#vqrVy

U mnie w domu nigdy jakoś super bogato nie było. No głodować nie głodowałam, jednak zawsze czułam się trochę gorsza na porównaniu z rówieśnikami - najbardziej za sprawą ciuchów. Ja moje szmatki kupowałam w najtańszych sieciówkach i to tylko na wyprzedażach, tymczasem wokół mnie wszyscy byli prawdziwymi okazami "streetwearu". Chociaż nikt mi z tego powodu nie dokuczał, to wiadomo, że czasami trudno uniknąć tego żalu..

Odkąd skończyłam 16 lat, zaczęłam ostre poszukiwania pracy. Na weekend, sezonowej, ulotkowej... Wszystko co się dało. No i ze wszystkiego nic nie wypaliło, bo mieszkam w prawdziwej dziurze.
Jednak w wakacje przed 2 klasą liceum cudem udało mi się po znajomości dostać pracę na całe 2 miesiące w jakimś ośrodku kolonijnym nad morzem. Potem poszło już z górki - oprócz normalnych godzin pracy doczepiałam się do każdego zlecenia, propozycji jakichś sklepikarzy, coby popilnować, chwilę posprzedawać itp.
No wiadomo, że nie miałam nie wiadomo ilu umów, wszystko oprócz tej głównej pracy "jako miły gest pomocy" - czasami spałam po 4h, byle tylko więcej i więcej zarobić.

Taki styl życia przez bite 2 miesiące upałów raczej odpowiedzialny nie był, ale spełniałam swój cel i do domu wróciłam z prawie 7 tysiącami złotych.
Wiadomo, trochę ponad połowę odłożyłam już jako pewne oszczędności na studia, jednak zdecydowałam, że czas również zrealizować te marzenia ciągnące się za mną od podstawówki i obkupić w markowe ciuchy.

Buty za około 600 zł, do tego jakieś bluzy, spodnie, bluzki... W sumie wydałam prawie 2000 złotych. I wiecie co? Niczego bardziej nie żałuję.

Tyle lat planowałam sobie takie zakupy, kupiłam prawdziwe wymarzone rzeczy i obecnie nie mogę sobie tego darować. Bluza za 250 zł a bluza za 50 zł niczym się dla mnie nie różnią. Jakość praktycznie ta sama, tylko na jednej jest wielkie logo, które po czasie wcale mi się nie podoba.
Spodziewałam się jakiejś większej pewności siebie, pokazania światu, że mnie też stać i sratata (tak, wiem, że w większości ludzie mają w dupie co noszę, ale mój mózg nie chciał tego widocznie przyswoić).

Jedyna rzecz, której nie żałuję to buty - bo serio wygodne i wytrzymałe.
Teraz, prawie rok od tamtych wakacji, szykuję się do wielkiej odsprzedaży nowych markowych ubrań.

Za pieniądze z nich kupię sobie gry.
LetItDie Odpowiedz

Po pierwszej sezonowej pracy też miałam taki bum na ubrania, bo zawsze kupowało się ubrania na targu, słabe jakościowo i zwykle mało pasujące do mojego stylu. Tyle, że jestem sknerą i uważałam na ceny, ale co się obkupiłam w galerii to moje. Po jakimś miesiącu się uspokoiłam, bo już nie odstawałam aż tak bardzo od znajomych.
A teraz w większości kieruję się do second-handów :)

bazienka

ooooo znam ten bol, moi dziadkowie maja taki bazarowy gust, bylam u nich niedawno i babcia uparla sie mnie obkupic. jako ze przechodze na diete, to wymanewrowalam sie od kupna ubran, ktore beda niedlugo za duze, ale buty za 29 zl mi wcisneli. zostawilam u nich zeby chodzic podczas wizyty i by babcia nie wstydzila sie moich trampek

LetItDie

Ten bazarowy gust był raczej wywołany tym, że tanio i blisko, bo pochodzę ze wsi, a sklepy oferowały zwykle rzeczy w stylu TXM, czy Pepco - jeszcze gorsze jakościowo od tych z targu. Jakkolwiek, spodnie kupuję głównie na targu; mam sprzedawcę, do którego zawsze się kieruję, ma bardzo duży wybór porządnych spodni, potrafi doradzić i nie jest typem wciskającym 3 pary naraz, bo da wtedy rabat na 10 zł.

milA00 Odpowiedz

Ja markowe ciuchy kupuje w ciucholandzie. Można tam znaleźć prawdziwe perełki za grosze, które wyglądają jak nowe. Często ktoś się pyta gdzie kupuje takie fajne ciuchy, jak mówię, że w lumpeksie to większość osób mi nie wierzy bo te ciuchy w ogóle nie wyglądają na znoszone.

AmziToIzma

Wiele osób słysząc "lumpeks" ma przed oczami zjechane, znoszone szmaty, ubrania sprzed epoki, nienadające się do noszenia. Jest w tym tylko pół prawdy, bo takie ubrania tam są, prawdziwe szmaty, brzydkie, podniszczone, ale jest tam też mnóstwo fajnych ubrań w dobrym stanie, wpisujące się w aktualną modę, nierzadko można znaleźć markowe ciuchy za grosze. Tylko, jak pisałam w swoim komentarzu, minusem kumpeksów jest to, że często ubrania nie są dobrze posegregowane, wszystko na jednej kupie, nawet na wieszakach jest czasem kosmos i trzeba grzebać... Dlatego na pierwszy rzut oka to wszystko wygląda jak szmaty. No ale to nie jest takie złe, biorąc pod uwagę, że można znaleźć nawet markowe ciuchy za psie pieniądze ;).

yookine

Również sporo podróbek, trzeba uważać

dawidt1645 Odpowiedz

za pierwszą wypłatę to się majtki kupuje, żeby pieniądze dupy się trzymały

aceofspades Odpowiedz

U mnie w rodzinie zawsze było biednie, ubrania miałam ze szmateksów albo po większych koleżankach i kuzynkach. W sumie to nigdy się tego nie wstydziłam bo moja mama ma super gust i nawet w szmateksie potrafi wygrzebać takie perełki, że wszystkie koleżanki mi zazdrościły.
W nastoletnim wieku mój gust poszedł w jednym kierunku - czerń, rockowy styl, minimalizm, tak też ubieram się do dziś. Ubrania nadal kupuję po taniości, zresztą robię to rzadko i mam ich bardzo niewiele.
Jedynie na buty wydaję sporo bo kocham martensy i w sumie jakbym tak zliczyła, to za jedną parę butów zapłaciłam więcej niż za całą resztę mojej szafy.
A wielkich marek i ubrań z logami po prostu nie znoszę, psują mi wygląd takiej koszulki czy bluzy, są po prostu brzydkie. Wiele razy się zdażyło, że ogólnie rzecz mi się podobała, ale nie kupiłam tylko ze względu na wielkie logo po środku, które zaburzało całą estetykę.

MissStonem

Przybijam piątkę. U mnie też od dawna żądza stonowane kolory i raczej rockowy styl. Większość kupuję tanio, często w lumpeksach i na wyprzedażach albo przerabiam. Wyjątkiem bywają spodnie, bo jestem szczupła i wysoka, przez co czasem z tych tańszych nie mogę znaleźć żadnych, które nie wyglądałyby jak ukradzione młodszej siostrze ;) a co do Martensów, swoje kupowałam na olx, całkiem nowe, nieużywane, a dużo taniej, ze względu na to, że komuś nie odpowiadał zamówiony rozmiar i zwyczajnie chciał się ich pozbyć :)

AmziToIzma

Cała moja szafa to jedna wielka czerń, ubrania podchodzące pod grunge, chociaż nie wszystkie, trochę też "po męsku", bo uwielbiam męskie bluzy, koszulki i swetry, damskie nie podobają mi się przez krój (wycięcia w talii w koszulkach i krótkie, wykrojone rękawy), dopasowane bluzy, gdzie nawet dwa rozmiary większa bluza nie jest faktycznie większa, tylko szersza. No i te damskie kolory, jaskrawe, nasycone, jakieś głupie nadruki i napisy w stylu "oh oh girl power", co to ma być xD.

MissStonem

@AmziTolzma - Męskie ubrania są też często lepszej jakości, zwłaszcza jeśli chodzi o bluzy i koszulki w podobnym przedziale cenowym, co te damskie. Poza tym są wygodniejsze, a odpowiednio dobrane do reszty, moim zdaniem, wcale nie ujmują nic z kobiecości ;)

AmziToIzma

MissStonem, to też zauważyłam. Damskie bluzy mają przede wszystkim wyglądać, często są też cienkie. Męskie to poezja, duże, zakrywające tyłek (damskie często są do tyłka), mocno zszyte, ciepłe i ładne. Raz w damskim dziale widziałam super bluzę, zdjęłam ją z wieszaka, a na przedzie... Wielka Myszka Minnie. No nie, litości ;D. Gdyby nie to, to bym kupiła, ale ta mysz zepsuła cały efekt. To samo z koszulkami, bardzo cienkie, po kilku praniach potrafią się zwyczajnie rozejść, rozciągnąć. Wszystkie męskie, jakie mam, są z trwalszego materiału i się nie rozciągają po kilku praniach, a cena praktycznie ta sama.

aceofspades

Mój ulubiony zestaw to mini spódniczka, czarna bluza za duża o dwa rozmiary, najlepiej właśnie męska, skórzana kurtka i martensy. Właściwie prawie tylko z tego składa się cała moja szafa i mogę tak chodzić 365 dni w roku :D

AmziToIzma

aceofspades, z Twojej stylizacji zrezygnowałabym ze spódniczki, bo ich nie lubię, ja bym ją zamieniła na krótkie spodenki, reszta jest super! XD

AmziToIzma Odpowiedz

Ja nigdy nie kupiłam sobie czegoś, co kosztowałoby więcej, niż niecałe 200zł, ale i takie sumy wydawałam rzadko. Najczęściej kupowałam w tańszych sieciówkach lub na wyprzedażach w droższych, chodziłam też na szmaty, bo wbrew pozorom, można znaleźć tam super ubrania (tydzień temu widziałam super męski sweter z Lacoste za jakieś 30zł, gdzie jego początkowa cena to kilka ładnych stów). Rozumiem chęć bycia modnym, ale można się świetnie ubierać, nie wydając na ubrania specjalnie dużo. Na szmatach często są ubrania tanie, ładne, zadbane i wpisujące się w obecną modę, jedyny minus szmat to to, że nie są posegregowane jak w sklepach, często jest wszystko na kupie i trzeba grzebać. Mam wiele koleżanek, które ubierają się jak jakieś blogerki modowe, a większość ubrań maja właśnie z lumpeksów. Moja szafa to istna mieszanka, trochę housa, trochę sinsay'a, trochę H&M, trochę nieznanych butików "przybazarowych", trochę ubrań po kimś i trochę lumpów. Jestem z nich zadowolona ;). Niektórzy myślą, że na swoje stylizacje wydałam krocie, a tak naprawdę psie pieniądze (albo całkowicie za darmo, bo dostałam od kogoś).

ProstowOczy Odpowiedz

W moim rodzinnym domu nigdy nie było biednie, wręcz przeciwnie, rodzice dużo zarabiali. I do tej pory, choć jestem już dorosła i mam dodatkowo swoje pieniądze - nie kupiłam żadnego markowego ubrania. Może wzięło się to z tego, że miałam zawsze totalnie wyjebane na modę, na naśladowanie na siłę innych. Ubierałam się zawsze w to, co mi się podoba i w czym czuję się dobrze. A nie w to, co jest modne i drogie, a tak naprawdę szkaradne i niepasujące do mojego typu sylwetki. Każde ubranie prędzej czy później się znosi i zniszczy, a te neutralne można dopasować do wielu stylizacji. Dzięki takiemu podejściu oszczędzałam zawsze dużo pieniędzy, w dodatku mam wśród znajomych samych fajnych i normalnych przyjaciół, a nie bandę lansujących się za pieniądze rodziców kretynów, tzw. bananowe dzieci, uważających się za lepszych od innych. Nie ma co takim na siłę imponować. Owszem, trzeba się ubrać, ale można dużo taniej. Ubrania za 100-200 zl są tak samo dobre jak te dużo droższe, a czasem nawet ładniejsze, bo bez nachalnej nazwy marki. Pieniądze lepiej oszczędzaj na studia, bo koszty utrzymania się w dużym mieście są dość duże.

ProstowOczy

@Postac miałam na myśli rzeczy z typowych sieciówek. Tam zazwyczaj można kupić ubrania w przedziale 50-200 zł. W dużych miastach, w galeriach jest zapewne drożej. I bardzo ciężko chociażby o bluzkę za 10 zł, no chyba że na jakiś dużych wyprzedażach.

AmziToIzma

Dwa razy na wyprzedaży w sieciówce kupiłam koszulkę za 10-15zł, jedna z Guns'n'Roses, druga z AC/DC, aż byłam w szoku, że znalazłam tam takie koszulki, nie był to sklep typowo rockowy itp., zwykła sieciówka z kolorowymi fatałaszkami z nadrukami kwiatów i innych dupereli.

ProstowOczy

@ AmziTolzma to przecena. Wyjątek potwierdzający regułę, że jednak ceny regularne oscylują w okolicach około 100 złotych nawet w sieciówkach.

Puffballofdoom Odpowiedz

Ja osobiście jestem ślepa jak chodzi o marki - poprawiam się, część już rozpoznaję. Ja mam podejście praktyczne - niektóre "markowe" ubrania lubię, głównie dlatego, że niektóre marki są lepsze jakościowo i rzeczy wytrzymają dłużej, a ja nienawidzę zakupów z całego serca. Chociaż tu bardziej niż markowość liczy się to, żeby patrzeć na materiał i na to jak poszczególne firmy szyją. Najwieksza różnica będzie na rzeczach droższych - sweter z akrylu a sweter wełniany to są dwa różne światy. Ale widać nawet na tshirtach czy bluzkach - łatwiej mi kupić tanie i dalej to często robię, ale już niestety wiem, że niektóre firmy szyją tak, że będzie wyglądać jak szmatka po roku noszenia. A najważniejsze w tym są właśnie buty bo w nich często naprawdę widać różnicę i osobiście uważam, że jeśli mogę tyle wydać, to warto zainwestować.

Przy czym mi tu bardziej chodzi o jakość, nie konkretne marki. Znaczek i nazwa pomaga, bo niektórym ufam w kwestii jakości i się nie zawiodłam jeszcze, ale głównie tu chodzi o materiał i wykonanie (a sztuka w tym, żeby nie przepłacić).

scor Odpowiedz

Gorzej jak gry też ci się nie spodobają.

majer Odpowiedz

No tak. Do grania wystarczy wyciągnięty dres ;)

Dragomir

A nawet i w pizamie mozna :)

RickyMP Odpowiedz

Ja za swoją pierwszą wypłatę kupiłem całkiem wypasionego (jak na tamte czasy) laptopa. Służył dzielnie przez 7 lat :D (jedyne w co przez te lata grałem, to CS 1.6, więc nic mocniejszego nie potrzebowałem :D )

Zobacz więcej komentarzy (11)
Dodaj anonimowe wyznanie