To miało miejsce jakieś 19 lat temu, kiedy to chodziłam do zerówki. Dodam, że byłam bystrą i ambitną dziewczynką. W zerówce zanim nadszedł czas zabawy, musieliśmy się trochę pouczyć. Mianowicie poznawanie literek, łączenie je w sylaby, aż wreszcie czytanie krótkich zdań typu "Ala ma kota". Zanim nadszedł mój czas odpowiedzi, przysłuchiwałam się koleżankom i kolegom, jak potrafią czytać. Przeważnie dukali po literce, łącząc je w sylaby i po wielu trudach zdołali przeczytać zdanie. Ja natomiast potrafiłam czytać biegle i nie sprawiało mi to żadnej trudności. Gdy nadeszła moja kolej, udawałam że nie potrafię od razu przeczytać czytanki, więc odstawiałam cyrk przed grupą dukając literki. Do tej pory nie wiem, czym się kierowałam.
Dodaj anonimowe wyznanie
Pewnie chciałaś się przypasować do reszty klasy ;)
P.S. Jak byłam w zerówce to też już biegle czytałam, liczyłam i zawsze dziwiłam się dlaczego te dzieci nie umieją czytać i liczyć :D
Ja tez tak mialam...
Też od zerówki całkiem dobrze czytałam. Również w przedszkolu miałam miano eksperta od wiązania butów. Dziwi mnie, że nikt z moich małych towarzyszy nie potrafił :D
Piona!!
A ja miałam zupełnie odwrotnie. W przedszkolu, podstawówce, a nawet gimnazjum czytałam najlepiej w całej klasie. Warto dodać, że w przedszkolu byłam bardzo ambitnym i wrażliwym dzieckiem. Starałam się czytać najlepiej jak potrafię, uczyłam się nawet tematów z podstawówki (wtedy zaczęłam też pasjonować się zwierzętami), wszystko po to, by usłyszeć pochwałę. I... nic :c Nie mogłam tego pojąć. Inne dzieci, jeśli tylko coś wydukały z książki dostawały plusiki i mnóstwo pochwał, a ja tylko oschłe "dobrze". Sytuacja powtórzyła się w podstawówce, gdy moja wiedza była ponadprogramowa. Mój zapał do nauki poszedł wpizdu w 3 klasie podstawówki i wrócił dopiero na studiach.
A ja chciałam chociaż raz usłyszeć szczerą pochwałę, nie od mamy, a od kogoś, kto naprawdę jest w stanie zauważyć moje starania...
Tak oto szkoła zabija ambicje w zarodku.
Ja też ?
Ja za to nie bylam zbyt bystra. W czytance bylo napisane "kot", wiec wymiawialam literka po literce, jak mama kazala. Jak wydukalam to mama sie spytala co to za wyraz, a ze na obrazku byl kot i reka wlewajaca kotu mleko, od razu odpowiedzialam "mleczko?" :D mama nadal sie ze mnie nabija
A mnie wkurza, że w bajkach dla dzieci zazwyczaj kot pokazywany jest z mlekiem. Dzieci się uczą bzdur i później w dorosłości karmią tak koty, chociaż one absolutnie mleka (poza mlekiem matki jako kocięta) pic nie mogą!!!
@asdze, dokladnie! na szczescie mi mama to wytlumaczyla wczesnie :)
Ja mam na imie Ala i zawsze w podstawowce jak byly wlasnie takie przyklady to wszyscy sie mnie pytali czy mam kota
A masz? :D
Też mam na imię Ala i mam kota. :)
Też mam na imię Ala i nie mam kota. I dobrze mi z tym :)
Koty są super :)
Ja miałam podobnie. Umiałam czytać i pisać już zanim poszłam do zerówki. Pamiętam pewną lekcję polskiego, kiedy to czytaliśmy tekst na ocenę. Przeczytałam go płynnie i bezbłędnie. Jako jedyna w klasie. I wiecie co? Dostałam "ochrzan" od pani, że czytałam ten tekst już w domu i się nauczyłam, że to nie fair w stosunku do kolegów. A ja, zamiast powiedzieć, że nie czytałam go w domu, tylko potwierdziłam, że faktycznie czytałam.
Niektórzy nauczyciele to po prostu skończeni idioci. U nas, w pierwszej klasie nauczyciele pytali się, kto zna już literki, umie czytać, liczyć itp. i to sprawdzali, żeby potem nie było takich sytuacji.
Ja pamiętam, że jak pani w 1 klasie pierwszy raz kazała nam się nauczyć czytać jakąś krótką czytankę, w sumie taki wierszyk to przeczytałam ją kilka razy i przez to nauczyłam się jej na pamięć. W szkole powiedziałam to z pamięci i dostałam ochrzan, że miałam się nauczyć CZYTAĆ. Od tamtej pory nie czytałam już czytanek w domu bo czytać i tak umiałam. XD
Kiedy miałam ze 4 latka (czasy przedszkola) to umiałam już dosyć dobrze czytać, wiadomo, że nie perfekcyjnie ale jakoś szło. A kiedy byłam w zerówce denerwowałam się, że inne dzieci dukają, a ja czytam bez problemu :D. Teraz czytam szybko i bez problemu :).
Przybij ✋(tak dokładnie to miałam 6 lat, ale to tylko szczegół)!
nie jestem sama! tez tak robilam , z zazdrosci , ze Pani pomagala innym a mi nie :(
mnie zawsze drażniło jak wszyscy tak sylabizowali i ciągnęło się to w nieskończoność. w pierwszej klasie nawet popłakałam się z nudów na lekcji zanim kolejka do mnie doszła :D
Mnie też to drażniło szczególnie jak byliśmy już np. w 3 klasie, a część nadal tak czytała. Tak samo jak poszłam do przedszkola irytowały mnie dzieci, które sepleniły, do tej pory pamiętam, że jedno zamiast dziękuję mówiło dzientuje i mnie tym mega denerwowało :D
Dostosowywałaś się do klasy ?
Ja bym szpanowała, ze umiem
Żeby było śmieszniej, moja siostra jest w 2 klasie podstawówki i ledwo czyta.