Na wieść, że chcę wyjechać z dziewczyną, moja matka zażądała numeru telefonu do jej matki, żeby się upewnić, że tamta o wyjeździe wie oraz żeby dogadać szczegóły wycieczki.
Mam 32 lata i ta „wycieczka” to wyjazd do pracy za granicę...
Dodaj anonimowe wyznanie
Można mieszkać na drugim końcu polski, utrzymywać się samemu, nie kontaktować się z matką, a do niej i tak nie dotrze, że jej dziecko już jest dorosłe. Szczególnie jak wszystkich traktuje jak niepełnosprawnych. Matka mojej partnerki, kiedy zaprosiła mojego 8-letniego brata razem ze mną na obiad, przynosząc kotlecika zapytała czy ja mu pokroję, czy już sobie poradzi. Jak rozbierał bluzę to pytała czemu mu nie pomogę. A moją partnerkę traktuje prawie tak samo, choć do obiadu i ubierania nauczyła się, po wielu latach, nie wtrącać.
Tak samo wygląda moja sytuacja. I nie rozumiem dlaczego mnie o to komentujący obwiniają.
doroslej kobiecie chce kroic kotlecika? xd
sefren, ograniczyc kontakt, opcjonalnie reagowac asertywnie, choc to moze zmeczyc
to, ze ponad 30letniemu chlopu nadal uwaza za stosowne zadawac takie pytanie swiadczy o tym, ze to czubek gory lodowej i wczesniej tez bylo toksycznie
troszke odjechalas kolezanko ;p moja mama jest spoczko i ogarnia granice oraz szanuje to, ze nie chce miec dzieci
Dziwi mnie hejt na Autora, stwierdzenie że maminsynek ma za swoje. Słowem wstępu, mój tata pracuje jako grafik w biurze. Jest jedynakiem, babcia wczesnie owdowiala. Ona zawsze twierdzi, że innym to dzieci sie udały a jej nie. Że ona była na kierowniczym stanowisku, bo była majstrem w fabryce butów za komuny. Nie ważne, ze jak system sie zmienił, fabryka upadła, ona poszła do szatni pracować. Nie rozmawia ze swoją sąsiadka, bo tamta była sprzataczka. A synowi przy kazdej okazji wypomina, żeby znalazł w koncu jakąś pracę porządną a nie pracuje jako ciec na recepcji. Bo ona wie lepiejże, że facet przecież rysowaniem nie zarobi i tata na pewno kłamie z tą pracą. Jak przyjedzie czasem do nastego, zawsze znajdzie coś, co jej sie nienie spodoba. Zawsze rosci sobie prawo do decydowania. Bez skrepowania twierdzi, że kolor w sypialno rodziców jest zły bo dalaby go do kuchni a w sypialni dalaby podobny jak w salonie ale ladniejszy. Nigdy nilt nie pozwolil jej decydować. Nigdy nikt nawet nie wdawal się z nią w dyskusję, zawsze slyszala tekst "To nasz wybór, my sami decydujemy o naszej sypialni/diecie/ubiorze." Tata nigdy nie był maminsynkiem ale babcia nigdy nie dorosla do tego, by uznać go za doroslego faceta. Nie zdziwilbym sie, gdyby u Autora było podobnie.
true, sa kobiety, ktore wraz z lozyskiem wydalaja mozg
1. kolezanka
syn wtedy lvl 16, nie puscila go samego do biedronki (na koniec bloku plus przez ulice), bo bylo ciemno...
tegoz syna chciala odwozic do technikum, 3 przystanki, tramwajem
syn lvl 21, matka ma obiekcje, czy puscic go na miesiac delegacji z pracy
2. moja osobista ciotka chciala zamieszkac z moja kuzynka na pierwszym roku studiow, bo mloda nie poradzi sobie sama xd
@Dworniak
Serio nic?
A fragment o tym że matka ma obiekcje by 21-letni dorosły facet jechał w delegacje?
Fragment o tym że nominalnie dorosła kobieta może potrzebować mamuńci na studiach?
No jeżeli to nie jest dla Ciebie nadopiekuńczość to ja powodzenia w życiu życzę.
PS: matka kolegi z roku pytała go przez telefon kiedy na tych studiach jest wywiadówka bo musi wziąć wolne w pracy. Nie szło wytłumaczyć że coś takiego na studiach nie istnieje. Podobno była śmiertelnie obrażona.
Dworniak, na tym polega dorastanie,że znajdujesz się w sytuacji jakiej nie byłeś i musi sobie poradzić, a nie mieszkać z mamusią, liczyć, że zrobi wszystko za Ciebie.
WSKAZÓWKA: jak nie umiesz czegoś zrobić w przestrzeni publicznej, to podchodzisz do kogoś obcego i pytasz jak to zrobić. A jeśli nikogo nie ma w pobliżu to odpalasz neta i szukasz rozwiązania. Jest jeszcze opcja, że próbujesz do skutku i albo Ci się uda albo ktoś Ci pomoże widząc Twoje nieudane próby.
Hahaha, taki jesteś zarozumiały, a potem piszesz, że ktoś musiał ci pokazać, jak skasować bilet, bo w internecie nie było instrukcji... No jak cię traktować poważnie?
@Dworniak jak nie dasz się dziecku potknąć o kamień, to nie przygotujesz go do życia, bo czasami przychodzi czas, gdzie musisz przejść góry.
@Dworniak
A potem zdziwienie, czemu ten czy tamten 30 latek jest taki nieporadny życiowy i z każdym problemem lata do mamusi... Chłopie, wychowywanie dzieci pod kloszem owocuje tym że sobie nie radzę same, kropka. Nie można cały czas trzymać dziecka za rączkę a jak się boisz że se łeb na metaforycznym kamieniu rozwali to daj mu metaforyczny kask... Bo ono kiedyś będzie musiało samodzielnie przejść przez górę.
To że wyjazd na studia to nie jest wycieczka na księżyc i z powrotem. Jedyne "umiejętności" jakie musisz do tego posiadać to: pranie, sprzątanie, gotowanie, ubieranie się, przemieszczanie się z punktu A do B, racjonalne gospodarowanie pieniędzmi. Tyle.... Coś co osoba w wieku gimnazjalnym jest w stanie ogarnąć. Jeżeli ktoś do tych podstawowych czynnosci potrzebuje by w wieku około lat 20 towarzyszyła mu mamusia, albo boi się w zostać sam w mieszkaniu (pomijam kwestie fobii czy innej traumy bo to inna bajka) to rodzice spieprzyli proces wychowywania dziecka.
Dziecko musi się zacząć usamodzielniać w okolicach okresu dojrzewania czego najczęściej zwieńczeniem jest wyjazd z domu. Na studia, czy do pracy, nie istotne. Zwieńczenie procesu, podkreślam. Jak ktoś na teoretycznie końcu drogi do usamodzielnienia potrzebuje by mu obiadek pod nos podstawić, albo autobus palcem wskazać to ja mu naprawdę powodzenia życzę.
Dworniak, wcale nie jesteś zarozumiały, "głuptasku".
Dlaczego nieudolnie próbujesz mnie wyśmiać za coś, czego najwyraźniej sam nie wiedziałeś i nie potrafiłeś zrozumieć samemu?
Skąd miałeś wiedzieć? Stąd, że kupno i skasowanie biletu to nie jest fizyka kwantowa, a aplikacja mówi ci, co masz robić, posiada regulamin oraz najczęściej zadawane pytania. Dziwię się, że studenci ze wsi bez komunikacji wiedzą, jak wsiąść do tramwaju, bo przecież nikt im nie pokazał, jak działa przycisk...
Ale co niby wygląda inaczej w różnych miastach??? Ruch gdzieś u nas wprowadzili lewostronny??Autobusy jeżdżą na wstecznym?? Gdzieś się przechodzi dla odmiany na czerwonym??? Co ty u diabła masz na myśli?? Pytam, bo w swoim życiu mieszkałem w kilku różnych miastach i jakoś tak trafiałem że przemieszczanie się wyglądało tak samo O_o. Wychodzisz na przystanek, wsiadasz, kasujesz/kupujesz bilet, wysiadasz, dochodzisz na miejsce. To niby jak to inaczej wygląda u Ciebie?
Człowieku nikt tu nie mówi o obiedzie z trzech dań, tylko np. o obraniu ziemniaków i zrobieniu schabowego. Potłuczenie mięsa które można kupić w plastrach, obtoczenie w jajku i bułce tartej to nie jest jakiś kosmiczny skill. Nawet mało rozgarnięty gimnazjalista jest w stanie to ogarnąć sam... O prostszych rzeczach jak jajecznica bez dodatków już nie wspomnę.
40 latek z rodzicami mieszka? Jeśli robi tak z lenistwa bo mu się nie chce sprzątać, gotować i prać to to serio jest dla Ciebie normalne? Syndrom Piotrusia Pana się kłania nam tu pomału. Później zdziwiony taki że dziewczyny nie może znaleźć... No ciekawe dlaczego...
Koszmarne wychowanie dziecko to wbrew temu co starasz się wmówić tutaj nie jest wyłącznie wychowanie dziecka na patologię. Wychowanie to proces które ma nauczyć młodego człowieka samodzielnego, samowystarczalnego życia w społeczeństwie. Proces który ma je przygotować do życia, wyposażyć we wszystkie niezbędne "narzędzia" i umiejętności. Choć nad tym ubolewam to trzeba też czasem dziecku pozwolić na błędy, te metaforyczne potknięcia. Jeżeli dorosłe dziecko dobrowolnie wybiera trzymanie się kurczowo maminej spódnicy do końca jej życia (taka mała luka w planie), to tak jest to spieprzone wychowanie. No i wielka krzywda jaką tej osobie wyrządzono.
No.. aplikacja która Ci mówi co masz robić jest faktycznie zaporą nie do przejścia...
Nie twierdzę że każdy gimnazjalista musi posiadać umiejętność obierania ziemniaków. Choć nadal będę upierał się że umiejętność zrobienia sobię kanapki czy przykładowego schabowego nie wyjeżdża poza jego zdolności poznawcze. Więc nic nie stoii na przeszkodzie by takowe umiejętności posiadał. Nic poza lenistwem własnym albo rodziców którzy go w takie umiejętności nie chcą wyposażyć.
Czytaj ze zrozumieniem.... Nigdzie nie napisałem że rodziny wielopokoleniowe to lenie... Napisałem że dorosłe osoby mieszkają czasem z rodzicami z lenistwa. Wiesz, księciunie co to się nie poniżą starciem kurzy bo matka-służąca to zrobi za nich... Dotarło? Czy muszę jak dziecku tłumaczyć że nie czepiam się każdego dorosłego mieszkającego z rodzicami tylko tego wąskiego wycinka która to robi z wygodnictwa lub braku umiejętności życiowych? Argument nie był z dupy tylko go zwyczajnie nie zrozumiałeś...
Ponownie, (to się już nudne robi) czytaj ze zrozumieniem. Nigdzie nie napisałem że pomaganie dziecku jest gorsze niż wychowanie na patologię... Napisałem tylko że wychowania dziecka na nie nieporadną życiowo osobę również jest schrzanionym wychowaniem. "Również" i "równie" to NIE są synonimy.
Wiesz czemu dziecko musi się czasem potknąć? Bo to jest w życiu nieuniknione, czasem ponosimy porażkę. Nawet jeśli będę chciał je chronić przed całym złem tego świata i wszystkimi przeciwnościami (a chciałbym) to prędzej czy później mnie tu zabraknie, nie wiem jak ty ja niestety wiecznie żył nie będę. W końcu przyjdzie moment że moje dziecko (oboje) zostanie samo. Wtedy będzie musiało umieć sobie radzić z problemami i porażkami metaforycznie podnieść po upadku. Samo. Zza grobu raczej nie pomogę. Jak ma się nauczyć podnieść po upadku jeśli pozbawię go tej możliwości? Dlatego ja uczę dzieci szukania rozwiązania problemu, pewnej samodzielności a nie bezradnego histeryzowania z okrzykiem "mamoooooo"
Znam masę takich synków. 90% z nich nigdy nie przerwie pępowiny. Dla nich matka zawsze będzie najważniejsza, nawet jeśli ich to denerwuje lub przeszkadza to i tak nic z tym nie robią. Jeden będzie mieszkał sam 100 km od i niby sam funkcjonował, ale matka powie masz brzydki kolor scian to synek pomaluje na inny mimo, ze mu się ten podoba. Drugiemu matka będzie prezerwatywy kupować.
Sądząc po tym w jaki sposób autor napisał ostatnie zdanie można sądzić że jest zażenowany postawą matki i on żadnej pępowiny przyczepionej mieć nie chce i stara się być samodzielny, ale jego matka tego nie rozumie. Dlatego uważam że komentarz nieadekwatny i autor nie zalicza się do tej grupy.
I co?Posluchasz sie mamy?;)
W ogóle nie rozumiem o co chodzi w tych komentarzach. Przecież to nie autor poleciał pytać mamę o zgodę tylko ona traktuje go jak dziecko ale to nie oznacza, że on jej na to pozwala i tego chce. Podejrzewam, że wręcz przeciwnie
Jedź do tej pracy i się usamodzielnij 32-latku.
Tyle się słyszy o uprowadzeniach ludzi i obozach pracy, czasami się dziwię, gdzie byli bliscy tych ludzi? Wnioskuję, że wyznanie zostało napisane tak, a nie inaczej dla lepszego efektu, ale brawo dla mamy, że chce znać szczegóły. Nieważne ile masz lat.
A szczegóły zna matka mojej partnerki, czy agencja pracy, z którą jedziemy? Poza tym ona nie chce znać szczegółów, tylko je USTALIĆ (z osobą, która w ogóle tego wyjazdu nie organizuje), bo ja jej zdaniem nie potrafię.
matka twojej dziewczyny może znać jakieś nieciekawe szczegóły na temat tej agencji które wy ignorujecie. Generalnie wyjeżdżasz z kimś, nigdy nie wiadomo czy ta osoba nie podstawia porywaczom ofiar.
Mogłeś źle zrozumieć, albo jak zacząłeś się z nią kłócić to mogła się przejęzyczyć. Ogólnie dla świętego spokoju dałabym jej ten numer, nie zna rodziny twojej dziewczyny i ma prawo się niepokoić. Zadzwoni, porozmawia i co jest złego w "ustalaniu" szczegółów.
Jak na moje jesteś nadto przewrażliwiony
Dewonyy, serio? Utrzymujesz się sam od wielu lat, zarabiasz na siebie i jesteś zaradny, a mama w twarz ci mówi 'gówno, nie poradzisz sobie beze mnie, daj, ja załatwię'. Mnie by cholera wzięła.
Ale ona chce tylko porozmawiać.
Jak autor jest taki samodzielny to niech nie zali sie na portalach... I to jeszcze takim
Trzymałeś się spódnicy, to teraz masz efekty.
To akurat nie jest głupie. Powinniście też zostawić kopie dokumentów typu paszport i dowód osobisty, dane ludzi do których jedziecie jeśli tacy są i ewentualnej firmy pośredniczącej w załatwianiu pracy oraz najbliższej ambasady. No i warto zgłosić przez Odyseusza wyjazd. Różne rzeczy się dzieją.
aha i oczywiscie dales jej ten numer bez szemrania?