Byłam tak zestresowana moim ślubem, że czułam, jak moje nogi wręcz odmawiają posłuszeństwa. Idąc do ołtarza, gdy oczy wszystkich były zwrócone na mnie i na mojego przyszłego męża, jakimś cudem potknęłam się o cholerny chodnik. Mój ukochany, zamiast mi pomóc, stał obok i cały aż trząsł się ze śmiechu.
Cała czerwona i już może nie zestresowana, a potwornie zawstydzona, powiedziałam sakramentalne "Tak".
Od 6 lat jesteśmy szczęśliwym małżeństwem, a powtórkę mojego wyczynu mogę zawsze zobaczyć na ślubnym video.
Dodaj anonimowe wyznanie
O kurde, dzięki bogu, że to nagrali, bo nie słyszałam nigdy o niczym aż tak śmiesznym
Śmiechu warte tu tu ru tutututu...
Nie wiem, w jakim obrządku brałaś ślub, ale raczej nie w katolickim, bo w trakcie katolickiej przysięgi nie pada żadne "tak" ;)
Byłem kiedyś na ślubie u znajomego. Świadek w trakcie mszy zasłabł, a panna młoda puściła pawia...
I jakoś nikomu do śmiechu nie bylo. Więc u Ciebie wcale tragedii nie było.
O ile ten paw i zasłabnięcie były efektem nerwów i wczorajszego alkoholu a nie jakiejś przykrej choroby to ja bym sam musiał opuścić kościół bo nie wyrobiłbym ze śmiechu :D
Ja bym prędzej współczuła pannie młodej.
Wszyscy śmiali się i dokazywali. Śmiechom nie było końca!
Ale sie usmiechecheszkałam dzieki hihihi krejzole!
Nie wiem kiedy brałaś ślub, ale w dzisiejszych czasach żaden normalny kamerzysta nie uwieczni na filmie takiej wpadki.
A nawet jeśli uwieczni to wytnie w trakcie montarzu
Faktycznie zabawna sytuacja, ale chyba jednak jako dobry, przyszły mąż powinien był pomóc ;)
Niesamowita historia pani Anonimko! Z całą rodziną trzęsiemy się ze śmiechu :) pozdrawiamy serdecznie i liczymy na więcej tak zabawnych opowiastek, szaleństwo!
Super wsparcie męża, nie ma co.