies się posłucha nie zalezy od komendy, tylko od tego jaką pozycję w stadzie ma osoba wydająca polecenie. W związku z tym, że to autorka przejęła całą kwestię wychowania, a jedyne co dokładali rodzice to zachowania, których pies w żaden sposób nie rozumiał - to najzwyczajniej w świecie nie mają wystarczającej pozycji. Wielu ludzi popełnia błędy dając klapsy/krzycząc na psa w okolicznościach, których pies absolutnie nie rozumie - pies w tym będzie widział nieuzasadnioną agresję wobec niego. A skoro te agresywne osobniki najwyraźniej mają cosik z głową nie teges, to najlepiej ich omijać.
Do autorki - pies w wieku 4 miesięcy jest jeszcze dzieciakiem - i to małym. Niezależnie od ilości nauki - nawet jeśli rozumie, ze załatwiać należy się na dworze - to po prostu nie wytrzymuje. Można to porównać do tego, że ściaga się dziecku pieluche i od razu wymaga by nie sikało w nocy. posłuszeństwo - też - trzeba nauczyć. Pies jest psem - żaden nie będzie z góry wiedział co wolno, a czego nie. I dodatkowo - to co nazywasz złośliwością - ze złośliwością nie ma nic wspólnego, a jest efektem błędów wychowawczych. Człowiek jak się zestresuje potrafi mieć rozstrój żołądka - pies tak samo. A dlaczego łóżko, buty itp? Po prostu miejsca w których akurat nie było tych agresorów - szczególnie jeśli pies był karany za załatwienie sie w domu, zanim w ogóle ktokolwiek raczył mu wskazać jak powinno być.
Oni ją biją i na nią krzyczą a ty się dziwisz, że ich nie lubi?
Tacy ludzie nie powinni mieć zwierząt. Mam na myśli Twoich rodziców. Psa nie uczy się krzykiem i biciem, bo agresja kończy się zwykle agresja w odpowiedzi! Szanuję bardzo to, że mimo tego że psów nie lubisz ogarnęła sytuację. Jesteś sto razy bardziej dojrzała niż Twoi rodzice.
Ja osobiście popieram system nagród zamiast bicia. Jest super, ma psie ciasteczko itd. Tylko moja się wycwaniła jak ja tak uczyliśmy załatwiać się na dworze. Zaczęła kucac na trochę i wstawala czekając za ciastkiem. Nie przewidziała tylko, że jest śnieg 😂
Psy wybierają tylko jednego alfę, a resztę porządkują według hierarchii- jak w każdym stadzie. Najwidoczniej Twój pies Ciebie ma za alfę, ale siebie za betę.
Teoria dominacji jest metodologicznym bublem, z którego wycofał się nawet sam jej twórca. Psy nie tworzą z ludźmi sfory (komunikują się z nami zupełnie inaczej, nie walczą o przywództwo), nie tworzą w ogóle (nawet między sobą) hierarchii liniowej.
Pies autorki zachowuje się jak każda choć trochę rozumną istota - wykonuje polecenia osoby, z którą nawiązała głębsza relację, której ufa i z którą czuje się bezpiecznie. Czemu miałby słuchać poleceń ludzi, którzy są dla niego jedynie współlokatorami i którzy na dodatek na niego krzyczą i go biją? Jaką ma gwarancję, że wykonanie polecenia dobrze się dla niego skończy? Żołnierz też nie będzie wykonywał z pełnym zaangażowaniem rozkazów dowódcy, któremu nie ufa, ani nie szanuje. Chociaż żołnierz może się jeszcze zmotywować jakimś abstrakcyjnym celem, jak np. służba ojczyźnie. Pies nie potrafi myśleć abstrakcyjnie, więc tego nie zrobi...
Nie ma posłuszeństwa bez mocnej relacji. I teoria dominacji nie ma z tym żadnego związku. Wierz mi, jeśli pies miałby równie silną więź z rodzicami autorki, to słuchałby ich z takim samym oddaniem, jak jej samej.
„Chigienę”? Litości...
Przykro to stwierdzić, ale będziesz musiała brać psa ze sobą, bo się zakatuje bez ciebie.
PS. Psy nie są głupie. Dziwisz się, że patrzy na twoich rodziców jak na idiotów?
Patrzy na Twoich rodziców jak na idiotów, bo są idiotami. Jak nie chcesz jej brać ze sobą to powinnaś pomyśleć o znalezieniu jej nowego domu, bo szkoda psa z takimi imbecylami zostawiać.
U mnie tak tata próbował wychowywać psa, jak kazałam mu się nie wtrącać bo już mam jednego odchowanego to odpuścił ale cóż jak by przez krzyki i klapsy na sunie to zaczela go traktować jak wroga, buty mu pogryzla i tylko jemu, warczy na niego gdy usiądzie obok niej, gdy da jej jeść to nie zje chyba że ja lub inny domownik podniesie miskę i postawi ja spowrotem, jak ma z nią wyjść to ta ucieka od razu pod stół
Gratuluję! Mimo niechęci wzięłaś odpowiedzialność. I dobrą pracę wykonałaś z tresurą i wyznaczeniem granic.
Nie dziw się, że nie było poprawy w zachowaniu po klapsach/krzyku bo to tak nie działa. Z hodowli mówisz? Mało prawdopodobne, że hodowca a nie PSEUDOHODOWCA oddałby rodzicom psa ze swoim przydomkiem przy ich wiedzy na temat tych zwierząt. W tej kwesti mało się zmienia, ostatnio kupowałam owczarka za pare tysięcy a hodowca był wnikliwy i wielu osobą przede mną odmówił. Ostatnie primo to fakt, że tylko ci się wydaje, iż pies pozwala siostrze na wszystko. Widać, że nie jesteś jeszcze na tyle obcykana, aby wyłapać niektóre cs’y psa, więc kiedyś będzie dramat jak dziecko dostanie zębami...
Siostro w nicku blagam nie używaj sformułowania „ostatnie primo”, ani tym bardziej „pierwsze primo” , „drugie primo”. Primo oznacza „pierwszy, po pierwsze” więc z założenia, nie może być ostatnie.
Niestety zdarzają się hodowcy ze związków, którzy nie dbają komu, ani kiedy sprzedają zwierzęta. Sama mam koty z „choroba sierocą” bo zostały nam wydane za wcześnie. Gdybyśmy my ich nie przygarnęli wtedy, wziąłby je ktoś inny o mniejszej wiedzy. Tak ich objawy są zredukowane do minimum.
Znowu się spotykamy siostro. Będę pamiętać ;) Nie dbają o to bo są z byle jakich związków. Dlatego jak się człowiek nie zna to patrzyć prostą zasadą- biorę psa z metryką związku który należy pod FCI a kota z rodowodem, który należy pod WCC. Ogólnie to wiem jakie cuda wianki sie zdarzają bo opowiadają to kupcy kotów z naszej hodowli którzy wcześniej dali sie nabrać.
Hodowca, od ktorego mam koty należał do Polskiego Związku Felinologicznego, czyli najstarszego polskiego kociego związku i należący do WCF.
Z rodowodu innego mojego kota (rowniez PZF) wynika, ze w pewnym momencie dziadek pokrył wnuczkę. Nie wiem , czy nie jest to efekt tego, ze w tamtych czasach byla to bardzo rzadka rasa w Polsce.
Jeśli siedzisz w kotach rasowych, to wiecej jest takich kwiatków nawet w hodowlach zarejstrowanych w renomowanych zwiazkach. Wszystko zależy od ludzi, niestety
Nazywa się to imbred i w rzadkich rasach nie jest to nic nadzwyczajnego. Jest dopuszczony do pewnego stopnia. Nie wiem jakim cudem kupiłaś za młodego kota u takiego hodowcy, może było to dawno temu? Niestety, ale mamy w regulaminie zaznaczone tłustym drukiem "Wiek kociaków do sprzedaży ustala się na ukończone minimum 12 tygodni życia." a taki wiek to wiek jak najbardziej odpowiedni. Nie chce mi się więc wierzyć, że hodowca był faktycznie zarejestrowany. A jeśli był to zgłosiłaś mam nadzieje i co dalej? W kotach tych kwiatków nie ma specjalnie dużo bo jeden hodowca pilnuje drugiego i koło się zamyka.
Pierwsze, drugie i kolejne primo wzięło się z serialu Kiepscy :) wiele ludzi go używa dla żartu. Oczywiście zakładam, ze osoba używająca tego sformułowania wie, ze jest ono niepoprawne.
Ehh no ja na przykład właśnie z tego serialu wzięłam powiedzenie, ale na anonimowych nic nie ujdzie płazem. A na kłótnie o takie duperele szkoda mi czasu. Szczególnie, że z Finą zawsze mamy odmienne zdania...
Kupilam w polowie wrzesnia 2014r
Bardzo pozny miot, koty urodzone w 12.07.2014, ostatnia wystawa byla na przelomie wrzesnia/pazniernika (wychodzilo prawie 10 tygodni), a kolejna dopiero w marcu (koty mialyby 8 miesięcy - trudniej je wtedy sprzedac). Sam miot liczyl 9 kotkow, ciezko bylo znalezc dom takiej gromadce.
Żaden z moich kotow nigdy nie byl na wystawie. Jezdzimy po domach hodowcow, uznajac, ze zwierzak musi pasowac do nas charakterem. Tak sie zlozylo, ze ostatnia wystawa byla w moim rodzinnym miescie i hodowca na nia przyjechal, chcial jak najszybciej sprzedac zwierzaki.
W domu z kolei mialam kocią seniorkę z depresja po stracie innego kota, weterynarz i koci behawiorysta wręcz kazali nam znalezc jakies koty dla niej. Dostalismy cala liste wymagań, jakie te nowe kotki powinny byc, by nie pogorszyc jej stanu, nie zdominowc jej itd. Te koty po pierwsze podpasowaly nam charakterem, po drugie pasowaly do listy wymagań. Koniec konców kotka zaopiekowała sie nimi lepiej niż wlasnymi kociętami, wlasciwie je adoptowala i traktowala jak male kocieta do koca swoich dni.
Fiana, wbrew pozorom czesto mamy podobne zdanie, ale wtedy daje plusika, zamiast komentować ;)
A to nie jakaś trzecia siostra? Bo ja mało kiedy komentuje jakieś wyznanie czy czyjś komentarz ;). Tak czy siak taka sytuacja nie powinna się zdarzyć a jeśli związek by się o niej dowiedział to jestem pewna, że nie puściłby tego płazem. Mojego aktualnego owczarka tez kupiłam dla mojej suki z depresją po stracie poprzedniczki. I szczerze? Odwiedziny i samo kupno były dla mnie stresujące bo wiem jakie hodowca miał wymagania i nie chciałam palnąć czegoś co by mnie skreśliło. Hodowczyni bardzo szanowana, ale przykładowo ostatnio odesłała ludzi którzy jechali 500 km z kwitkiem. Mimo wszystko- lepiej gdyby hodowcy byli tacy a nie dający zwierzęta komu popadnie.
Jeszcze nie widzialam trzeciej siostry (jesli jest bedzie milo jesli sie ujawni :) ) wiem, ze malo komentujesz, ale z racji podobienstwa nicków zwracam wiekszą uwagę niz na innych komentujących, dlatego tez czesciej pisze, gdy mam inne zdanie