#vZurl
Teraz anonimowe: ogólnie uczyłam się bardzo dobrze, nauczyciele mnie lubili (na tle tamtej klasy to żaden wyczyn). W dniu ostatecznego wystawiania ocen nauczycielka od historii zaczepiła mnie na osobności i spytała, czy myślę, że powinna S. dać szansę i go przepchnąć dalej. Odpowiedziałam NIE, absolutnie nie (i przypomniałam jej, jak ją kiedyś opluł w twarz w trakcie odpowiedzi) . Przy mnie, długopisem, wpisała mu pałę z historii do dziennika.
Nie żałuję. S. nigdy się nie dowiedział, dlaczego kolejny raz powtarzał 7 klasę. Cała klasa odetchnęła (nie mając świadomości, że to ja uwolniłam nas od niego), z tego co wiem chyba nigdy nie dotarł do kolejnej klasy.
Cały system edukacji był wtedy (i jest dalej) bez sensu. Przepychanie tych najgorszych z klasy do klasy, byle ich się pozbyć jak najszybciej ze szkoły tylko szkodziło. Takie osoby powinno się wywalić ze szkoły, a rodziców oskarżyć, że swoimi zaniedbaniami i błędami wychowawczymi uniemożliwiają dziecku realizowanie obowiązku edukacji.
Kiedy byłam w pierwszej gimnazjum (czyli miałam chyba 13 lat), miałam w klasie chłopaka, który za kilka miesięcy kończył 18... Skończył 18 jakoś dwa miesiące przed końcem roku, oczywiście tej PIERWSZEJ gimnazjum już nie ukończył...
To mogli wyrabiać nawyk nauki jak jeszcze nie był starym koniem
Osobiście uważam, że jeżeli ktoś ogólnie jest dobry i widać, że się stara ale z jakiegoś przedmiotu mu nie wychodzi to takie naciąganie ocen nie jest najgorsze. Niestety ale system edukacji kuleje i nie ma żadnego wsparcia dla osób, które mają z czymś problem. Większość rzeczy jest tylko po to by się wyuczyć a nie nauczyć.. Materiału od groma i każdy nauczyciel uważa, że jego jest ważniejszy! Rzeczywiście dla osób, które się nie uczą wcale powinni organizować np. Prace społeczne w ramach "godzin szkolnych", wiem, że są szkoły specjalne, które ogarniają takie osoby. Niestety ale rodzice często sobie nie dają rady z dziećmi gdy wchodzą w etap buntu i jacy by nawet dobrzy nie byli nie potrafią nic zaradzić.
Zgodnie z przepisami (w tym konstytucją i kartą praw dziecka) dziecko ma prawo do nauki, a obowiązek szkolny jest do 18. roku życia. Nie bój żaby, nie Ty pierwszy wpadłeś na pomysł relegowania takiego ucznia - ale prawo nie pozwala.
U mnie w liceum była cała klasa o profilu spadochronowym, składała się w 3/4 z osób co nie dostały się do klas o innych profilach a reszta to desant - żeby zagospodarować nadwyżkę uczniów utworzono dodatkową klasę o profilu ogólnym. I co ciekawe wcale to nie była najgorsza klasa w szkole.
U mnie w szkole też byli tacy, co latami powtarzali i było to totalnie bez sensu, taki ktoś nigdy nie weźmie się za książki i za naukę, trzyma się go nie wiadomo po co, chyba tylko po to, żeby przeszkadzał innym, którzy chcą spokojnie przejść jakiś etap edukacji.
Zalatuje ściemą.
1. Nauczycielka pytająca ucznia, czy wystawić jedynkę drugiemu uczniowi, przy nieobecności bezpośrednio zainteresowanego? Bzdura.
2. Zdać z jedną niedostateczną można było od czasów Giertycha, czyli nie od lat 90.
didja w końcu ktoś sensownie reaguje - a już myślałem że nikt nie zobaczy tego absurdu w fali cudownych wyznań i narzekań na system tudzież przechwałek jacy to byli genialni
Nie ściema, tak było.
Jakby zapytała o opinię przy nim to bym naturalnie stanęła po jego stronie, bo tak jak wszyscy się go bałam (typ przynosił czasem nóż do szkoły). Pamiętam, że babka mówiła, że jeżeli mu da 1 to już ma przekichane bo matematyczką też wpisała. Był to koniec 90tych, wiem, że rocznik niżej szedł do gimnazjum już, jak byłam w 8 klasie to nie było już 7ej.
@Justy
Owszem, gimnazjum pierwszy rok inaugurowało w 1999 r., ale do czasów Giertycha nie zdawało się z jedynką.
Kończyłam liceum w 1999 - jak ktoś miał jedną lufę na koniec to mógł mieć w sierpniu poprawkę, jak ktoś miał dwie to definitywnie nie przechodził do kolejnej klasy.
Jedyne co mnie dziwi, to ze nauczyciel konsultuje ocene z uczniem. Rozumiem z dyrekcja, innym nauczycielem.. Co do Sebka tacy jak on nigdy nie powinni byc zmuszani do dalszej edukacji. 3 klasy umie czytac, pisac, liczyc i wystarczy skoro I tak ani checi ani potencjalu.
Niby racja...tylko taki ktoś nie powiniem mieć później np. praw wyborczych.
w latach 90 uczeń w twojej klasie napluł nauczycielce w twarz - czemu nie zaczynasz, że chodziłaś do szkoły specjalnej?
w normalnej szkole takie coś byłoby zupełnie inaczej załatwione
PS
na przyszłość zawsze doczytaj więcej o tym o czym chcesz napisać
W PRLu zrobiono dla takich klasy uzawodowione. Brzmi to debilnie ale to było coś takiego jak OHP - ukończenie podstawowki połączone z prostą pracą fizyczną i nauką zawodu ( jeśli ktoś był w stanie zrozumieć urządzenie ). Ale szybko się z tego wycofano bo danie narzędzi stwarzało zagrożenie a nikt się nie uczył zawodu którego i tak nie miał zamiaru wykonywać. Bo problem jest gdzie indziej - chłopcówz rodzin patologicznych trzeba resocjalizowac do 12 roku życia. Potem jak za przeproszeniem zaczną jajka dojrzewać i wzrośnie poziom testosteronu już nic się nie da zrobić.
U mnie był chłopak, który był analfabetą. Dojechał do pierwszej klasy gimnazjum. Potem kiblował kilka lat w tej pierwszej klasie.
I dobrze.
Co za bzdura
Pewnie teraz jest posłem