Został rok do ślubu, a ja jestem w kropce. Byłam zakochana w swoim narzeczonym po uszy, dopóki nie zaczęły się problemy finansowe spowodowane bezmyślnością jego rodziców. Prosiłam, by naprostował sprawy póki jeszcze nie było za późno. Nie posłuchał. Efekt? Problemy ciągną się do tej pory. Zamiast cieszyć się i stresować tym, że zbliża się ślub a ja nie wiem jaki krój sukni wybrać, to martwię się o to czy narzeczony zdąży cokolwiek odłożyć pieniędzy do ślubu. Na wsparcie jego rodziców nie liczę. Nie jestem materialistką, jednak boję się co jeszcze może wyjść po ślubie i jakie szambo może się jeszcze wylać, bo widzę, że działają u niego podobne (złe) mechanizmy co u jego taty (po co oddawać komuś pieniądze teraz jak jest mała kwota, która za wiele nie zmieni na moim koncie, skoro mogę poczekać aż urośnie i wtedy będę się martwił - ich myślenie). Personalnie jest wspaniałym mężczyzną, który o mnie dba i się troszczy, niestety po tej sytuacji która ciągnie się od 1,5 roku i znikomej reakcji na moje prośby widzę, że coś się we mnie zmieniło. Przestał mnie pociągać, najmniejsza głupota wystarczy bym spakowała się i pojechała odpocząć do rodziców. Kocham go, tylko cały czas z tyłu głowy mam myśli, że nasze życie nie będzie spokojne, a ja ciężko zarobionymi pieniędzmi będę musiała wspierać teścia, który zarabia dwa razy więcej niż ja i mój narzeczony razem. Czy tego chcę? Absolutnie. Czy będę czuła presję, bo to tata moje przyszłego męża? Jak najbardziej. Sprawa bezpośrednio mnie nie dotyczy, ale czuję, że to ja bardziej się tym przejmuje niż oni sami, a ja tylko chcę czuć się bezpiecznie w kwestii naszej przyszłości.
Dodaj anonimowe wyznanie
Po 1 masz rację, nie powinnaś wychodzić za osobę nieodpowiedzialną finansowo oraz bez kręgosłupa.
Po 2 nie masz racji, nie kochasz go, tylko określoną wizję swojej przyszłości, a on w momencie gdy przestał do niej pasować zaczął Cię uwierać.
I to dobrze, bo przynajmniej wiadomo na czym stoicie.
Istnieje coś takiego jak intercyza i rozdzielczość majątkowa. Skorzystaj, kiedyś podziękujesz
"problemy finansowe spowodowane bezmyślnością jego rodziców" - dość ogólnikowe stwierdzenie, czy po prostu rodzice na chama ładują się wam w mieszkanie i powodują koszty, czy narzeczony robi za bankomat dla nich, mimo ze sami mają kasę.
Generalnie - każdy związek, gdzie trafia się ktoś "na doczepkę", który niekontrolowanie czy to mnoży wydatki, czy zwyczajnie się wtrąca, w momencie gdy strona związku związana z tą doczepką - będzie stawała po ich stronie, jest skazany na porażkę. To ma być WASZ związek a nie żona + mąz z rodzicami