#w8buz
Otóż moja babunia zakochała się. Zresztą ze wzajemnością. Jej wybranek grał w orkiestrze na weselach. Babcia mieszkała niedaleko remizy, gdzie tego typu imprezy były bardzo częste, tak więc mieli okazję do widywania się. Jednak mieszkali daleko od siebie, a jak wiadomo, czasy inne, to i telefonów i Facebooków nie było. Więc pisali do siebie tradycyjne listy.
Któregoś dnia klasowy dowcipniś zwędził mojej babci ten właśnie list. I oczywiście przeczytał go przed całą klasą. Śmiechu było co niemiara. Nauczycielka, która zainteresowała się całą sytuacją, skonfiskowała list chłopakowi i nie, nie oddała go babci, nie zganiła tamtego chłopaka. Wręcz przeciwnie. Postanowiła, że przeczyta list przed całym ciałem pedagogicznym. I zrobiła to.
Moja babcia wpadła w złość, co było całkiem zrozumiałe. Chwyciła krzesło i chciała uderzyć tego dowcipnisia. Ale nie trafiła. Krzesło poleciało na gablotę z pucharami i... z gablotki pozostały jedynie kawałki szkła. Nauczycielka (ta sama, która przeczytała prywatny list babci) wysłała ją do dyrektorki, a ta oczywiście wydała wyrok. Ale nie na moją babcię. Dowiedziawszy się o całej sytuacji stwierdziła, że nauczycielka zachowała się karygodnie i to ona, a nie moja babcia, będzie płacić za zbitą gablotkę.
Wyobraźcie sobie minę tej wrednej kobiety.
Uważam, że tacy ludzie nie powinni w ogóle uczyć w szkole, a dla dyrektorki wielkie brawa ode mnie. No, rzucanie krzesłem chyba też nie było optymalnym pomysłem, ale cóż...
Może i nie, ale babcia pokazała charakter. Kolega mojej mamy kiedyś spoliczkował swoją nauczycielkę, bo nabijała się z jego mutacji. Oczywiście, chłopak wylądował u dyrektora, ale, że cała klasa wstawiła się za chłopakiem, to nie miał żadnych problemów, a nauczycielka miała u dyra przekichane.