#vZsON
W domu moich rodziców nic do siebie nie pasowało, każdy mebel był z innej parafii, mama gromadziła absolutnie wszystko "bo się przyda", miejsca na to nie było i mnóstwo rzeczy leżało na półkach, blatach, szafy się nie domykały. Raz udało mi się wywalczyć odmalowanie salonu, zrobiłam to sama, do tego przestawiłam meble żeby pomieszczenie było bardziej funkcjonalne, podzieliłam je na strefy. Goście pytali się kiedy zdążyliśmy zrobić remont, tak bardzo zmienił się pokój.
Ale to było raz, każda próba wyrzucenia/schowania czegokolwiek kończyła się wyrzutem że najchętniej bym matkę wyrzuciła. Nie mogłam tam wytrzymać. Nie mogłam się skupić. Nieodmalowana od 15 lat kuchnia mnie brzydziła (bo bez sensu machnąć ściany białą farbą jeśli "niedługo" będzie remont kuchni, słyszę to od 10 lat, nie, nie planują remontu). Sporo rzeczy można w domu zrobić bez wielkich funduszy, więc brak pieniędzy to żadne wytłumaczenie.
Szybko się usamodzielniłam, do liceum poszłam do szkoły z internatem (miałam stypendium i pracowałam), a ostatni raz nocowałam u rodziców kiedy miałam jakieś 18 lat.
Mając 22 lata kupiłam swoje mieszkanie (planowałam to od kiedy miałam 13 lat) i wreszcie czuję spokój. Pierwszy raz jestem u siebie. Mały remont, powoli dokupuję meble. Nie jestem jakąś niesamowitą estetką czy perfekcjonistką, gdzieniegdzie ściany wyszły krzywe, w łazience delikatnie odłupała się płytka... No nie jest to instagramowe wnętrze ale jest schludne. Codziennie wieczorem staram się powierzchownie posprzątać wszystkie pokoje, na bieżąco wyrzucam butelki po szamponach więc łazienka wreszcie nie jest nimi zawalona. Dokumenty trzymam w segregatorach na półce. Sprane ubrania wyrzucam i nie trzymam miliona worków "na szmaty".
Smutno mi trochę że całe życie musiałam podporządkować temu żeby móc mieszkać jak człowiek, ale nie szło inaczej. Nie miałam swojego miejsca na świecie i czułam się bez tego okropnie, wręcz nie mogłam funkcjonować, obsesyjnie myślałam tylko o tym że chciałabym być u siebie.
Teraz czuję spokój jakiego nie czułam nigdy, ale nic nie wróci mi lat straconych na oszczędzaniu i pracy kiedy rówieśnicy nawiązywali kontakty i zwiedzali świat.
W wieku 22 lat kupiłaś własne mieszkanie? Ciekawe skąd wzięłaś pieniądze :p
Może ma stałą pracę i dostała kredyt. W małych miejscowościach niewielkie mieszkanka nie są bardzo drogie. Niektórzy są zaradni po prostu.
Nawet w małych miastach, mieszkania kosztują bardzo dużo. A zarobki też znacznie mniejsze.
Akurat ostatnio szukałam mieszkania w małym mieście. Teraz można kupić za 100 tysięcy, a co dopiero kiedyś. W dodatku myśmy kupili swoje mieszkanie (w trochę większym, ale ciągle małym mieście) jak mieliśmy po 24 lata. Bez pomocy rodziców.
Jak typowy Janusz.
"A skond pinionszki? Pewnie nakradła złodziejka jedna"
Ta za 100 tysięcy. Mieszkanie 5m kwadratowych na jakimś odludziu.
SokoliWzrok, weź nie gadaj. Jest calkiem sporo tanich mieszkań, a nawet domów. To nie będą apartamenty i wille zrobione na wysoki standard. Ale da się znaleźć przyjemne mieszkanko, do remontu za nie duże pieniądze. Mogę dać Ci przykłady zakupów nieruchomości przez moich bliskich w zeszłym roku:
- mieszkanie 60m w mieście powiatowym, dobra lokalizacja, wyposażone, blok 10- letni, wyposażone, za 220 tys.
- dom 120m, miasto gminne, do lekkiego remontu, pół domu zrobione, drugie pół to strych do własnej adaptacji. Cena 200 tys. Szukając tego domu widzieliśmy mnóstwo nieruchomości w całej Polsce, w takich cenach. Na totalnych zadupiach można wyrwać nieruchomości za niecały 1 zł metr kwadratowy, ale trzeba się spieszyć.
@Hva: Nie po 2 latach i nie tak łatwo. Przeczytaj sobie art. 65 i 66 ustawy o adwokaturze. Standardową ścieżką jest ukończenie pięcioletnich studiów i trzyletniej aplikacji. Są od tego wyjątki, ale i tak 2 lata pracy to za mało.
No wlasnie, skąd?
Masz jakieś kompletnie odrealnione wyobrażenie o życiu. Większość ludzi w twoim wieku chce się usamodzielnić, ale nawet kredyt na mieszkanie jest dla nich nieosiągalny i to
nie dlatego, że "podróżują i nawiązują kontakty", tylko dlatego, że w optymistycznej wersji dopiero kończą studia, albo rozkręcają biznes, a w pesymistycznej musieli pracować w kiepsko płatnym zawodzie odkąd skończyli osiemnaście lat i nie mają z czego odłożyć na wkład własny.
Panienka musiała harować całe sześć lat i nie mogła pojechać zwiedzać Afryki, ojoj bo się rozpłaczę.
Albo ci niedobrzy rodzice mieli w tym swoim bajzlu skitrany rzadki antyk, który córeczka spieniężyła pod pretekstem porządków, albo nie wierzę w tę bajkę.
Nic Ci nie wróci "straconych" lat... Masz mieszkanie. Swoje. Zwiedzać możesz w każdym wieku, znajomych spotkać również.
Ja akurat jestem takim typem, że też mam wszystko z innej parafii. Ale nie lubię nadmiaru, więc wszystko wyrzucam na bieżąco.
niestety,poprzednie pokolenie bardzo cierpi, a kolejne razem z nim, tym, że kiedyś wszystkiego brakowało i wszystko było składowane, bo z pewnością się jeszcze przyda. chyba nie da się tego wyplenić, jeśli już ktos taki jest. jedynie zmienic miejsce i żyć inaczej. po swojemu.
Brawo ty!!!!
22 lata i własne mieszkanie? To ci znajomi co zwiedzali świat mogą Ci właśnie teraz zazdrościć mieszkania. Chyba że też na kredyt, to jedziecie na tym samym wózku.
Nie koniec nie na tym samym. Odłożenie na wkład własny przy podróżach, w młodym wieku, to duże wyzwanie
Zastanów się, czy nie masz przypadkiem OCD