#uGi2L
Wszystko zaczęło się w wakacje, połowie lat osiemdziesiątych, miałem wtedy sześć lat. Ania, moja starsza siostra, miała siedemnaście. Mimo dużej różnicy wieku, byliśmy sobie bardzo bliscy. Mieszkaliśmy parę kilometrów od dość popularnej turystycznej miejscowości. Pewnego razu Ania wybrała się na dyskotekę do tamtego miasteczka. Trochę posprzeczała się z chłopakiem i pieszo zdecydowała się wrócić do domu. Po drodze nikogo więcej nie było. Zatrzymał się obok niej samochód, wysiadło z niego trzech facetów i skrzywdziło moją siostrę. Najprawdopodobniej byli to turyści.
W nocy obudziła mnie straszna awantura. W kuchni zobaczyłem zapłakaną, krwawiącą i poobijaną siostrę. Ojciec natychmiast odesłał mnie do pokoju, ale i tak podsłuchiwałem. Mimo że miałem sześć lat, do dziś to pamiętam. Rodzice wrzeszczeli na siostrę, że wstyd im przyniosła, co ludzie powiedzą, żaden facet jej teraz nie zechce itp. Oczywiście nie było opcji, żeby zgłosili sprawę na milicję.
Nasza wioska jest mała, wszyscy wiedzą wszystko o wszystkich, a wtedy ksiądz był najważniejszą osobą, niemal wyrocznią. Z samego rana rodzice zaciągnęli Anię do spowiedzi, ksiądz poruszył sprawę na najbliższym kazaniu. Ania prawie nie wychodziła z pokoju, znajomi albo się nie odzywali, albo nasi rodzice ich odprawiali. Często siedziałem przy niej, przytulałem, nie bardzo rozumiałem czemu jest tak strasznie smutna i często płacze, czemu rodzice są na nią tacy źli. Pewnego dnia, na początku września ojciec pojechał do pracy, mnie matka miała odprowadzić do przedszkola i zrobić zakupy. Na do widzenia siostra mocno mnie przytuliła i kazała pamiętać, że bardzo mnie kocha. Po powrocie do domu matka znalazła ją powieszoną. Dość długo byłem zły na Anię, że mnie zostawiła, ale im byłem starszy, tym więcej rozumiałem. Tuż przed wyprowadzką z domu wygarnąłem wszystko rodzicom. Ojciec kazał mi się wynosić i nie wracać, aż będę gotowy przeprosić. Z chęcią to zrobiłem. Matka jak zwykle nie protestowała, słowo męża to dla niej prawo.
Udało mi się ułożyć życie. Mam wspaniałą żonę i dwóch synów. Żona wie o wszystkim, namówiła mnie na kilka wizyt u psychologa, dobrze mi to zrobiło. Z rodzicami nie utrzymywałem kontaktu, poinformowałem, że się ożeniłem i mam dzieci. Niedawno odezwała się do mnie ciotka. Ojciec miał ostry udar, rodzice potrzebują pomocy. Pojechałem zobaczyć w jak żałosnym jest stanie. Matka płakała i prosiła o pomoc w opiece i leczeniu. Odmówiłem. Może i jestem wyrodny, ale nie chcę po tym wszystkim i pomagać. Kiedy ktoś ma o to pretensje, otwarcie mówię czemu. Ciotka uważa, że to były inne czasy i muszę ich zrozumieć, bo przecież to moi rodzice. Nie zmienię zdania.
Trzeba było opowiedzieć ciotce, że w 1939 też były inne czasy ale jakoś nikt do tej pory nie wybaczył zbrodni Hitlera. Nienawidzę podejścia "inne czasy" oraz "to w końcu twoi rodzice". Rodzicem w kwestii biologicznej może zostać każdy ale w sferze psychicznej nieliczni.
Nie jesteś wyrodnym synem, chyba większość ludzi w takiej sytuacji postąpiłaby tak jak Ty. Czasy może i były inne, ale to jak postąpili Twoi rodzice... Masz pełne prawo do takiej postawy. Oni nie pomogli własnemu dziecku i oczekują teraz pomocy od Ciebie? Dobre sobie.
Aż mną zatrzęsło...
A czy rodzice zrozumieli że poniekąd to oni zawinili śmierci siostry?
Takie wyznania mnie przerażają. Z takimi ludźmi jak rodzice autora żyjemy obok. A nawet jeśli nie jako sąsiedzi, to oni raz na cztery lata wybierają parlament a raz na pięć lat prezydenta. Autorowi z całego serca współczuję (nie wiem, co więcej mógłbym mu powiedzieć/napisać).
jestes doroslym czlowiekiem szanujacym swoje granice, a nie wyrodnym synem
nie odwrociles sie od nich bez powodu, doprwadzenie siostry dosamobojstwa to bardzo powazny powod
poza tym nie widze w opowiadaniu, zeby chociaz matka probowala sie z toba kontaktowac przez te wszystkie lata- oni zwyczajnie mieli ci w dupie, wiec dlaczego mialbys sie teraz przejac?
matka i ciotka sa bezczelne wymagajac od ciebie opieki i pewnie pomocy finansowej- jak ciotecza taka chetna, to niech sama sie zainteresuje i tej pomocy udzieli
Oni jej nie doprowadzili do samobójstwa a co najwyżej nie starali się temu przeciwdziałać.
Ale to były skutki jej błędów i osoby która popełniła przestępstwo. Rodzice nie są winni tego że dziewczyna postanowiła wracać sama w nocy ani tego że ktoś ją napadł. Samobójstwo było skutkiem tych czynników. To że rodzice zachowali się nieodpowiednio to na pewno ale ciężko kogoś uznawać za wspolwinnego tylko dlatego bo nie umial/nie chciał naprawiać skutków przestępstwa. Oni nie są winni niczego oprócz braku empatii i zamiecenia sprawy pod dywan. Ona sama się powiesiła, nikt jej nie pomogl więc nawet oprawca nie jest winny jej śmierci a tylko czynu którego się dopuścił. Idąc Twoim tokiem myślenia powinniśmy oskarżać banki, kasyna oraz wszystkich bliskich itd bo ktoś zabije się przez np długi.
Xanx a co, jeśli dziewczynę dobilo bardziej to, że nie miała wsparcia od bliskich, niż sam czyn? Pewne jest tylko raczej, że zabiła się przez zaistniałą sytuację, ale nie mam oceniać co było dla niej decydującym czynnikiem.
To była jej decyzja, nie można nikogo obwiniac bo nikogo nie pytała o zgodę.
xanx jakie jej bledy, WINNY JEST GWALCICIEL
a w m rpzypadku gwalciciel, rodzice nie zapewniajacy jej wsparcia i obwiniajacy ja i ksiadz, ktory wszystko rozgadal. i ludzie, ktorzy potem ja ewentualnie gnebili
rodzice nie zglosili sprawy wiec zwyrol mogl zgwalcic inne dziewczyny
rodzice odprawiali jedyne osoby, ktore chcialy okazac corce wsparcie
Xanx, ja normalnie nie lubię wyzywania ludzi w internecie, ale wpadłam tylko żeby powiedzieć, że jesteś takim samym ścierwem jak jej rodzice oraz gwałciciele. Dobranoc.
Nie uważam że należy wybaczać dla zasady. Ważne byś nie żył tą sprawą i ruszył do przodu. Z wyznania wynika ,że to Ci się udało. Ważniejsze od własnej córki była dla nich reputacja. Dobrze ,że od nich się odciąłeś.
Zabili własne dziecko.
tak samo bym zrobił.
mogą Cię pozwać o alimenty, być może trzeba będzie w sądzie udowadniać że nie bez powodu zerwałeś kontakt
I bardzo dobrze, nie zmieniaj.