#vkg0O
najważniejszymi nazistami. A podobno można ją było za co najmniej kilka rzeczy rozstrzelać, bo nie była to zwykła głupia dziewczyna, tylko córka jednej z najbardziej wpływowych niemieckich rodzin, wysoce zaangażowana w działalność nazistowską. Jej matka, czyli moja praprababcia była niemiecką księżną i wychowywała się na dworze z rodziną cesarską. Wcześniej aż do zjednoczenia Niemiec rodzina prababci rządziła jednym z niemieckich księstw. No, ale po I wojnie światowej stracili formalną władzę, choć wpływy im zostały i bardzo popierali nazistów. Tyle wiem z historii. Aha i jeszcze, to, że jedna z przodkiń prababci, jeszcze przed rozbiorami, była córką jednej z rodzin magnackich.
No, ale wojna się skończyła, a pradziadek z prababcią uciekli z partyzantki, bo jednak bratanie się z nazistką, nawet ładną, to nie było coś dopuszczalnego.
Zakochali się w sobie i wzięli ślub w styczniu 1946 r. po nieco ponad pół roku roku znajomości (poznali się w maju 1945) - pradziadek miał wtedy 24 lata (walczył w wojsku jako ochotnik od września 1939 jako 17-latek i z czasem został nawet porucznikiem), a prababcia prawie 18. Oczywiście oboje zmienili tożsamość w powojennym rozgardiaszu - polskim żołnierzom groziło rozstrzelanie lub nawet gorsze rodzaje śmierci, a prababcia jako Niemka i nazistka zostałaby deportowana lub rozstrzelana. Oboje zapisali się na studia (prababcia szybko uczyła się polskiego, ale w razie czego mówiła, że od 1939 była deportowana na przymusowe roboty do Niemiec i dlatego zapomniała polskiego). Już nigdy nie zobaczyła niemieckiej rodziny, z tego co wiem zostali w RFN i utrzymali większość majątku, a jej matka do końca życia pół formalnie była tytularną księżną. Po studiach pradziadek z prababcią wyjechali z PRL-u nie do końca legalnie na zachód, jak tysiące innych osób. Trafili do Ameryki, prababcia była lekarzem, a pradziadek inżynierem lotnictwa, nawet pracował dla NASA w latach 60. i potem projektował samoloty. W 1992 wrócili do Polski na starość i zostali tutaj. Prababcia zmarła w 2014, a pradziadek w 2016 r. Byli małżeństwem 68 lat, mieli 4 dzieci i 14 wnuków, w tym mnie.
Nie liczę, że wszyscy mi uwierzą, ale jest to moja rodzinna tajemnica, o której wie tylko kilka osób (ich dzieci, małżonkowie ich dzieci i 6 wnuków, bo nawet nie wszystkie ich wnuki to wiedzą). Uważam, że jest to na tyle ciekawa opowieść, że warto nawet anonimowo ją komuś przekazać.
Najpewniej się nie dowiemy od Autora, ale podejrzewam, że mowa o Wittelsbachach. W tej rodzinie nastąpił rozłam i tylko część z nich popierała nazistów, ale która linia dokładnie... To trzeba by się bawić w ustalanie, ale na pewno nie linia bawarska, bo ta wymarła, że tak to nieelegancko ujmę, w 1777 roku, gdy zmarł Maksymilian III. Niby mam kilka swoich typów, ale mogę się mylić o kim mowa. ;)
Niemniej: ciekawe to. Szkoda, że nigdzie takich rzeczy się nie przeczyta, nie o tym książki. Czytałabym!
Tak dokładnie, niech autor pozbiera wszelkie informacje, popyta rodzinę i napiszę o tym książkę. Już minęło wystarczająco wiele lat od wojny, żeby wstydzić się prababci nazistki.
Mój dziadek służył w Armii Czerwonej, miał bardzo ciekawe "przygody" na froncie, powstał by z tego dobry film, niestety dziadek nie mówił mamie w jakiej jednostce służył, czy gdzie i kiedy miały miejsce opowiadane wydarzenia. Dziadek zmarł jak miałem 10 lat, zawsze chciałem bliżej zweryfikować szlak bojowy dziadka opisać to, ale niestety z powodu bajzlu w archiwach i nie najlepszych stosunków dyplomatycznych między Polską a Rosją nie wiem czy to mi się kiedyś uda.
Caldas - po wysłuchaniu przygód wojennych kilku dziadków, do dziś zachodzę w głowę, dlaczego wojny nie wygraliśmy już we wrześniu w 39.
Rodzina ze strony mojego taty rowniez wywodzila sie z Niemiec. Jeden z braci mojego ojca kiedys bardzo sie zaangazowal w odtworzenie drzewa rodzinnego (dziadek, czyli jego ojciec, nigdy nie chcial mowic o historii rodziny) i okazalo sie, ze jestesmy potomkami jednego hrabiego, ktory pod koniec XIX wieku przegral swoj majatek w karty oraz jego synow, ktorzy potem aktywnie wspierali Nazistow, zeby przywrocic znaczenie swojemu nazwisku. Zdjecie corki jednego z nich mozna znalezc bez problemu w internecie jako bezimiennej dziewczynki wreczajacej kwiaty Himmlerowi przy okazji jednego z wiecow. Po wojnie, bedac mniej wiecej w wieku prababci z wyznania autora, porzucila ona swoja tozsamosc i pracowala przez kolejne lata jako pomoc w gospodarstwie rolnym w centralnej Polsce - tam poznala mojego pradziadka i potem zmarla przy porodzie (dziecko przezylo - byl to moj dziadek).
Rozumiem, ze w powojennej Polsce historie takie jak w mojej rodzinie, czy w rodzinie autora, byly tematem tabu, natomiast obecnie uwazam, ze warto o nich rozmawiac - tym bardziej, ze czesto wychodzi przy nich niejednoznacznosc w ocenie zachowan ludzi, ktorzy zyli w tamtym okresie.
Dla mnie takie historie sa niesamowicie fascynujace i mam nadzieje, autorze, ze kiedys uda sie tobie lub komus z twojej rodziny, opowiedziec ta tajemnice rodzinna na troche wiekszym forum.
A mój pra pra pra dziadek był czołowym lwowskim architektem. Zaprojektował między innymi dworzec kolejowy we Lwowie oraz był rektorem na Politechnice Lwowskiej. A co tam! Jak się chwalić, to się chwalić. Przynajmniej przodkami mogę...
Moja rodzina od strony babci pochodzi z Rosji, prababka była hrabiną wywodzącą się z rodu ruskich bojarów, pradziadek był oficerem gwardii carskiej. Po rewolucji październikowej emigrowali do Polski. W Polsce przedwojennej nie chwalili się swoim pochodzeniem - nie byli aż tak zamożni, by żyć jak szlachta - pradziadek pracował jako stolarz, wstydzili się tego. Zmienili nazwisko (spolszczyli) i możliwe że to później po wojnie, za władzy komunistów uratowało im życie (do tego najprawdopodobniej ich dokumenty zaginęły/zostały zniszczone i później NKWD szukając "białych" oficerów nie wytropiła pradziadka). Zresztą dziadek nigdy by nie został pułkownikiem LWP, gdyby wyszło że jego żona to córka "wrogów ludu".
Dziwne zachowanie prababci. Najpierw jako nazistka wierzyła w wyższość swojej rasy nad innymi, a potem jako lekarz pomagała innym
Może pomagała tylko ludziom swojej rasy?
Była nastoletnią gówniarą kiedy została nazistką. Jako dorosła kobieta, odseparowana od nazistowskiej ideologii, mogła całkowicie zmienić światopogląd. Nic w tym niezwykłego.
Nastolatki chłoną jak gąbka poglądy swojej rodziny.
Poza tym naziści będąc nazistami widzieli to trochę inaczej, niż ludzie, którzy byli im przeciwni
Przeszłość, historia rodziny tyle lat po wojnie tematem tabu? Tajemnicą? Po co? To nie Korea, nikt Was za grzechy przodków nie będzie karał.
Też bym chciał taką based prababcię.
To się bardzo nie trzyma kupy. Przedobrzyłeś autorze, albo ktoś Ci naopowiadał bajek.
I paradoksalnie walnąłeś się na powiązaniach rodzinnych, studiach i temacie emigracji.
Twój pradziadek miał tyle samo lat co mój dziadek.
24 lata ślub, potem ta czwórka dzieci - urodzona w jakim kraju? Czemu mieszkają w Polsce jeśli ich rodzice wyjechali do Stanów? Niby taka tajemnica, a połowa Twojej rodziny powinna mieć amerykańskie obywatelstwo.
Mój dziadek jako szlachcic i członek AK nie mógł studiować po wojnie. 4 razy zdał egzaminy na medycynę, jednak szlachta była już zła. Jak więc Twoi pradziadkowie w ogóle dostali się na studia, skoro Czerwoni bardzo dokładnie sprawdzali kandydatów?
Dziadek porucznik i nikt go nie szukał? AK, Komuniści? Serio? I tak se na studia poszedł?
Prababcia czołową nazistką mieszkającą i studiującą w Polsce? Nie wierzę. Karanie nazistów i tropienie ich było jak polowanie. Jeśli ona miała tytuł i dowody na pochodzenie - A pewnie miała skoro Ty teraz o tym wszystkim wiesz, to powinna zostać bardzo szybko wytropiona i skazana na śmierć. Nie wierzę też że zdeterminowani Polacy nie donieśliby (bez urazy) na "Polkę" która po kilku latach zapomniała ojczystego języka.
Rodzina nie szukała córki która przyniosła hańbę?
Autorze, najpierw miej dowody na te rewelacje i wszystko dokładnie sprawdź zanim będziesz przekazywał to dalej.
Moje drzewo genealogiczne sięga 1400 roku od czasów Lipków. To jest udokumentowane. Udokumentowane są osiągnięcia moich przodków. I tego się trzymam. Są owszem legendy o skarbie rodzinnym i o przechlanych folwarkach ale trzeba umieć na podstawie dowodów przesiewać informacje.
P.S. skarb podobno istnieje, okolice Strzegocina, mam jakieś tam wskazówki dotyczące lokalizacji. Jeśli jest tu ktoś z tych rejonów i jest chętny na szukanie kilku skrzynek to zapraszam do kontaktu;)
Moja prababcia, ktora byla Niemka tez zostala po wojnie w Polsce, zmienila imie i tez nie umiejac jezyka polskiego, biorac slub z moim pradziadkiem, ktory bral udzial w powstaniach, dozyla szczesliwie w Polsce starosci. Wiec jezeli ktos chcial to najwodoczniej mogl.
Ale Twoja prababcia była Niemką, nie nazistką. To dwie różne sytuacje
Ja jeszcze dodam jedną rzecz, która się nie trzyma kupy: "mieli 4 dzieci i 14 wnuków, w tym mnie", jeżeli to była prababcia, to zgubiło ci się jedno pokolenie, autorko.
Z tego co wiem, to zydzi byli znaczeni, nie nazisci. Gdyby chciala sie tego wyprzec to by sie wyparla - na czole wytatuowanej swastyki nie miala. Wtedy bylaby zwykla Niemka, jak moja babcia. (Co do ktorej przekonan politycznych nie mam akurat pojecia.)
Ale aktywni naziści mieli swoje dokumenty i Polacy też do części z nich mieli dostęp. Wywiad też działał sprawnie, tak samo donosy.
W historii autor nie mówi o randomowej Niemce popierającej politykę Hitlera, tylko o czołowej nazistce. Czyli aktywnej i udzielającej się.
To że nie było Internetu i portali społecznościowych, nie oznacza że nie było baz danych i nie dało się wytropić i ukarać nazistów.
Ocsywiscie, ze tak. Jednak skoro tacy randomowi niemcy mogli bez problemu zmienic tozsamosc, to tym bardzien mogli to zrobic ludzie, ktorzy mieli wtyki. Posiadali tez pieniadze, co ulatwialo ukrycie sie badz przekupienie osob, ktore ewentualnie je znalazly. Swiat do dzis tak dziala.
Raczej pieniędzy nie miała, skoro urwała kontakt z rodziną.
Masz po części rację, w końcu nawet nazistowska czołówka wyjechała do Ameryki Południowej, jednak w tym wyznaniu jest tyle nieścisłości że mi to nie pasuje. Nawet zakładając że jakimś cudem udało jej się całkowicie zmienić tożsamość i uniknąć sądu, pozostaje temat dzieci i Stanów Zjednoczonych. Tu autor ewidentnie popłynął.
Studia niemożliwe dla porucznika, 4 dzieci i dwa wymagające kierunki u obojga rodziców, wyjazd do USA, i praca w NASA i część rodziny o tym nie wie. Więc co się stało z dziećmi skoro pradziadkowie mieli takie bajkowe tajemnicze życie?
Jak dla mnie bzdura, tym bardziej że znam realia z jakimi musiała zmierzyć się szlachta i żołnierze AK po wojnie i nie było tak kolorowo.
Dziadek z AK skończył z karą śmierci (amnestia go uratowała), pradziadek który był po zjeździe na Sybir już do końca życia miał traumę związana z głodem, a komuniści bardzo dokładnie zadbali o to, aby moja rodzina nawet w kolejnym pokoleniu nie mogła "się wybić", właśnie na przykład poprzez uniemożliwienie studiów. Najstarsza siostra mojej mamy nawet nie została najpierw dopuszczona do matury bo szkoła była czerwona, wszystko było w dokumentach. Moja mama co prawda mogła już studiować teoretycznie, jednak "przypadkiem" nie uznawali jej zdanych egzaminów.
Moja rodzina jest tylko przykładem na to, że życie po wojnie wcale nie było anonimowe, takich przykładów są tysiące, więc serio wątpię w tą historię. Zbyt gładko i zbyt idealnie u autora wszystko poszło.
Szkoda, że nie została rozstrzelana
Wszyscy tu się chwalą że ich dziadkowie walczyli czy coś a mój tylko był skoczkiem narciarskim 😅