#wGBrG
Im bliżej ogłoszenia wyników, tym bardziej boję się, że nie zdałam tego drugiego, którego wynik dopiero poznam. Powiedziałam mamie, że na pewno zdam, a teraz boję się, że ją zawiodę. Mam ochotę po prostu wyć.
Czuję na sobie ogromną presję. Kiedy dostanę 3, od razu słyszę, że to źle i dlaczego tak słabo, mimo że mam same 6 z historii i fizyki oraz same 5 z geografii i biologii. Naprawdę nie można mi zarzucić braku chęci do nauki. Tymczasem kiedy mój brat dostaje 3, jest niemal święto narodowe.
Wracając do egzaminu, naprawdę się boję, że zawiodę. Od dwóch dni prawie nie śpię, bo stresuję się tak bardzo. Próg zdawalności wynosi aż 75%, a wiem, że jedno zadanie, kosztorys, zrobiłam źle. Resztę zrobiłam, moim zdaniem, perfekcyjnie, ale mimo wszystko boję się, że przez ten jeden błąd nie uzyskam wymaganej liczby procent.
Wiem, że zrobiłam wszystko, co mogłam, ale chyba najbardziej przeraża mnie teraz myśl, że wynik może okazać się inny, niż sobie obiecałam i niż powiedziałam mamie.
To dzisiaj, napisz czy się udało
Na pewno się Pani uda^^
I w sumie to z ocenami też mi przypomina co u mnie było. Nawet 5 kończyło się awanturą, że "na pewno nie chciało ci się robić zadania na 6", a za cokolwiek niżej leciał kabel od komputera. Więc no... jak się trafiło 1 to lepiej było nie wracać. Ale przy innych "moja córka to się dobrze uczy, żadnej 3 nie ma" i potem w domu awantura "przez ciebie muszę kłamać". Też ostatnio było "powiedziałem ciotce, że już masz inżyniera, więc jakby cię zobaczyła jak idziesz do szkoły to powiedz, że coś załatwiałaś", gdzie na razie jest ogarnięty drugi rok, nawet bez żadnej potrzeby przyjścia we wrześniu, już wszystkie oceny jak trzeba, najniżej 4. No, ale dopóki się mieszka z tatą to co chwilę "nic nie osiągniesz", "nikt nie będzie twoich głupot czytał" i wpieprz. Ale przy gościach "o, zobaczcie co wygrała w konkursie!" właśnie za te "głupoty, których nikt nie będzie czytał". Ot, taki tatowy standard, cokolwiek niżej niż 6 to lenistwo i trzeba wybić pasem/kablem, ale przy innych płakać, że dziecko ma nowotwór, chwalić się, że coś wygrało, a jak tylko pójdą to nakrzyczeć, że "super by było jakbyś umarła" i inne takie. Ot, rodzice.
no cóż, trzymam za ciebie kciuki :)
Moja żona jest młodsza ode mnie 9 lat ,jesteśmy razem 32 lata i to jest najlepszy związek jaki miałem w życiu.Miałem innych naprawdę wiele.Facet dojrzewa intelektualnie i życiowo dużo później dlatego warto być ze starszym.