#wZWBV
Od razu pokochałam Lunę. Był tylko jeden problem - rodzice jej wręcz nienawidzili. Na szczęście po wielu rozmowach i błaganiach zgodzili się, żeby została. Były tylko dwa warunki - całe moje kieszonkowe szło na jej jedzenie, ewentualnie wizyty u weterynarza i tylko ja musiałam się nią zajmować, czyścić kuwetę, wyprowadzać ją na spacery (tak, kota też można wyprowadzać) itd.
Przez pięć lat wszystko było pięknie. Luna chodziła za mną, spała w moim łóżku, dawała się przytulać itd.
Problem zaczął się w 2 klasie gimnazjum, kiedy zorientowałam się, że pewien chłopak za mną łazi, robi mi zdjęcia, wysyła różne dziwne wiadomości, chwali się kolegom, że pewnie bez problemu mógłby się ze mną przespać (nie, na gadaniu się nie skończyło. Spróbował. "Na szczęście" skończyło się na próbie g*ałtu i ogromnym siniaku na jego twarzy).
Ostatecznie chłopak zmienił szkołę (i to jeszcze nie dlatego, że jego rodzicom zrobiło się głupio. Po prostu chcieli go uwolnić "od tej wariatki i jej ciotki"), ale klasa mnie znienawidziła, bo wszyscy go uwielbiali (chłopacy, bo był dobrym sportowcem, a dziewczyny, bo był przystojny i nauczyciele, bo świetnie się uczył i zdobywał szkole mnóstwo nagród, a ja dla nich była jedynie małą, głupią dziewczynką).
Moi rodzice doskonale wiedzieli o tym, co działo się w szkole.
W trzeciej klasie miałam depresję, ale jeszcze o tym nie wiedziałam. Myślałam, że potrzebuję trochę spokoju, że smutek jest tymczasowy itd.
W marcu nie miałam na nic siły. Nie jadłam, dużo płakałam. Moi rodzice próbowali kilka razy mnie ogarnąć. Używali do tego paska. Nawet przy tym nie miałam siły reagować, więc po pewnym czasie miałam masę sińców.
Całe dnie leżałam w łóżku i tuliłam Lunę. Tylko na niej mi zależało.
Pewnego dnia zadzwoniła dyrektorka. Ojciec się wściekł. Zlał mnie i zabrał Lunę do schroniska.
Przez tydzień w domu było jak w piekle, rodzice kłócili się ze sobą, wyzywali mnie itd. Na szczęście jedną kłótnię usłyszała sąsiadka i zaniepokojona zadzwoniła po ciotkę (są przyjaciółkami).
Natychmiast przyjechała i zabrała mnie od rodziców. Po kolejnym tygodniu zaczęłam z nią rozmawiać, opowiedziałam co się stało.
Pojechałyśmy do schroniska. Okazało się, że ktoś wziął Lunę. Jakoś udało nam się zdobyć adres. Okazało się, ze nowi właściciele wypuścili ją z domu i potrącił ją samochód. Nawet nie mieli ochoty zbierać jej z ulicy.
Nie zdałam do następnej klasy, ale teraz moim prawnym opiekunem jest moja ciocia, mam nową szkołę, nowego kota i regularnie odwiedzam psychologa.
Ale i tak tęsknię za Luną.
Aż się trzęsę jak myślę że można być aż tak okropnym rodzicem.
zdarza się
A nie powinno
Niektórzy ludzie nie powinni mieć dzieci.
Dziwne, że po tygodniu schronisko wydało kota. Z reguły są dwa tygodnie kwarantanny, nawet gdy zwierzę jest oddane, a nie zlapane z ulicy
Pisze, że przez tydzień w domu było piekło, a po kolejnym zaczęła rozmawiać z ciotką, więc minęły 2 ;p
Nawet nie trzeba mieć znajomości. Mojego psa wzięłam też przed końcem kwarantanny. Z zastrzeżeniem, że jeśli ktoś się po niego zgłosi w ciągu tygodnia to będę musiała go oddać. Ale pan w schronisku zapewnił, że taka sytuacja miała miejsce ze dwa razy w ciągu 10 lat jego pracy, więc się zdecydowałam. Chociaż muszę przyznać, że już po jednym dniu ciężko byłoby mi go oddać ;)
Sama też wzięłam psiaka że schroniska przed zakończeniem kwarantanny
Biedny kotek:( jest za tęczowym mostem i czeka na Ciebie. Współczuję Ci rodziców. Zabiła bym
Zgadzam się z rokastonka. Nawet "anonimowa rodzinka" mnie tak nie mierzi.
O tak, cieplutkie dzień dobry, poranek z kawusią i Pysia już za tęczowym mostem. Albo Chomiś w krainie wielkich dropsow.
Matko pisałam tak jak miałam 12 lat 😂
No, brzmi żenująco, ale skoro pomaga dojść do siebie ludziom, którzy stracili ważnego dla siebie zwierzaka, to brzmienie jest mniej istotne.
Boże...
Prawie się popłakałam, naprawdę. ;_;
Współczuję.
O ile nie widziałaś samych zwłok kota, to obstawiam, że nowi właściciele tylko tak powiedzieli, żeby nie oddawać ładnego kota w typie rasy - już słyszałam o takich sytuacjach. Jak powiedzą, że nie żyje - to i jakiekolwiek roszczenia czy prośby stają się bezzasadne.
Chciałem napisać śmieszny komentarz ale przeczytałem całość i jest mi smutno...
Ojeju przykre 😢
Łezka w oku się zakrecila. Powodzenia w dalszym życiu ;)
Chłopacy powiadasz?