#5r5x6

Chciałam Wam opowiedzieć historię osoby, która, jak jedna z wielu, ma problemy z tarczycą. I jak to zniszczyło mi życie.

Zaczęło się niewinnie, chora tu, chora tam, bezsenność. Nagle karetka i diagnoza: nadczynność z powodu Gravesa-Basedows. Chudło się super, ale po lekach zaczęło się tycie z powietrza. Nie jadłam, ale tyłam, jak jadłam, to tyłam z prędkością światła. Zawitałam w progi dietetyka, trenera i psychologa. Trenowałam do upadłego, by wyglądać,jak człowiek. Skończyłam u psychiatry, wywalona z pracy za błędy, które robiłam i za "nastroje", które mną targały. A te były najgorsze. Problemy z tarczycą to była próba, której moje małżeństwo nie przetrwało. I choć mąż wiedział, wspierał i rozumiał, to nie dał rady. Bo ile można słuchać wyzwisk i obelg rzucanych bez emocji od osoby, którą się kocha? A ja mogłam płakać na reklamach, ale jak darłam ryja na męża, to nie czułam nic. Zamieniałam się w Królową Lodu, którą też byłam na rozprawie rozwodowej. I nie zrozumcie mnie źle, on był i jest miłością mojego życia, ale od kiedy zaczęły się problemy z tarczycą, zostałam sama. Rodzina, przyjaciele, mąż. To są wspomnienia.

Przyszedł czas, kiedy wyniki były w normie, psychiatra w końcu dobrał dobre leki i się obudziłam... Co ja robiłam, co ja mówiłam, na co ja sobie sama zapracowałam? Przerosło mnie to, Boże, to było tak okropne uczucie, że próbowałam się od tego odciąć, więc zaczęłam pić. To było tak durne, że nie wiem do dziś, jak ja mogłam na to wpaść. Tak jak na pomysł skończenia ze sobą, po wypiciu jednego piwa za dużo. Nikt mnie ratował, nikt nie pukał do drzwi. Nie ma tu bohaterów. To jedno piwo wypite więcej sprawiło, że zwróciłam tabletki na bezsenność, chociaż tyle, że sporo spałam.

Czas mija, raz jest lepiej a raz gorzej, ogólnie wszystko mi jedno. I tak sobie siedziałam ostatnio w przychodni, czekając na wizytę u endokrynologa. Z nudów zaczęłam słuchać rozmowy starszej już kobiety z młodą, na oko 20-letnią dziewczyną. Młoda mnie zaciekawiła, bo chyba jej potrzeba wygadania się osiągnęła apogeum i zaczęła starszej narzekać. A starsza stwierdziła, że "no przecież problemy z tarczycą to teraz co druga osoba ma, a po pani to już w ogóle nie widać, że chora, za dobrze pani wygląda i za młoda pani jest"... Eh, dlaczego ja nie wpadłam na na to, żeby w wieku 30 lat nie wyglądać na choroby, rozwód i próbę samobójczą? Może wtedy by mi się odechciało chorować. Bo przecież to tylko problemy z tarczycą, teraz co drugi na to choruje. Szkoda tylko, że ten pierwszy nie rozumie. Dopóki nie stanie się tym drugim...
tramwajowe Odpowiedz

Oczywiście na chorobę trzeba wyglądać, nie można byc za młodym, niepełnosprawnosc musi być widać. Nie wiedziałaś?

MarzycielSpodZiemi Odpowiedz

a próbowałaś probiotyków (psychobiotykow) poczytaj o tym, może pomogą wyregulować problemy z tarczyca?

MozechceszFwb

Xddd zaczelo sie

PoraNaPiwo

MozechceszFwb, akurat psychobiotyki mają potwierdzoną skuteczność, więc nie ma tu z czego kręcić beki. Marzycielspodziemii co prawda błędnie użył słowa "wyregulować", ale przy wszelkich chorobach tarczycy bardzo istotna jest zdrowa dieta (przeciwzapalna) i ruch. Nie w każdym przypadku da się zrezygnować z leków, co jest oczywiste, ale psychobiotyki mogą być dobrym wsparciem dla flory bakteryjnej.

Serwatka Odpowiedz

GB zdiagnozowano u mnie 4 lata temu. Chyba tylko przez fakt, że jestem uparta jak osioł, przezwyciężałam stany lękowe i szłam do pracy. Ludzie nie znający tej choroby nie zrozumieją. Przecież śmieję się, uprawiam sport, pracuję, na pewno wszystko jest ok. A wewnątrz się człowiek gotuje, a ciało ledwo zipie. Gdy zrobiło się poważnie, większość znajomych o mnie zapomniała, rodzina postanowiła nie widzieć, co się ze mną dzieje. Jestem po 23 pobytach w szpitalu - dwóch turach wlewów sterydowych, radioterapii i trzech operacjach. Mam zniekształconą twarz przez orbitopatię tarczycowa. Ale powoli do przodu. W międzyczasie poznałam obecnego męża, nasze pierwsze randki były pod szpitalem. Za dwie kolejne operacje będę wyglądać lepiej. Codziennie staram się wyluzować i powoli przeć do przodu, ale zostawiam sobie też czas na zakopanie się pod kocem, jeśli tego potrzebuję. Życzę Ci powodzenia, Autorko. Nie daj się pokonać chorobie!

Swinia Odpowiedz

To ja pozdrawiam z drugiej strony niedoczynności i insulinooporności, która zaowocowała 152kg w wieku 27 lat. Po odkryciu IO i braniu tabletek nagle w 3 miesiace zeszlo 25 kg i nadal spada. Ale dla wszystkich muszę żreć jak wieprz i żyć fast foodami, przecież to oczywiste bo nie da sie z choroby tak utuczyć 🤷‍♀️ Dużo zdrowia życzę

KraMa Odpowiedz

Mam tę samą chorobę, wśród innych z resztą. Już 7 lat czyli prawie 1/3 życia. Tydzień temu dostałam skierowanie na jod i boję się.

Msciwoj82

Miałem terapię jodem radioaktywnym, jest zupełnie bezproblemowa. Jedyna uciążliwość to fakt że człowiek jest zamknięty na oddziale przez 7-14 dni i nikt nie może go odwiedzać (ale w tej chwili, ze względu na covid, szpitale chyba wcale nie dopuszczają odwiedzin). Dostajesz kapsułkę i czekasz.

I potem (praktycznie zawsze) zostaje niedoczynność, tak że trzeba brać tyroksynę przez całe życie.

Dodaj anonimowe wyznanie