Kiedyś w podstawówce mieliśmy lekcje o przezwiskach, ksywach itp. Doszło do tematu jak nazywają nas rodzice czy dziadkowie. Było parę bąbelków, kruszynek, przez pączuszki, po nietypowe zdrobnienia imion. W końcu pani pyta się mnie:
- A do ciebie rodzice mówią po imieniu, czy zdarza się im jakoś inaczej cię nazwać?
- Tak! Wypierdek mamuta.
Minę wychowawczyni mam w pamięci do tej pory. :D
P.S. Rodzice mnie kochają.
Dodaj anonimowe wyznanie
Uroczo ?
Jak byłam mała uwielbiałam "Kubusia Puchatka" i twierdziłam zawsze, że jestem Prosiaczkiem i chcę, aby mnie tak nazywano. Tylko że rodzicom zostało to do dziś.
Wyobraźcie sobie dwudziestoletnią dziewczynę, którą mama w sklepie woła "PROSIAK, CHODŹ MI POMÓC WYBRAĆ BUTY!"
Ja byłam Kaczym dziobem albo świńskim cyckiem. ;D
Mnie tata nazywał "klucha" a po obejrzeniu epoki lodowcowej stwierdził, że brzoskwinka też do mnie pasuje. I w klasie jestem brzoskwinką hahah bo okrągła i włochata xd
Ja byłam pluczyflakiem i jeszcze miałam jedno ale nie powiem jakiebo jest charakter ystyczne i boje się ze ktoś mnie zdemaskuje
Ja jestem Oligatorem ❤
A do mnie ojciec mówił "żulik". Bo wiecznie chodziłam z butelką, nie ważne czy była pełna czy pusta.
Do mnie tata mówił 'kuku' a na mojego brata wołał 'mafiozo' :D
Przynajmniej wiadomo o kim mowa ;D
Nareszcie nie jestem sama! Łączmy się w bólu wypierdki mamuta.