#wf6o6
Jadąc autobusem (a było naprawdę duszno i gorąco) w godzinach popołudniowych - co wiąże się z tym, że autobus przypomina puszkę szprotek - ustąpiłam miejsca kobiecie w zaawansowanej ciąży. Kilka przystanków dalej wsiadła babcia. Stanęła nad tą dziewczyną w ciąży i patrzy. Rozpoczęła się symfonia - ulubiona dla osób starszych 60+ - wzdychań, ochów i achów, połączona oczywiście z układem choreograficznym, w którego skład wchodziło wycieranie twarzy chusteczką, łapanie się za serce i czoło. Ogólnie przedstawienie z ciągłym spoglądaniem na panią w ciąży, czy to na nią w ogóle działa i czy ruszyło ją sumienie. Ciężarna naprawdę już unikała kontaktu wzrokowego z tą babą i patrzyła przez okno.
Oczywiście wtedy zaczęło się sapanie, że ta kobieta w ciąży jest niewychowana (?!), bo nie ustąpi jej miejsca i w ogóle ona jest starsza i się jej należy. Ciężarna zwróciła jej uwagę, że jest w ciąży, a ta na to, że ona w jej wieku i w jej stanie ustępowała miejsca starszym.
Naprawdę miała już wstawać (a naprawdę było duszno, no i było widać, że jest jej słabo), kiedy ja spojrzałam na tę kobietę w ciąży i pokazałam jej ręką, żeby została na miejscu.
Następnie spojrzałam na tę babę i zwróciłam jej uwagę, że ta kobieta jest w ciąży i nie będzie ustępować miejsca, bo to jest nawet niebezpieczne, żeby w taki upał wstawała z miejsca w takim tłumie, a jak wiadomo, czasem nawierzchnia drogi jest nierówna i autobusem po prostu trzęsie.
Baba zaczęła się oczywiście wykłócać, że ona jest stara, że coś jest strzyka, bla bla bla.
Powtórzyłam jej dokładnie to samo co wcześniej, a ta zaczęła się na mnie drzeć, że jestem niewychowana. Oczywiście nie omieszkałam babci przypomnieć, że to chyba z nią jest coś nie tak i jak chce bardzo usiąść, to może usiąść na podłodze albo na dachu, tam też są miejsca. Była taka wk#$&#a , że myślałam, że zaraz wybuchnie.
Ludzie w autobusie przyglądali się nam jakbyśmy grali w jakiejś telenoweli. I kiedy myślałam, że to już będzie koniec tego słownego sparingu wraz z pojedynkiem na miny, które stroiła ta babka - złapała mnie za nadgarstek w celu "przywrócenia mnie do porządku'' (?!). Chciałam już jej coś powiedzieć (oczywiście zaraz po tym jak wyrwałam moja rękę z jej o dziwo mocnego uścisku), kiedy jakiś pan krzyknął - "Halina, o co ty się k#$@a kłócisz , przecież i tak już wysiadasz. Znowu robisz cyrk, idź lepiej zrób na drutach skarpetki dla Janka".
Babka strzeliła buraka i wysiadła na następnym przystanku.
A, no i wspomnę, że cała akcja odgrywała się w ciągu 4 przystanków, które wcale nie były jakieś długie.
Tak jak kilka dni temu w metrze, po godzinie 16. Kobieta próbowała wsiąść z wózkiem, a jakaś pani kazała jej wysiąść i czekać na kolejne metro, bo gdzie się dziewczyna z wózkiem pcha, skoro nie można / nie wolno do metra wchodzić z wózkiem?
Wspominałam, że to był pierwszy wagon z maszynistą, gdzie jest oznaczenie, że jest miejsce dla wózków i rowerów? :)
Pewnie zostanę ostro zminusowany, ale czy NAPRAWDĘ tylko ja w życiu nie spotkałem wrednego mohera w komunikacji miejskiej? Prawdę mówiąc trochę trudno już mi w takie historie uwierzyć, a klimaty komunikacji miejskiej są mi bardzo dobrze znane, jeżdżę autobusem/tramwajem od wielu lat i jeszcze nigdy nie byłem świadkiem takiej sytuacji.
Mnie również ciężko było uwierzyć w te historie, dopóki nie odczułam złości mohera na własnej skórze ;) tyle lat jeździłam komunikacja miejska i zawsze spotykałam mile osoby, a tu raz taka niespodzianka...
Ja tez nigdy! A mieszkam w jednym z większych miast plus jeżdżę komunikacja miejską codziennie i to na różnych trasach i nigdy nie spotkałam żadnego mohera. I mam nadzieje, ze nie spotkam:)
U mnie za to takie mohery to codzienność, więc dla mnie nie jest trudne uwierzyć w takie wyznanie. Potrafią zrzucić kogoś z miejsca na 1 przystanek.
mamyczas Zgadzam się w 100%.
Ja w Poznaniu przez 4 lata spotkałam raz. Ale nie było to jakieś wredne babsko, wsiadła pani starsza i spytała pewnej dziewczyny czy jej ustąpi miejsca. Dziewczyna powiedziała że niestety źle się czuje, jakiś facet na to "taka młoda i się źle czuje?!". Dziewczyna odpowiedziała, że jest w 4 miesiącu ciąży, na co facet ją przeprosił a w międzyczasie babci ustąpił miejsca ktoś inny. Mam wrażenie, że te historie o wrednych moherach powstają na podstawie takich incydentów, które zostają podkoloryzowane.
W Warszawie przez 6 lat codziennych dojazdow tylko raz. Ale wcale nie tak soczyście jak w tych historiach;) jakieś 60-letnie Grażyny stały nade mną, jak siedziałam w autobusie bliska omdleniu i jęczały o niewychowanej młodzieży. Powiedziałam im tylko, że tak, jestem niewychowana i nie zamierzam wstać. Poszły sapać gdzie indziej. Nie wierzę w te babcie, co łapią za rękę, szarpią, wyzywają... jakoś nie.
No widzicie, ja jeżdżę w roku akademickim prawie codziennie i zdarzało mi się spotkać mohery. Może nie tak dramatyczne, ale niewiele brakowało. Spotkałam tez w kościele (😂👌🏻) i paru innych miejscach wiec jak najbardziej wierze. To ze wy macie szczęście, to nie znaczy ze takie dziwaki nie istnieją
Ja jeżdżę autobusami/tramwajami po Szczecinie od bardzo dawna i jeszcze nigdy nie byłem świadkiem takiej sytuacji. Po tych wszystkich wyznaniach zacząłem się zastanawiać, czy moje miasto nie jest jakąś "zieloną wyspą" w kontekście kultury w komunikacji miejskiej :D
Ja 10 lat dojeżdżałam do szkoły tramwajami, tylko 2-3 razy dopadła mnie taka sytułacja. W wielu przypadkach mozemy nie zwrócić uwagi. Kiedyś byłam tak zaczytana, że dopiero jak odłożyłam książkę to zorientowałam się ze jakiś dzieciak pokrzykuje
Też tak myślałam że wszyscy przesadzają do czasu jak któregoś razu wsiadłam do tramwaju z gorączką i nieprzytomnym spojrzeniem. Wsiadałam jak pojazd był pusty więc aby się nie wywalić usiadłam na pierwszym lepszym wolnym siedzeniu, oparłam głowę o szybę i z słuchawkami w uszach jechałam sobie. I tak sobie myślę, powtarzam trasę aby nie paść na twarz aż tu nagle z myśli wybija mnie cios parasolką w głowę. Zawirowało mi, zobaczyłam gwiazdki ale, że mi słuchawka wypadła to słyszałam jak baba się drze, że niewychowana jestem, okropna i w ogóle niedobra. Spojrzałam na nią nieprzytomnym wzrokiem i wróciłam do swojej poprzedniej pozycji. Po prostu w gorączce nie zorientowałam się że chciała usiąść na moim miejscu. Zaczęła mnie szarpać i akurat w tym momencie kichnęłam posyłając jej glutka na biały płaszczyk. Zaczęła drzeć się bardziej ale w końcu ktoś stanął w mojej obronie i spokojnie mogłam przejechać te kilka przystanków patrząc otępiała w szybę.
Też miałem nieprzyjemną sytuację w autobusie z moherem...
Jadąc autobusem zobaczyłem kobietę karmiącą piersią, zaraz jakiś moher się wydarł, jak śmiesz to robić w autobusie, tak przy wszystkich! Boga w sercu nie masz! Wstydź się!
Naprawdę mocno mnie wk*****ją takie osoby, co ich to interesuje.
Od tamtej pory już nigdy nie masturbowałem się w autobusie.
Wróciłeś. <3 Albo ja ostatnio miałam pecha na Ciebie nie trafiać.
@Nikaa8 Sporadycznie zaglądam :)
Brawo Autorko! Oby więcej osób z odwagą cywilną było wśród nas :-)
Tak, szczególnie, że na świecie jest straszna znieczulica, ludzie po prostu wolą być obojętni, bo boją się reakcji innych. Popieram Twój komentarz.
Plebs Znieczulica jest zła, ale generalizacja również.
mój kolega jak tak baba sie sapała to wyniósł jej wózeczek z tramwaju
zanim wsiadła spowrotem tramwaj pojechał :)
1) Nie chce mi się wierzyć w kolejną opowieśćo moherach. Jeżdżę autobusami i tramwajami od dziecka i RAZ spotkałam się z podobną sytuacją, choć dużo łagodniejszą. Ba, wręcz odwrotnie. Chwilowo chodzę o kulach i kiedy wchodzę do tramwaju/autobusu, te "mohery" są pierwsze, żeby ustąić mmi miejsca.
2) Naprawdę nie było w całym autobusie kogoś, kto by tej babce ustąpił, skoro wszyscy widzieli, jak się uwzięła na kobietę w ciąży? Wszyscy tylko siedzieli zadowoleni z siebie i się gapili?
Bardziej mnie zastanawia czemu w tych historiach "mohery" zawsze doczepiają się do kobiet w ciąży, niepełnosprawnych... przypominam ze w autobusie jest sporo innych siedzących pasażerów... trochę to ujmuje na wiarygodności
Miałam też podobną sytuację. Było lato, okropnie gorąco a ja wracałam z praktyk autobusem. Mam praktyki w zawodzie w którym duża aktywność fizyczna to podstawa więc byłam padnięta i dosłownie chwiałam się na nogach. Miałam jeszcze ze sobą torbę z rzeczami. Usiadłam po czym zaczęło mi się kręcić w głowie i poleciała mi krew z nosa. Na to jakiś moher się na mnie wydziera że tylko udaje żeby siedzieć i jaka to niewychowana jestem. Myślałam że mnie tam pobije ale na szczęście jakiś chłopak mnie obronił a babka wysiadła na następnym przystanku. Co się dzieje z tymi ludźmi...Masakra.
Czy tylko ja spotykam takie mohery prawie codziennie? ;-;
A po co ty otwur gembowy otwierasz