#urLLt

Ostatnio koleżanka zaprosiła mnie na film „Światło między oceanami”. Nie bardzo mnie to interesowało, bo nie przepadam za romansami, ale zgodziłam się. Po seansie płakałam jak bóbr, bo historia przedstawiona w filmie jest podobna do historii mojej babci.

Moja babcia urodziła się rok przed rozpoczęciem wojny. Jej rodzina była majętna, niczego jej nie brakowało. Któregoś dnia do miasta, w którym mieszkała, weszli Rosjanie, jakiś czas później zaczęły się wywózki w głąb ZSRR. Wywieźli ich nocą, rodzina mojej babci zupełnie nie była przygotowana do trudów podróży. Następnego dnia pociąg stanął w pewnym mieście. Czekała ich przesiadka, podczas chaosu panującego na dworcu matka mojej babci wypuściła ją z rąk, aby ratować starszą córkę, która prawie wpadła na tory. Rosjanie spakowali ich do wagonu bydlęcego, babcia została na dworcu. Pociąg ruszył. Na dworcu wciąż tłoczył się tłum. Babcię zauważył pracownik kolei, Antoni. Zabrał dziecko i przy pomocy współpracowników schował w stróżówce. Potem przyniósł do domu. Jego żona Hanna od razu zajęła się dzieckiem, pragnęła go. Byli młodzi i bezowocnie starali się o potomstwo. Początkowo ukrywali babcię, starali się dowiedzieć czegoś o jej rodzinie, ale było to zupełnie niemożliwe, po jakimś czasie przedstawiali babcię jako córkę zmarłej kuzynki. Dali jej na imię Ewa, wyrobili dokumenty. Lata mijały, oboje traktowali babcię jak swoje własne dziecko, kochali, starali się, aby nie odczuła trudów wojny, była ich oczkiem w głowie.

Rok po wojnie odwiedziła ich milicja. Pytali o Ewę. Wkrótce pojawiła się biologiczna rodzina mojej babci. Babcia miała wtedy 8 lat i w ogóle ich nie pamiętała. Hanna i Antoni dostali tydzień na pożegnanie się z córką. Obyło się bez rozpraw i sądów. Biologiczny ojciec mojej babci chciał to załatwić pod stołem, bał się, że sytuacja zniszczy jego wizerunek. Ewa (a w zasadzie Helena, bo takie było jej prawdziwe imię) przeżyła szok, nie była w stanie zaakceptować nowej sytuacji. Im bardziej tęskniła za swoimi rodzicami, tym bardziej jej biologiczna rodzina wywierała na nią nacisk. Jej matka po wywózce na Syberię bardzo się zmieniła, stała się nerwowa, wyżywała się na Ewie, faworyzowała starszą córkę, która nie sprawiała problemów. Rodzice wysyłali Ewę do szkół z internatem, z których została albo wyrzucona, albo uciekała. Jedyną jej podporą była młodsza siostra jej matki. To ona pierwsza poznała jej tajemnicę, a mianowicie Ewa, po ukończeniu liceum, na studiach odnalazła swoich przyszywanych rodziców, regularnie ich odwiedzała. Poznała swojego młodszego brata, którego Hanna i Antoni zaadoptowali dwa lata po jej odejściu.

Jako dorosła kobieta babcia nie urwała kontaktów ze swoim biologicznym ojcem i resztą rodziny, ale to Hanna i Antoni byli dla niej prawdziwymi rodzicami. To ich mój tata nazywał dziadkami. :)
karlitoska Odpowiedz

OMG naprawdę wzruszająca historia - też mi się łezka w oku zakręciła. Rozumiem chęć odnalezienia dziecka po wojnie, ale szkoda, że Twoi biologiczni dziadkowie nie odpuścili i Ewa nie mogła zostać z przyszywanymi rodzicami, a za to trafiła do internatu.

ArabellaStrange

Mogła ich po prostu odwiedzać, na zasadzie jakby to była dalsza rodzina. Nie przeżyłaby takiego zaburzenia więzi. Ale w tamtych czasach niestety ludzie nie mieli wiedzy na ten temat, a za to wszyscy mieli traumy…

Dodaj anonimowe wyznanie