#u5zCp
Niestety, praca w tygodniu odpadała i zostawały tylko te wakacyjne, a pieniądze zarobione szybko znikały, bo musiałam opłacić stancję za wakacje, plus zawsze były jakieś ważne wydatki na nowy rok akademicki.
Przez to nigdy nie mogłam sobie kupić czegoś droższego. Wiem, że to może głupie, ale często miałam potrzebę kupienia czegoś ekstrawaganckiego. Perfum, nowego telefonu, może nawet sprzętu elektronicznego. Niestety, mój fundusz ograniczał mnie do podstawowych rzeczy, by przeżyć i tak ze smutkiem oglądałam sobie rzeczy, których nie mogłam mieć. Oczywiście rodziców o nic nie prosiłam. Byłam dorosła i wiedziałam, że jak coś chcę, muszę sama na to zapracować.
Po ukończeniu studiów znalazłam bardzo dobrze płatną pracę. Jak to się mówi - złapałam Boga za nogi. I chociaż powoli mogę sobie pozwolić na wszystkie te rzeczy, muszę samą siebie hamować. Bo inaczej chyba przepuściłabym wypłatę w pierwszej połowie miesiąca. Ciągle oglądam telefony, komputery i perfumy, porównuję ceny, zastanawiam się czy po opłaceniu czynszu jestem w stanie kupić coś na raty. I teraz jestem w stanie zrozumieć ludzi, którzy kiedyś nie mieli nic, albo mieli mało, a po wzbogaceniu się chcą to sobie odbić. Tylko z tym trzeba bardzo uważać.
A mnie motywuje mój kot. Ilekroć chcę znowu wydać pieniądze, myślę o tym, że zabraknie mi pieniędzy na karmę czy żwirek dla niego. I to ostudza mój zapał.
Jeśli, jak piszesz, dobrze zarabiasz i możesz sobie na to pozwolić, to może np. załóż sobie konto oszczędnościowe, na które będziesz wpłacać sobie co miesiąc część wypłaty - kwota na koncie będzie sobie wtedy ładnie rosnąć, a co jakiś czas za te oszczędzone pieniądze mogłabyś kupić sobie coś ekstrawaganckiego
Wiesz, z tym odbijaniem sobie to różnie bywa...
Ja mam tak (i kiedyś czytałam tu wyznanie innej osoby, która ma podobnie), że przed kupieniem sobie czegoś "ekstrawaganckiego" się ogromnie stresuję. Pochodzę z rodziny, dla której kupienie sera żółtego na kanapki było luksusem. I zostało mi to mocno w głowie, że nie mogę wydawać większych pieniędzy, bo przecież zaraz pewnie będą mi potrzebne do czegoś niezbędnego w życiu. Nieważne, że mam sporą poduszkę finansową, nie zarabiam najgorzej i mąż zresztą też... w głowie zostają pewne mechanizmy, które potem bardzo ciężko przestawić na właściwe tory.
Nie czujesz zmęczona tą ciągłą przezornoscia? Rozumiem, że gdy ktoś nie ma rodziny, która wesprze w razie czego ani poduszki finansowej to rzeczywiście można nie czuć tego komfortu. Ale przecież po to buduje się pewną stabilizację by w końcu móc korzystać z pieniędzy bez wyrzutów i obaw.
Po tym co opisujesz to się nie dziwię, że rodzice wysłali Ci określoną kwotę. W ten sposób nauczyłaś się gospodarować pieniędzmi. Jakbyś mogła kupować wszystko, to przepuściłabyś te pieniądze rodziców.
Poczytaj Marcina Iwucia o planowaniu budżetu, wprowadź rady w życie, a potem szalej ;)