Mam dziwny problem, który dosyć przeszkadza w normalnym funkcjonowaniu. Otóż od kilku lat nie potrafię się wypróżnić, o ile nie słucham w danym momencie utworu Ennio Morricone Rabbia e Tarantella. Skąd się to wzięło za cholerę nie wiem. Ot, nagle zorientowałem się, że mi to jakoś pomaga rozluźnić jelita i się organizm nauczył. W drugą stronę to nie działa, znaczy nie chce mi się do toalety po usłyszeniu tej piosenki.
Więc codziennie u mnie ta Rabbia leci. U rodziców, gdy tam jestem, puszczam z telefonu. Podobnie w pracy i na mieście. Czuję się jak idiota, a kto pamięta ten utwór z Bękartów Wojny, ten pamięta jaki to dziwny do załatwiania swych potrzeb rytm...
Dodaj anonimowe wyznanie
Spróbuj przestać myśleć, ze bez tej muzyki sie nie wyproznisz. Nie będzie latwo, bo pracowałeś długo żeby wyrobić sobie taki nawyk, ale w końcu się uda.
Możesz też spróbować czymś wygodniejszym to zastapic.
Spróbuj sobie nucic w myślach
Albo popij kefirem suszone śliwki.
Na mieście można na słuchawkach bęc.
Musi to byc nie lada potwarz dla artysty uslyszec czy sie dowiedziec, ze przy jego piosenkach chce sie srac...
To nie jest wyznanie! To jest pasta, która krąży od lat po internecie, oszuście głupi