#MW4sx

Jestem osobą dość "nietypową" i tym samym zawsze miałem talent do ładowania się w zwariowane sytuacje, a tego dnia pobiłem wszelkie rekordy.

Rok temu wybierałem się ze studiów na weekend do domu. Z rana miałem mieć jeszcze zajęcia, a nieco po południu odjeżdżał pociąg. Z tego powodu spakowałem wszystko co chciałem zabrać do swojego wojskowego plecaka i razem z tym towarem wybrałem się na zajęcia.

Na uczelni okazało się, że przyjeżdża do naszej instytucji sama pani premier, aby ogłosić rozbudowę szpitala klinicznego, więc z tego powodu zajęcia skończyły się wcześniej, aby wszyscy chętni mogli zdążyć na spotkanie. Mimo że polityką się nie interesuję, pomyślałem sobie, że może warto by pójść zobaczyć jak to wygląda, skoro jest okazja.

Idąc do dziekanatu, gdzie spotkanie miało się odbyć, przy sklepie spożywczym znalazłem ziemniaka. Po części z tego powodu, że lubię ziemniaki, po części z tego, że był za darmo i po części z tego, że jestem studentem, wziąłem go sobie celem późniejszej konsumpcji. Dotarłszy na miejsce okazało się, że tak łatwo na spotkanie wejść się nie dało - wszędzie był BOR i były robione rewizje - a ja dobrze spakowany nie miałem zamiaru być przeszukiwany. Kręciłem się tam więc niepewnie i zapewne musiałem wyglądać podejrzanie, zatem funkcjonariusz BOR uprzejmie zaprosił mnie do środka. Powiedziałem mu, że w sumie chciałbym wejść, ale jestem mocno spakowany. Ten odparł, że nie ma żadnego problemu i poprowadził mnie do stanowiska rewizji. Polecono mi wyjąć wszystko z kieszeni. Wyjąłem więc portfel, klucze, dokumenty i... owego kartofla. Dwaj BOR-owcy na to jednym głosem krzyknęli:
- Ziemniak?!... Po co panu ziemniak?
Ja zgłupiałem i nie wiedząc co powiedzieć, powiedziałem prawdę:
- Znalazłem!
- W Gdańsku!?
- No tak! - odparłem i zacząłem się nerwowo śmiać.

Panowie nic nie skomentowali i zapytali, czy to już wszystko. Niestety nie. W kieszeni bluzy miałem jeszcze zgniecione puszki, które w domu zbieram na złom. Tu już skrupułów nie miałem i wepchnąłem do śmietnika. Najgorsze było przede mną - plecak!
Po otwarciu plecaka ukazał się najprawdopodobniej najbardziej nieoczekiwany widok każdego BOR-owca: cały worek moczonej cebuli ze szczypiorem! Brałem ją do domu, żeby mi nie uschła. Potem przyszła kolej na piórnik, który jest tak naprawdę moim "zestawem wszystkiego" i oprócz długopisów noszę tam jeszcze igły wszelakiej maści, baterie, gwoździe, kable i instrumenty stomatologiczne. Na dnie plecaka był jeszcze laptop. To nie byłby problem, gdyby nie fakt, że uznałem, iż dobrym pomysłem będzie zawinięcie go w brudną pościel.

Najlepsze jednak było to, że w końcu mnie wpuścili, upewniwszy się jednak uprzednio, czy na pewno jestem studentem. Nie pamiętam już, co mówiła premier. Pamiętam tylko miny tych biednych funkcjonariuszy, co czuli się pewnie jak w skeczu u Monty Pythona.
Dragomir Odpowiedz

Cokolwiek by nie mówiła, kłamała jak z nut. Sama też już tego nie pamięta a w steku kłamstw politycznych wszyscy inni zapomnieli już też o tym (na szczęście dla politykierów). Tylko BORowiki opowiadają sobie tę historię, stałeś się swego rodzaju legendą.

keanna Odpowiedz

Pamiętam chyba to wyznanie z dawnych dobrych czasów, kiedy jeszcze były minusy.

Dodaj anonimowe wyznanie