#vPOXs

Będąc w gimnazjum, odwaliłam chyba najgłupszą akcję w swoim życiu.

Byłam sama w domu i chciałam zadzwonić do znajomej ze stacjonarnego, bo na komórce miałam jakiegoś grosze. Telefon był bezprzewodowy, dom spory, a poprzedni użytkownik oczywiście nie raczył odłożyć go na widełki. Postanowiłam więc na niego zadzwonić z komórki, żeby go znaleźć. Wykręcam numer i czekam. Słyszę domowy na piętrze, więc biegnę jak głupia, żeby odebrać, a w międzyczasie zakończyłam połączenie z komórki. Gdy dobiegłam, telefon akurat ucichł. Pomyślałam, że trudno, jak to było coś ważnego, to oddzwoni. A to byłam, do jasnej cholery, ja... I do tego zadzwoniłam ponownie. Gdy usłyszałam dzwonek, znowu podniosłam słuchawkę. Słyszę ciszę, więc się rozłączyłam. Zadzwoniłam po raz trzeci (!!) i znowu odebrałam, już nieźle wkurzona, kto mi dupę zawraca i dlaczego się nie odzywa.
Usłyszałam swoje głośne: „Halo, haaaloo!!” w komórce, którą trzymałam w ręce (nie ogarnęłam od razu, że to ja), więc przyłożyłam komórkę do ucha i, niewiele myśląc, się odezwałam. Oczywiście nikt mi nie odpowiedział, dopiero jak spojrzałam jednocześnie na domowy i komórkę w swoich dłoniach pojęłam, co się właśnie odjaniepawliło.

Do dzisiaj mam z tego bekę i jednocześnie wstyd mi, że mnie tak zaćmiło :D
Dodaj anonimowe wyznanie