#wFFhl

Byłam tak zestresowana moim ślubem, że czułam, jak moje nogi wręcz odmawiają posłuszeństwa. Idąc do ołtarza, gdy oczy wszystkich były zwrócone na mnie i na mojego przyszłego męża, jakimś cudem potknęłam się o cholerny chodnik. Mój ukochany, zamiast mi pomóc, stał obok i cały aż trząsł się ze śmiechu.
Cała czerwona i już może nie zestresowana, a potwornie zawstydzona, powiedziałam sakramentalne: „Tak”.

Od 6 lat jesteśmy szczęśliwym małżeństwem, a powtórkę mojego wyczynu mogę zawsze zobaczyć na ślubnym video.
HansVanDanz Odpowiedz

Potknęłaś, nic wielkiego. Ludzi na prawdę spotykają gorsze rzeczy.
Młodzi i tak idą razem pod rękę, więc wywrotki raczej nie było.

NieChceLoginu Odpowiedz

Nie rozumiem wesel. Miesiące przygotowań, tysiące wydane na bzdury i po co? Żeby mieć mdłości ze stresu i jedyne co wspominać, to że się potknęło o dywanik.

Dragomir

Ostatnio okazało się, że nie tylko tego nie rozumiesz...

wyzwolonaa Odpowiedz

To okropne, że ci nie pomógł. Twoja intuicja próbowała cię ostrzec, to potknięcie to był ostatni znak, żebyś go rzuciła. Zobaczysz, za jakiś czas zrozumiesz, że to nie jest facet dla ciebie. Tyle dobrego, że chociaż podzielicie majątek

szarymysz

To nie intuicja, to chodnik ją ostrzegał...

wyzwolonaa

Intuicja, chodnik, znak z góry - wszystko jedno. Najważniejsze żeby się od niego uwolniła

Dodaj anonimowe wyznanie