#w61fs

Moi rodzice nigdy nie byli zbyt religijni. Do spowiedzi raz w roku, do kościoła tylko ze święconką albo na ślub. Nie modlili się, jedli mięso w piątek. Myślałam, że mój ateistyczny coming-out przyjmą spokojnie - jak bardzo się myliłam.

Miałam wtedy 15 lat. Przyznałam się do niewiary przy okazji jakiejś rozmowy nt. kościoła. I się zaczęło... Matka zaczęła wydzierać się na cały dom "Słyszałeś? Ona nie wierzy w Boga!", później krzyczała na mnie. Od razu stwierdziła, że jestem w jakiejś sekcie.

Zabrano mi komputer, telefon - bo na pewno naczytałam się głupot w internecie i jacyś sataniści mówią mi, co mam robić. Odtwarzacz mp4 i gitarę - bo na pewno każą mi słuchać "szatańskiej muzyki" i ją grać. Drukarkę i pozostałą elektronikę - nie wiem kurcze czemu, chyba dla zasady. Generalnie to wszystko mi każą źli sataniści, a ja ich bezmyślnie słucham.

Poza tym wymontowano mi drzwi do pokoju, aby cały czas móc widzieć co robię. Wspomnę tutaj, że siostra miała przechodni pokój, w którym były drzwi do mojego. Gdy zamknęła swoje drzwi, dostała ochrzan, że mi "pomaga" i zaraz też jej wszystko zabiorą. Siostra była wtedy mała i nie rozumiała do końca sytuacji, bała się spać przez wieczne krzyki.

Zakaz wychodzenia też był. Byłam umówiona wtedy z koleżanką, która nie mogąc się dodzwonić (widzieli, że dzwoni, zabronili mi odebrać i powiedzieć jej, że nie mogę wyjść) zmartwiła się i przyszła. Dumnie oświadczyli jej, że nigdzie nie wyjdę, ponieważ nie wierzę w Boga, z takim tonem, jakby liczyli na jej aprobatę.

Aby udowodnić, że nie należę do sekty, mieliśmy wszyscy pójść do kościoła - wtedy dostanę rzeczy z powrotem. Poszliśmy, ale nie dostałam. Bo nie śpiewałam pieśni kościelnych razem z moherami, nie liczy się. To dnia kolejnego poszliśmy drugi raz, śpiewałam. Nadal musiałam ich błagać, ale rzeczy po dłuższym czasie oddali. Jednak regularnie mnie sprawdzali, podejrzewali o sekciarstwo, cały czas rozpętywali religijne dyskusje, w których próbowali mnie przekonać, że katolicyzm mówi prawdę, a ja "naczytałam się głupot". Byli przekonani, że po prostu coś przeczytałam i stąd moje poglądy, jakbym nie miała własnego mózgu.

Dalej było zmuszanie mnie do bierzmowania szantażem, że znów mi wszystko zabiorą i nie oddadzą, póki tego bierzmowania mieć nie będę. Dla świętego spokoju poszłam, bo dla mnie ten rytuał nic nie znaczy, a zabranie wszystkiego byłoby dla mnie sporym utrudnieniem i przesunęłoby moje plany na przyszłość.

Przed resztą rodziny ukrywali całą sytuację i tematu nie było. Nadal nie wiem, co im wtedy odbiło. Nigdy nie byli fanatykami.
zjemcikota Odpowiedz

Zburzyłaś po prostu ich wizję 'idealnej' rodzinki. Sami pewnie uważają się za przykładnych katolików, mimo że ani trochę tego nie widać. Niestety częste, ale jeszcze ze dwa pokolenia i zacznie się to zmieniać. Sama przeżyłam walkę o swój ateizm w domu. Opłacało się.

kleksownik

Jak wyglądała walka o ateizm?

Rossie3

U mnie to samo🙁 zmuszanie do chodzenia do kościoła, do bierzmowania, do spowiedzi mimo że nawet nie wiedziałam z czego się spowiadac (byłam jednym z tych grzecznych dzieciaków co się uczą, nie chodzą po imprezach, a w wolnym czasie czytają książki jedna z drugą)...
I klasyk: kłótnia i wyzywanie mnie co niedzielę bo nie chce iść do kościoła. Gdy jeszcze chodziłam pod przymusem to po mszy wyzywanie mnie w domu że wyszłam z kościoła (tłum ludzi, nie było czym oddychać i robiło mi się slabo, wychodziłam przed kościół i siadałam na schodach żeby nie zemdleć).
Oczywiście mówienie że "jak trwoga to do boga"-taaa raczej nie ja; że jak będę chciała ślub wziąć to do kościoła polecę się tłumaczyć księdzu że na mszę nie chodziłam; że jak będę dziecko chciała ochrzcić to co wtedy (nie mam zamiaru chrzcić ani wysyłać na religię)...

MalaCzerwonaKropka

Ja też walczyłam i to była naprawdę długa walka. Od 10 roku życia... natomiast w wieku 28 lat, w luźnej dyskusji powiedziałam coś, co dla mnie było oczywiste, mama wybuchła "to Ty jesteś ateistką?? Ja myślałam, że Ty tylko kościoła nie lubisz" -.-
Naprawdę, nie chcę wchodzić w to, jak "krwawe" były to walki... Jak było chodzenie za mną, kiedy mówiłam, że idę do kościoła, chore awantury o to, że poszłam wtedy gdzie indziej, przepytywanie z treści mszy, kazania, kto zbierał na tacę... K**wa sorry ale to jeszcze się we mnie gotuje. Niektórych ludzi dziwi, że nie potrafię być normalną ateistką, gotuje się we mnie, kiedy widzę choć trochę religijne posty w stylu "buk Cię kocha" albo tym podobne - wybaczcie ale jak dla mnie - brednie, i dlaczego nie potrafię być tolerancyjna. Bo to było MOLESTOWANIE PSYCHICZNE. I 10 lat terapii mnie z tego nie wyciągnęło (jak i z innych problemów). Już zwątpiłam, że cokolwiek jest w stanie mi pomóc...

Riczkid Odpowiedz

Typowi katole na pokaz. Nie zależało im na tym, żebyś naprawdę wierzyła, miałaś pasować do ich starannie pielęgnowanej fasady wierzącej rodziny. Oni też nie wierzą i nigdy nie wierzyli. Po prostu Ty, w przeciwieństwie do nich, miałaś odwagę się do tego przyznać, a oni prawdopodobnie będą okłamywać samych siebie i otoczenie do końca swoich dni.

Wrath1

Ja jakoś mam wrażenie, że dla tych z wyznania jedynym bogiem jest opinia innych.

Helge

Katole na pokaz chodzą co niedzielę do kościoła. Jej rodzice są wierzący, ale leniwi, dlatego nie chodzą.

Riczkid

No to chyba ciężko nazwać to wiarą, skoro mają gdzieś te wszystkie nakazy i zakazy (np jedzenie mięsa w piątek).

tewu

Riczkid wbrew pozorom niejedzenie mięsa w piątek jest tradycją, nie zakazem.

Riczkid

Skoro traktuje się to jako grzech, to raczej nie jest to dobrze widziane.

Umbriel Odpowiedz

Pociesz się wizją ich min na brak ślubu kościelnego i chrztu wnuków 😁

Helge Odpowiedz

Twoi rodzice pewnie pochodzą z domów w których się modliło, chodziło do kościoła co niedzielę itp. Oni jednak byli zbyt leniwi w dorosłym życiu by to kontynuować i myśleli,że skoro oni przecież wierza w Boga, mają poczucie przynależności do Kościoła i mimo, że nie chodzą na mszę regularnie to dzieci też będą chodziły. Nie wzięli pod uwagę tego, że na Was wpływa ich wychowanie, a nie wychowanie rodziców przez dziadków. I że jeśli wiara nie była " żywo" obecna w domu to dzieci nie będą wierzące. Obudzili się z ręką w nocniku i na szybko chcieli to naprawić.

oleander11

Teraz widzę to u moich sióstr. Dzieci same nie zaczną wierzyć.

Helge

Oleander: Sprawy nie ułatwia też fakt, że mezczyzna i kobieta przekazują inne treści. Mężczyzna przekazuje wiarę, np: jeśli matka biega do kościoła, a mąż jest antyklerykałem to ich syn też nie będzie chodził, córka 50/50 może będzie może nie. Każdy zna takie małżeństwa, że żona chodzi, mąż nie i ich dzieci tak średnio. Natomiast jeśli mąż chodzi regularnie, to często idzie za nim też już żona- a dzieci, w szczególności syn będzie chodził. To jest naukowo udowodnione, że to facet przekazuje podwaliny do wiary.

MalaCzerwonaKropka

@Helge cóż za obrzydliwie patriarchalny komentarz.

rybaczki Odpowiedz

Jak mnie irytują ludzie z wiarą "na pokaz". Znalazłam cudne porównanie -"jesteś niepraktykującym katolikiem, super a ja jestem niepraktykującym wegetarianinem". Nikt nikogo do wiary zmusić nie może, ale kurczę albo się wierzy albo nie. Jeśli tak to się nie chodzi do kościoła od wielkiego dzwonu i "bo co ludzie powiedzą" tylko z potrzeby serca.

Helge

Znów tłumaczę, że to nie jest na pokaz. Na pokaz to się chodzi co niedzielę do kościoła, a z koszyczkiem i na ślub to nawet ateista pójdzie. Jej rodzice są wierzący, ale leniwi i nie chce im się chodzić. Sami byli wychowani na katolików i mają poczucie przynależności do Kościoła, wierzą w Boga, więc zakładali błędnie ,że ich dzieci też będą. Okazało się jednak, że "poczucie wiary" przegrywa z nawykiem, czyli wychowaniem w wierze.

Helge

do Postac: Wierzą w Boga, o którym się uczymy na religii. Mają takie wewnętrzne poczucie, że Bóg jest, że to nie jest jakiś tam byt tylko Jezus. Ogólnie starają się żyć uczciwie, wiec jak sobie raz nie pójdą do Kościoła to przecież nie sprawi to, że przestana wierzyć. Nie poszli raz, drugi, trzeci a życie mija- dzieci rosną. Nie chodzą więc, bo są leniwi.Fakt, tego, że nie chodzą nie wpływa na to, że maja wątpliwości co do jego istnienia, błędnie zakładając, że u dzieci będzie tak samo. Nie wzięli pod uwagę tego, że ta pewność o istnieniu Boga wzięła się z tego, że rodzice w dzieciństwie odmawiali z nimi pacierz i brali na msze co niedzielę-teraz córka im mówi, ze jest ateistką, więc są w szoku: " ale jak to? przecież nigdy się w domu nie mówiło, że go nie ma! Przecież my wierzymy w życie pozagrobowe, w Jezusa.. skąd jej się to wzięło?! Skoro nie z domu to znaczy, że ze złego towarzystwa!" Myślę, że są przerażeni tym faktem, długo nie będą mogli się pogodzić z tym, że to oni zawiedli.Mówię to o mam tak samo- wierzą w całą Biblię, w domu rodzinnym chodzi sie do Kościoła, ja jestem dosyć leniwa i dlatego nie uczestniczę we mszy co niedzielę i wiem, że robię źle, tym samym nie mam żadnych wątpliwości co do mojej wiary w życie pozagrobowe, modlę się w domu, choć tez nieregularnie, znam róże modlitwy i wiem, że jak będę miała dziecko to będę musiała się zmobilizować, żeby tak jak rodzice autorki nie polec.

Anahi

Mama mojej przyjaciółki zachowywała się trochę jak rodzice z wyznania, też chodziła tylko w święta, śluby i tak dalej, ale swoje dzieci posyłała co niedzielę (ale nie była przy tym fanatyczna). Wymówka: "nachodziłam się za młodu to teraz już nie muszę".

Helge

Do Postac: Jest coś takiego jak sumienie i wg tego sumienia jeden człowiek grzeszy ciężko waląc konia do pornola, a drugi jest na takim etapie, że nie grzeszy jak nie gwałci, if you know what I mean. Zycie to walka: jak zjesz kiełbasę w wielki piątek, bo nie radzisz sobie z jedzeniem, ale walczyłeś z ta rządzą przez godzine lub dwie, to co innego niż jakbys sobie poszedł po tą kiełbę do sklepu, bo masz w sumie w dupie czy jest post. Problem na tym, ze nie potrafimy sobie czytać w myślach i widzimy tylko to... co widzimy w innych. 10 przykazań to taki drogowskaz jakby ktoś kiedykolwiek miał wątpliwości czy to, ze zakochałeś się w cudzej żonie to znak od Boga, żeby z nią być, wtedy patrzysz na tablice mojżeszowe i widzisz raz, ze nie cudzołóż, a dwa, że nawet nie pożądaj i wszystko jest jasne. Moje niechodzenie do Kościoła to jeden z punktów, które mam zamiar naprawić, więc nie zakładam, że sobie teraz pogrzeszę a Bozia mi wybaczy bo mnie kocha, więc sobie nie będę chodziła, z drugiej strony na przykład, czekałam ze współżyciem do ślubu, więc jak widzisz scieżki ludzkie są kręte i nieoczywiste.

Vito857 Odpowiedz

Nie ty pierwsza, nie ostatnia.
Na takie wyznania najlepiej się zebrać jak się jest w pełni samodzielnym i rodzice mają gówno do powiedzenia.

SzubiDubi Odpowiedz

Nie wiem ile masz lat, ale jeszcze gorzej będzie jak powiesz, że ślubu kościelnego też nie zamierzasz brać...

selene018 Odpowiedz

Mam 26 lat, ale do kościoła nie chciałam chodzić już od dziecka. Po prostu wiara to nie moja bajka, jednak do momentu wyprowadzki z domu rodzinnego byłam przymuszana do niedzielnych mszy i sakramentów. Dawno temu przyznałam, że jestem ateistką, ale matka nie dopuszcza do siebie tej myśli. Nie chcemy z narzeczonym brać ślubu kościelnego, bo byłaby to typowa hipokryzja, a ona kwituje to zdaniem "co Wam to przeszkadza?". Naszym zdaniem byłoby to nieposzanowanie dla ludzi naprawdę wierzących, ale co my tam wiemy. Większość katolików to katolicy na pokaz żyjący z myślą "co ludzie powiedzą" i jest to przerażające. Gorsze od ślepej wiary jest zmuszanie do niej innych, którzy mają swoje zdanie...

Alimak87 Odpowiedz

Co ludzie powiedzą

ciastko00 Odpowiedz

Znormalnieli trochę czy dalej taka masakra?

Zobacz więcej komentarzy (5)
Dodaj anonimowe wyznanie