#vkMnJ
I nagle ich dostrzegłam. Przez pasy przechodziło kilku Sebków. Wszyscy dwa razy wyżsi niż biedna, malutka ja. Serce zaczęło mi walić, ale udawałam, że wszystko w porządku, że mogą do mnie przyjść i WCALE nie będę miała ochoty uciec. Na moje szczęście stanęli na przystanku naprzeciwko, co oznaczało, że nie jechali w moim kierunku. Pomyślałam "uff, niebezpieczeństwo minęło". Nic bardziej mylnego.
Po jakichś dwóch minutach dostrzegłam, że jeden z młodzieńców wytrwale mi się przygląda. No ale cóż, pięć minut do tramwaju, dam radę, nic się nie stanie. Mhm. Po minucie patrzący na mnie Sebek pożegnał się z koleżkami i przeszedł na moją stronę. W międzyczasie naszło się sporo ludzi, więc nie spanikowałam, co nie zmienia faktu, że poczułam się nieswojo.
Nadjechał tramwaj, wsiadłam. Usiadłam na wolnym miejscu. Sebek za mną. Bokiem. Cały czas czułam jego wzrok. Pomyślałam, że w razie ataku nie mam nawet jak uciec, bo walizka za ciężka, a i jedzenie swoje waży. Po 20 minutach nadeszła pora wysiadania. Wytargałam się z tramwaju i przeszłam przez pasy. Sebek za mną. Ja już łzy w oczach, przyśpieszam na ile mogę. On robi to samo. Już prawie wpadłam w panikę i nagle usłyszałam za plecami:
- Poczekaj, no! - wiedziałam, że nie mam szans na ucieczkę, więc posłusznie stanęłam, widząc oczyma wyobraźni jak Sebek zaciąga mnie w jakiś ciemny kąt. Spojrzałam na niego, a on spuścił wzrok i cichutko powiedział:
- Bo ja tylko ten... Numer twój chciałem, bo mi się spodobałaś.
Nie, nie jesteśmy razem. Jakiś czas się spotykaliśmy, ale nie wyszło nam. :)
Najpierw pomyślałam, że panikara a potem sobie uświadomiłam, że to mówi o tym jak kobiety na ulicach w Polsce nie czują się bezpiecznie. Tym bardziej, że to nie pierwsze tego typu wyznanie.
Gdyby ktoś tak za mną łaził też nie uznałabym tego za podryw. Bardziej za szukanie dogodnej okazji do ataku. I na miejscu autorki olałabym walizkę i po prostu uciekła. Życie jest cenniejsze niż rzeczy. Chłopak powinien do niej zagadać jeszcze na przystanku albo w autobusie a w przypadku odmowy dać jej spokój. Też miałam takiego "adoratora" który szedł za mną aż pod furtkę na osiedle. Podobie jak w historii autorki poszedł za mną na przystanek tramwajowy i wysiadł razem ze mną. Byłam przerażona.
@Mycholina - też mi się kiedyś trafił taki "amant" co w nocy szedł za mną i mnie dogonił oraz zagadał. Na dodatek w idiotyczny sposób a i potem jeszcze obserwował gdzie idę i bardziej tym wzbudził moją nieufność niż tym, że w nocy jakiś inny człowiek gdzieś sobie szedł.
Bardziej mi chodziło o to, że wystarczy, że w obrębie wzroku się pojawiają faceci i dziewczyny się czują zagrożone. Zobacz początek wyznania - to mnie dość szokuje. To, że koleś za nią idzie i ona się boi to już jest zupełnie inna kwestia i się nie dziwię, że się dziewczyna obawiała.
A takich, co uważają, że łażenie za dziewczyną to podryw to powinna policja zgarniać. To może by się oduczyli i zobaczyli, że nie ma nic fajnego w śledzeniu dziewczyny.
Rany, widzę że Sebki, dresy itp. zajęły tą stronę, sądząc po tym, że nie ma dnia, gdzie jest jakieś pozytywne wyznanie na ich temat. To już się nudne robi.
Mam pytanie a propo bo zgubiłam dokument świadectwo z ostatniej szkoły liceum. Moje pytanie brzmi czy mogę odzyskać dokumenty z uczelni której nie ukończyłam?albo z uczelni której dałam dokumenty?Ja nie oddałam im legitymacji a i to było 9 lat temu
Możesz
Możesz, ale sprawdź w necie ile czasu uczelnie przechowują takie dokumenty. Możliwe, że tylko 10 lat, a później przekazują je do zniszczenia.
Nie do zniszczenia tylko do archiwum państwowego. Dokumenty uczniów w szkole przechowywane są latami. Raz starszy facet przyszedł prosić do sekretariatu o duplikat świadectwa ukończenia szkoły, szukając wzoru jak te świadectwa w tamtych latach wyglądały, znalezione zostało jego własne. Nie zapodział po prostu go nigdy nie odebrał