#wVrUw
Mieszkałam w 6-osobowym dwupiętrowym domu, gdzie dzieliłam malutki pokoik z moim chłopakiem. Był to sam początek naszego związku, nie znaliśmy się zbyt dobrze i gdy nie zrozumiałam o co mu chodzi, jakoś nie zapytałam. Opowiadał mi o warunkach mieszkaniowych, obowiązkach itd., no i mówił, że "na górze tylko jedynka, na dole jedynka i dwójka". Jakiś głos w mojej wtedy dwudziestoletniej głowie pytał: co to za szyfr? Ale przez natłok informacji szybko zapomniałam o niezrozumiałym dla mnie przesłaniu. Do czasu...
Na drugi dzień byłam sama w domu, postanowiłam więc zrzucić z jelit balast przywieziony jeszcze z Polski. Udałam się do łazienki położonej na górze, zrobiłam swoje i nacisnęłam spłuczkę. Z przerażeniem w oczach patrzyłam na rosnącą ilość wody w sedesie i kompletnie nie wiedziałam, co robić. Nigdy wcześniej nie zapchałam kibla. Poleciałam na dół po worek na śmieci i stwierdziłam, że najlepszym sposobem będzie wyłowienie gówna w celu utylizacji go w ubikacji na dole. Brzydziłam się łapać łapami klocka, więc mój super mózg podpowiedział, że mogę łapać łapami przez papier klocka.
No i tak robiłam, ale papier niechętnie współpracował. Robił się mokry, brudny i poszarpany, no i szybko się zużywał. Gówno wraz z toną owego papieru było już w worku, kibel odetkany, po problemie. Dumna z siebie poszłam opróżnić zawartość worka na dolne pułapy. Nie pomyślałam, że ponowne wkładanie gówna przez papier i spuszczenie wszystkiego na raz wraz z ogromną ilością papieru może nie zadziałać. Chluup chlup co za głup, cieszył się do mnie sedes, wypluwając wszystko, co w nim umieściłam.
To ja z powrotem kloca do wora z jeszcze większą ilością papieru; pozostało jedynie pozbyć się fekaliów na dworze. Wychodzę przed dom, wokół dziesiątki identycznych domków pełnych emigrantów, kosz na śmieci nieopodal drzwi. Nie nooo, ludzie tu są, nie będę gówna pod domem wywalała. Zawiniątko w trzech warstwach przeróżnych worków spoczywało niespokojnie w mojej torebce, gdy ruszyłam na poszukiwania kontenera.
Miałam wrażenie, że wszyscy wiedzą, co mam w torebce. Spacer skończyłam nie znajdując żadnego innego kontenera na śmieci, niż ten przed domem i chcąc nie chcąc z przyczajki podrzuciłam bombę.
Chłopak wrócił z pracy, przytulaliśmy się czule na łóżku, a ja, jako osoba z bardzo wrażliwym sumieniem, wymamrotałam, że muszę mu coś powiedzieć. Spojrzał mi wtedy w oczy i zapytał:
- Robiłaś dwójkę na górze i zapchałaś kibel?
Wtedy zrozumiałam, co oznaczał ten dziwny dwujedynkowy szyfr. I że do końca życia będzie czytał z moich oczu moje fekaliowe perypetie.
Za dużo anonimowych.. Od razu wiedziałam o co chodzi z szyfrem.. x'D
Chyba, że wyznania o kupie są po prostu łatwo wyczuwalne..
Łatwo wyczuwalne. Przez zapach.
Przeczytałam, popłakałam się, mama przyszła spytać co sie stalo - przeczytała, popłakała się 😂😂
Najlepsze wyznanie z kupą w roli głównej 😃
Roli gównej :D
Chyba nie czytałaś tego z chłopakiem, który wyrzucił gówno przez okno na szklany daszek, pod którym siedzieli jego dziadkowie z gośćmi XD
shaxyn masz kod tego wyznania?
O cholercia tego nie znam 😃 ma ktoś kod do tego wyznania?
"Chluup chlup co za głup, cieszył się do mnie sedes, wypluwając wszystko, co w nim umieściłam." Skisłam XD
😂😂😂😂😂
Ja myślałam, że chodziło mu o pokoje 😦 Na górze jednoosobowy, a na dole jedno- i dwuosobowy 😆😆😆😆
Chluup chlup co za głup- najlepszy cytat ever xd
W Anglii mają takie wąskie rury? xD
Chlup chlup co za głup - boskie ;-)
"Chluup chlup co za głup" - Padłem!😂😂 xD
Leżę i płacze.