#uIqHk
Rodziłam poprzez cesarskie cięcie, byłam pod wpływem narkozy, nagle wszystko zrobiło się jak sen. Stałam obok pielęgniarki, widziałam wszystko, reanimację, każdy szczegół widziałam i słyszałam. Po chwili nastała ciemność, widziałam jedynie przytłumione światło i słyszałam dziwne odgłosy, straszny wiatr. Na końcu tunelu zobaczyłam kołyskę, a w niej malutkiego chłopczyka, wzięłam go na ręce, w tym czasie podeszła starsza kobieta, zwracając się do mnie po imieniu, że to mój synek. Wyśmiałam ją, gdyż powiedziałam, że mam mieć córeczki - bliźniaczki, po czym ona bez słowa odeszła. Zerwał się ogromny wiatr, nagle zapadła ciemność. Jak otworzyłam oczy, okazało się, że leżę na łóżku szpitalnym, lekarz przekazał mi informację, że córeczka jest zdrowa, natomiast z przykrością informuje, że synek zmarł.
Jak to możliwe, skoro jeszcze dzień przed cesarką były DWIE córeczki ZDROWE? Może Bóg dał mi przynajmniej na chwilę zobaczyć żywego synka i przytulić do siebie? Spoczywaj w Pokoju Kochanie [*]
Moja siostra mi opowiadała też coś podobnego. Zatrzymanie akcji serca u niej a u dziecka bardzo wolne ( 2 tygodnie po terminie). Mówiła, że widziała naszą babcie, która kazała jej zawrócić.
Potem urodziła jeszcze jedno dziecko.
Prawie każda historia, którą słyszę w swoim życiu o porodzie po terminie (minimum tydzień) bardzo źle się kończy... Kobiety, są naturalne sposoby na wywołanie porodu samemu, działajcie!
Próbowałam wszystkich naturalnych, żadna nie działała :)
Lekarze czasem się mylą. Współczuję utraty syna, ale został Ci jeszcze jeden aniołek, mam nadzieję, że dasz radę i będziesz dobrą mamą dla córeczki
No ale jednak to jej syn, więc raczej będzie za nim tęsknić.
Nie lubię jak ktoś nazywa malutkie dzieci aniołkami, dużo osób używa właśnie tego słowa na dzieci, które odeszły. Na swojego syna zabroniłam tak mówić.
Ale wiedziała o jego istnieniu. Poza tym, żyła z nim i czuła Ci przez 9 miesięcy, więc. ..
Nie jesteś chamski, jesteś beznadziejny i ułomny :)
Nie ma na świecie nic poza miłością matki do dziecka, nawet tego w brzuchu.
Fascynują mnie przeżycia ludzi podczas śmierci klinicznej
A ja słyszałam, że książka ,,Niebo istnieje naprawdę" jest zmyślona, nieprawdziwa :/
@jestem... to są jakieś plotki.
Śmierci klinicznej jako takiej nie miałam, ale byłam chol**** chora o czym nikt nie miał pojęcia. Miałam z 10 lat. Do tej pory pamiętam wszystko. Zemdlałam (i właśnie w tym momencie powinnam umrzeć), jednak jakoś nie umarłam. Spadałam jakby w dół czarnej trąby powietrznej, potem widziałam siebie z góry, a następnie stałam na końcu kuchni patrząc się na rodziców którzy mnie próbują obudzić. To trwało chwilę - obudziłam się. Po zrobieniu badań w szpital, trafiłam tam na ok. 2 mies, potem rehabilitacja, obchodznie się ze mną jak z jajkiem itp. Lekarze mówili, że to cud, że żyje. Byłam sensacją szpitala. Aż mnie studenci odwiedzali i stawiali diagnozy jakim cudem żyje i nikt nie wiedział :D. W moim stanie od ok. tygodnia powinnam umrzeć. "Nie miałam" płuc, organizm zakażony i jakieś inne rzeczy.
Jako dziecko nie wiedziałam nic o "tamtej stronie" itp. Dopiero niedawno sie tym zainteresowałam i doszłam do wniosku, że coś w tym musi być.
Ponad to, od tamtej pory czasem jestem "medium". Po prostu wiem niektóre rzeczy, dzieje się też to co chce - chociaż to na prawdę nie realne aby sie te rzeczy spełniły. Na maturze ustnej np. miałam dokładnie te pytania które mi się śniły, i znajomym powiedziałam, że ich dziecko urodzi się 8 maja, a termin był na 31 maja/1 czerwca. I byłam o tym przekonana jak o niczym innym. Młoda urodziła się 8 maja :). Takich sytuacji było jeszcze multum :)
* szpitalu.
Jeszcze zapomniałam dodać, że uczucie było nieziemskie. Taki spokój, lekkość ducha, taka dobroć cudowna, uczucie szczęścia - było mi w momencie "mdlenia" tak cudownie, że w sumie chciałabym, aby to trwało wieki.
@dobrzejest katechetka nam mówiła
Niebo istnieje... naprawdę.
Nie musi być faktyczną ta książka, a może być oparta na innych faktach. Mamy takich rzeczy multum :)
Moja babcia też miała mieć bliźniaki i zaraz po porodzie po prostu zasnęła a chłopców wzięły pielęgniarki. Babci przyśnił się malutki chłopiec że skrzydełkami i wyciągniętymi rączkami który szedł w jej stronę. Babcię obudziła pielęgniarka mówiąc że 1 chłopiec nie żyje. 2 umarł niedługo później :(
O kurczę, słyszałam o śmierci klinicznej i o tym jak człowieka wsadzono już do kostnicy, a on się tam obudził :o
No, w tv było nawet o starszej kobiecie, która też się przebudzila.
Lepiej w kostnicy niż 2 metry pod ziemią. :(
Kostnica to pół biedy. Znalezienie śladów paznokci wewnątrz trumny czy ciało przy drzwiach grobowca - to dopiero jest mocne. Lub pobudka w czasie sekcji zwłok.
Piękne wyznanie. Tylko troche smutne :(
Lekarze się mylą czasem w określaniu płci, tym trudniejsze jest to w ciąży mnogiej, dzieciaki się obrócą, zasłonią i pomyłka gotowa. A co do śmierci klinicznej to byłabym ostrożna z takimi osądami, raczej kojarzyłaś coś co się działo na sali, ale nie do końca, bo właśnie byłaś pod wpływem narkozy. Narkoza tak na nas działa, że czasem mamy wizje jak po substancjach odurzających.
Ale był wiatr :C
Moim zdaniem, to była śmierć kliniczna. Czytałam dużo o tym ;)
Jaka śmierć kliniczna, co ty chrzanisz, lekarze zauważyliby, że im pacjentka zmarła.
CiriWitch
Śmierć kliniczna to nie śmierć półmózgu. Taka osoba żyje ale nie wykazuje funkcji życiowych.
Śmierć kliniczna nie pozostaje bez echa na wszystkich urządzeniach monitorujących funkcje życiowe pacjenta. Dużo czytałam o śmierci klinicznej, bo to dość ciekawe zagadnienie, i po każdym przypadku "powrotu" pacjenta i wybudzeniu lekarze informują go, że się "zatrzymał". Poród, wielkie emocje, narkoza, nie chciała dopuścić do siebie myśli o śmierci dziecka, stąd wrażenie, że przeżyła coś metafizycznego...
"Stałam obok pielęgniarki, widziałam wszystko, reanimację". Rozumiem że widziała swoją reanimację, więc chyba lekarze zauważyli.
Ja jednak jestem zdania, że należy ostrożnie używać określenia śmierć kliniczna. Ciekawe, czy gdyby nikt jej po fakcie nie powiedział, że była reanimowana, to jej wyznanie byłoby takie samo. Nasz mózg to niesamowite "urządzenie", bardzo podatne na sugestie :) a jeśli jeszcze dochodzi do tego tak emocjonujące wydarzenie jak poród i śmierć dziecka, do tego wpływ narkozy, to już można takiej osobie wmówić wszystko. Nie twierdzę, że autorka kłamie, ale byłabym ostrożna z używaniem pojęcia śmierci klinicznej.
Moja mama miała mieć chłopca, zamiast niego urodziłam się ją i moja siostra:) lekarze czasem się mylą:p
Moja babcia klocila się z lekarzem, że będę chłopcem.
Lekarze nie są bogami, a obraz z USG jest mało wyraźny i jeżeli lekarz zobaczy męski narząd rozrodczy to ma pewność, że to chłopiec, jeżeli natomiast nie zobaczy go, to do końca ciąży jest tak naprawdę niepewność, bo mógł się gdzieś "zaplątać". W przypadku ciąży bliźniaczej to często się zdarza. Nigdy nie można mieć pewności o to czy dziecko będzie zdrowe.
Mojej mamie jeden doktor powiedział, że będę dziewczynką, drugi, że chłopcem. Więc nawet jeśli już zobaczy się siusiaka, nie jest to pewne. Jestem dziewczyną.
Jak wyglądała ta kobieta? Doświadczyłam czegoś podobnego i jestem ciekawa.