#vz1rw

Po wielu latach przypomniało mi się coś, co wydarzyło się w zerówce gdy miałam 6 lat, po prostu któregoś dnia to wspomnienie uderzyło mnie, jakby miało miejsce wczoraj. To był rok 1996 i panie pracujące w tym przedszkolu w małej miejscowości, ale chyba generalnie całe społeczeństwo nie bało się jeszcze tak o bezpieczeństwo małych dzieci.

Pamiętam jak dziś, jak w drzwiach klasy pojawiło się dwóch mężczyzn i poprosili moją nauczycielkę, żeby pozwoliła mi wrócić z nimi do domu. Mówili, że znają moich rodziców i że zostali po mnie przez nich wysłani. Pamiętam, że w tym momencie aż słabo zrobiło mi się ze stresu, bo widziałam ich pierwszy raz w życiu. Nauczycielka nie była przekonana, panowie poprosili ją o rozmowę ze mną na korytarzu i niechętnie wyraziła na to zgodę. W tym momencie poczułam jakby kamień spadł mi do brzucha, bałam się rozmawiać z obcymi i nie rozumiałam co się dzieje. Panowie posadzili mnie na drewnianym krzesełku, korytarz był duży i pusty, a drzwi wejściowe były bardzo blisko. Kucnęli naprzeciwko mnie i jeden przez drugiego zaczęli opowiadać szczegóły o mojej rodzinie, gdzie mieszkam i z kim, że mam starszego brata, że mama pracuje tam i tam, a tata tam i tam, jak nazywa się mój pies itd i żebym poszła z nimi, to zaprowadzą mnie do rodziców. Musiało to trwać krótko, ale dla mnie była to wieczność, zaczęłam cicho płakać i zdołałam tylko kręcić głową - faceci nie dotykali mnie, chcieli żebym sama podjęcia decyzję.

W tym momencie pojawiła się moja nauczycielka i powiedziała, że to czas na zajęcia i koniec rozmowy. Faceci jeszcze raz spróbowali ją przekonać, ale jej "nie" było stanowcze. Całe zdarzenie musiałam od razu wyprzeć z pamięci. Po 12 latach pewnego dnia po prostu mi się to przypomniało i opowiedziałam tę historię rodzinie, rodzice zaprzeczyli, żeby kogoś po mnie kiedykolwiek wysyłali. Moja mama stwierdziła, że musiało mi się to przyśnić. Ale ja pamiętam dokładnie ten strach i wiele szczegółów tego zdarzenia, nie tak jak pamięta się sny. To się wydarzyło i do dziś nie mam pojęcia dlaczego.
NajebanaAleDama Odpowiedz

Miałam podobną historię, tylko byłam trochę starsza. Stałam z koleżankami na przystanku i podjechali jacyś ludzie, że chcą dojechać do Jana Kowalskiego (imię i nazwisko zmienione - czyt. mój tata - prowadzi firmę, nic dziwnego) a ja, że jasne, że trzeba jechać tak i tak (ok. 700 m drogi) Koleżanka zaczęła mnie poprawiać, że źle tłumacze, a ja wtedy wypaliłam, że przecież wiem jak dojechać do domu. Na to oni, że mnie podwiozą i im dokładnie pokaże drogę. Ja jednak wtedy oprzytomnialam i powiedziałam, że nie, że jadę z koleżanką gdzieś tam (już nie pamiętam). I pojechali. Ale gdy przyszłam do domu i zapytałam czy tacy ludzie dojechali, to okazało się, że nie. To strasznie mnie wtedy przeraziło, a miałam 9 lat.

Dragomir Odpowiedz

I kiedy rodzice przyszli tego samego dnia po Ciebie to nic im ta nauczycielka nie mówiła o dwóch pajacach którzy chcieli Cię zabrać? Czy zmieniła się przedszkolanka i sprawa się rozmyła w codzienności?

diana2705

Może powiedziała. Ale nie chcieli jej straszyć?

Dragomir

No ale po latach by chyba mogli jej powiedzieć jakby spytała? Taką historię by chyba pamiętali...

Dodaj anonimowe wyznanie