#vNPsC

Zasmuciła mnie jedna rzecz, jaką zauważyłam u dzieci mojej sąsiadki. Chodzi dokładnie o nieszanowanie zabawek i prezentów…

Był to Dzień Dziecka, a moja sąsiadka (mająca dwie córki – 8 i 9 lat) postanowiła zaprosić swoją rodzinę oraz mnie z mężem na kawę, aby uczcić to wielkie święto Małych Ludzi :). Każdy z nas kupił dziewczynkom prezenty; część była „firmowymi” zabawkami, ale niektóre były zwykłymi pluszakami czy grami… Myślałam, że dzieci ucieszą się z tylu prezentów, ale niestety myliłam się…

- Słodyczy i owoców w ogóle nie uznały za prezent – wylądowały na ziemi i w trakcie zabaw wszystko podeptały; z czekolad zrobiły sobie paletki (!) do bicia siebie nawzajem, a żelkami zaczęły się rzucać;
- mniejsze prezenty tj. pisaki, ciastolinę, puzzle, kolorowanki od razu rzuciły do kąta, nawet nie patrząc co to jest;
- pieska na baterię, który szczekał i machał ogonkiem, kopały, by się przewrócił, już nie mówiąc, że dźgały go długopisem po oczach „Czy będzie piszczał?”; na końcu wyrzuciły go z balkonu sprawdzając, czy lata (BTW, to podobno jest z jakieś bajki!!);
- po plastikowych kręglach zaczęły deptać, by były płaskie;
- od jednego z gości dostały dużego pluszowego słonia – wzięły nożyczki i zaczęły obcinać trąbę, uszy, ogon… na końcu wrzuciły zabawkę do basenu i biły w nią nadmuchiwanymi piłkami, by zatonęła;
- lalkę, która śpiewała (typu „Jej wysokość Zosia”) zdążyły popsuć cały czas naciskając wszystkie możliwe guziki, a na końcu były tak zajęte obcinaniem uszu słoniowi, że lala spadła za fotel;
- pluszowy miś od pradziadków wylądował pod stołem, niestety nieświadomie kopany przez resztę domowników (powiem Wam, że to mnie najbardziej zasmuciło, ponieważ prababcia chyba pamiętała jak „mnóstwo” zabawek miała w swoim dzieciństwie i była naprawdę przygnębiona).

Gdy na to patrzyłam, byłam naprawdę smutna. Nasz prezent wylądował w grupie „dupereli w kącie”, a interaktywny piesek nie dotrwał do wieczora… Może ja pochodzę z jakiejś mało majętnej rodziny, ale przenigdy ani moje rodzeństwo, ani ja nie wpadlibyśmy na to, aby tak traktować prezenty. Wszystkie zabawki (czy plastikowe, czy pluszowe) były szanowane, ani razu nie rzucone na ziemię, już nie mówiąc o zniszczeniu.

Dlaczego rodzice nie reagowali na takie zachowanie? Przecież za kilka lat dziewczynki będą niszczyły wszystko i niczego nie uszanują… W pewnym momencie powiedziałam przy stole „Jak byłam mała, to za takie rzucanie zabawek dostałabym po łbie”… Wtedy rodzice na mnie ruszyli „Przecież to dzieci! Muszą się bawić!”, „A co, mają siedzieć i czytać książki?!” i powiedzieli… że chyba się zasiedzieli. I mieli rację, bo dłużej na takie bananowe wychowanie nie mogłabym patrzeć.
SpaghettiJestem Odpowiedz

"A co, mają siedzieć i czytać książki?" Ja siedziałam i czytałam książki, i za nic w świecie nie powiem, że miałam zniszczone dzieciństwo. A książkami teraz cieszą się młodsze dzieci w rodzinie

Iknowplaces

Mnie rodzice wychowywali z książkami, na początku bajki na dobranoc, albo takie z obrazkami. W wieku tych 9 lat czytałam np. Anię z zielonego wzgórza wieczorem i rano, a w dzień szłam do innych dzieciaków. Jak byłam starsza to też często czytałam, codziennie wieczorem i jak się nudziłam w ciągu dnia.
Teraz mam te 20 pare lat i niestety z powodu studiów i pracy nie mam czasu na czytanie, ale jestem pewna, że jeszcze do tego wrócę.

lahierba

Ja miałam taką jedną babcię, która zawsze faworyzowała moją kuzynkę (nawet nie próbowała tego ukrywać, cała rodzinka o tym wiedziała). Więc na różne święta, dzień dziecka itp. kuzynka dostawała jakiś superdrogi prezent (typu interaktywna "prawdziwa" lalka Barbie, śpiewająca, latająca i srająca kwiatkami), a ja... książkę. Za tyle kasy, ile zostało na nasze prezenty po wydaniu większości na prezent kuzynki. I, niespodzianka - nie zazdrościłam kuzynce ;) Jej bajery po krótkim czasie lądowały w kącie, zwykle zepsute, a ja właśnie ostatnio przypomniałam sobie o jednej książce będącej takim prezentem i chyba pójdę w najbliższym czasie sprawdzić, czy nie kryje się gdzieś na strychu, bo za nią tęsknię :D

Zbitazlodu

SpaghettiJestem, trzeba być prawdziwym debilem, żeby powiedzieć "A co, mają siedzieć i czytać książki?". Moja babcia miała zwyczaj zabierać mi książki w wakacje i śmiejąc się mówiła, że książki muszą odpocząć od czytania tak jak i ludzie. Po jednych z takich wakacji (miałam już 12 lat i zaczynałam się buntować) powiedziałam na głos przy niej do rodziców, że nie chcę przyjeżdżać do niej, bo ona jakaś głupia jest, czytać mi zakazuje. Obraziła się na mnie śmiertelnie, ale nie żałuję swoich słów.

SpaghettiJestem

Nie znoszę ogłupiania wprowadzanego przez ograniczanie dostępu do książek, które przeważnie naprawdę pomagają ludziom się rozwijać (bo nie tylko dzieciom, w każdym wieku powinno się czytać). Moi rodzice na szczęście zabierali mi książki tylko w sytuacji, kiedy po powrocie ze szkoły czytałam kilka godzin, zamiast zrobić cokolwiek innego, na przykład zjeść obiad albo odrobić lekcje na następny dzień

AzucarMoreno Odpowiedz

8 i 9 lat to wcale nie mało. Jakby miały po 3 to można by pomyśleć "a rozwydrzone bachory". Takie zachowania w wieku 9 lat są już bardzo niepokojące.
A tekst o czytaniu książek już sam świadczy o poziomie inteligencji w rodzince.

HerbatkaMalinowaa Odpowiedz

To dźganie zabawkowego (narazie) psa długopisem po oczach i pytanie czy będzie piszczał mnie przeraziło..

RemindMe

Mnie też! Zgadzam się z Wami całkowicie.

PaniProcesor

Pod żadnym pozorem nie dopuściłbym do mojego psa po tym. Może i mój dupal jest głupi i to bardzo, ale jak coś by jej zrobiły to byłbym o krok od morderstwa.

Pitches98 Odpowiedz

Mi i moim kuzynom babcia kupowała mnóstwo zabawek. Naprawdę mieliśmy ich więcej niż można sobie wyobrazić. A jednak żadne z nas nigdy nie traktowało tak jak te dziewczynki choćby jednej zabawki...
Jak można tak wychować dzieci? Przecież to okropne.

PaniProcesor

A tam było jakieś wychowywanie?

Kezia Odpowiedz

to jak traktują zabawki to wydaje mi się akurat najmniejszym problem gorzej jak się zastanowić z czego to wynika , rodzice ewidentnie nie potrafią w wychowanie.

Ocochodziwtf Odpowiedz

Toy Story 4 jak nic sie zapowiada. Może to są dzieci Sid'a?

Ookami Odpowiedz

Po pierwszym akapicie sądziłam że to będzie narzekanie na to że dzieci rzucają zabawki w kąt albo niedelikatnie się z nimi obchodzą, pomyślałam sobie "dajże się dzieciom bawić, to ich prezenty, boli cię co z nimi zrobią?". No i teraz mnie boli bo się nie spodziewałam że będzie aż tak źle. Najbardziej to mnie chyba ten zabawkowy piesek ruszył...

FoxyLadie Odpowiedz

No cóż, skoro dostały TYLE zabawek naraz, to pewnie tak to wygląda przy każdej okazji i mają po prostu przesyt. Niszczenie to jedyna ekscytująca forma zabawy. Raczej nie ma się szacunku do czegoś, czego ma się więcej, niż pod dostatkiem.

naobcenamrzeczy

@SenecioRowleyanus zgadzam się, że to kwestia wychowania. Wystarczyłoby im wytłumaczyć, że takie zachowanie sprawia przykrość zaproszonym i, że wszystko to co dostały kosztowalobich jakiś wysiłek. Od najmłodszych last trzeba uczyć dzieci empatii.
Nie można przestać szanować rzeczy tylko dlatego, że mamy ich pod dostatkiem-nie jako dzieci i tym bardziej,nie jako dorośli. Chyba, że ktoś aspiruje na bycie burakiem.

hatesmog

Ja i moja siostra miałyśmy tony zabawek. W wieku 3 czy 4 lat spałam z siedmioma(!) pluszakami. Klocki, lalkie barbie, karteczki - problem z pieniędzmi wyszedł na jaw dopiero z tymi karteczkami właśnie. Ach, powymieniałabym się :D
Moja siostra zabawek miała jeszcze więcej, bo sytuacja się poprawiła + miała po mnie i do tego swoje własne. Poza może rzucaniem klockami, nie pamiętam, żeby którakolwiek z nas je niszczyła.

ProstowOczy Odpowiedz

Za bardzo rozpieszczone i w dupie im się poprzewracało. Pewnie rodzice od zawsze spełniali wszystkie ich zachcianki i taki jest skutek takiego wychowania. Nie każde dziecko zrobiłoby podobnie.

FankaKosmosu Odpowiedz

Siostra opowiedziała mi, że dała chrześniakowi swojego męża 20 złotych, a on te pieniądze zgniótł w kulkę, powiedział, że nie chce i w nią rzucił.
Słów mi zabrakło jak dzieciaki w tych czasach są wychowywane, jak ja dostałam pięć złotych, to była radość, a teraz...

majer

Faktycznie, mogli mu dać pięć złotych i mógłby sobie gówniarz je gnieść do woli.

FankaKosmosu

Majer, ciekawe dlaczego nie mogę ci odpowiedzieć na komentarz? ;) Jak dla mnie, to mógłby się tym 5 zł udławić, tak jak inni którym się w tyłkach poprzewracało od nadmiaru kasy.

majer

@Fanka - sam nie wiem czemu nie możesz mi odpowiedzieć na komentarz.

Ja osobiście mam wielki sentyment do 5 złotych. Przednie wino można było za taką fortunę kupić.

Zobacz więcej komentarzy (26)
Dodaj anonimowe wyznanie