#tZPfe

Druga połowa lat 90. Ja, nastoletni gówniak, idąc za modą oraz miłością do ciężkiej muzyki, postanowiłem zostać metalowcem. Ale nie jakimś niu-metalowym pozerem w koszulce Korna, tylko takim tru, w glanach, czarnej skórze i z plecakiem wojskowym obwieszonym milionem naszywek! 

Aby osiągnąć wymarzony wizerunek potrzebna była jeszcze tylko jedna rzecz - długie, tłuste włosiska, ażeby móc łopotać łbem na koncertach. Decyzja podjęta - zapuszczam. Nigdy nie spodziewałem się, że to kurewstwo będzie rosło tak długo.

Najpierw kłaki właziły mi w oczy, potem zaczęły się kręcić we wszystkich kierunkach, ale dałem radę. Po dwóch-trzech latach unikania nożyczek moje pióra miały zadowalającą długość. Nastał wreszcie ten dzień, że mogłem pójść do fryzjera i poprosić o lekkie korekty. Z tyłu miałem bowiem zdecydowanie dłuższy dywan niż z przodu.

Znalazłem na osiedlu jakiś mały zakład o wyglądzie zapchlonej speluny. W środku, na fryzjerskim krześle drzemał sobie staruszek. Obudzony, założył na nos okulary z grubymi szkłami, narzucił na siebie fartuch i zapytał:

- Jak tniemy? Na łyso czy na Scootera?
- Ani tak, ani tak. Proszę o urżnięcie z tyłu tak ze 20 centymetrów.

Usiadłem, dziadek zarzucił na mnie chustę, przejechał mi po kłakach grzebieniem, a następnie, chwyciwszy mi grzywę z przodu CIACH! - uwalił ze 20 centymetrów... Zanim zdążyłem wrzasnąć, że chodziło mi o włosy z tyłu czaszki, parzyłem na żałosne odbicie w lustrze. Przede mną siedział gość o załzawionych oczach i fryzurze typu "krótko z przodu, długo z tyłu". Obciachowa grzyweczka do wysokości brwi, a z tyłu strąki sięgające niemalże połowy pleców. 

Wisienką na torcie był mój młodzieńczy wąsik, który całkiem spoko prezentował się w wersji "metalowej", natomiast teraz mógł pełnić funkcję ostatecznego trofeum wokalisty białostockiego zespołu disco-polowego.

Wybiegłem z zakładu nie płacąc, za to w panice naciągając sobie na łeb kaptur mojej bluzy. W domu, kiedy opanowałem trzęsące się ręce, chwyciłem za nożyczki i maszynkę do golenia mojego taty. Zjechałem się na zero. Kumplom w szkole powiedziałem, że znudziły mi się długie kłaki i że im też radzę je obciąć, bo wyglądają jak ciołki, a nie prawdziwi faceci...
Ginnungagap Odpowiedz

Wsuwkami sobie było grzywkę podpinać :D ale tak na poważnie, to współczuję :(

Halusia Odpowiedz

Czyli nie tylko dziewczynom zamiast końcówek obcinają 40cm długości ;p

Pusia

Czy tylko ja, gdy przychodzę podciąć końcówki, to zawsze wychodzę z włosami przyciętymi o dokładnie taką długość, jaką sobie życzyłam?

Ahmik

Mi zawsze obcinaja tyle i tak jak chce. Może to kwestia tego, że strzygę się sama. I zawsze tak żeby można z tego zrobić min 2-3 fryzury.

ToTylkoJa90

Ahmik Jak to w końcu jest? Obcinają Ci włosy, czy sama to robisz? ;)

Ahmik

Zazwyczaj sama, choć czasem się zdarzy że ktoś mi obetnie. Ale to rzadko i wtedy gdy nie jestem w stanie sama zapanować nad tyłem.

BlachazRdza Odpowiedz

Ale łysy metalowiec to hardcorowy metalowiec :d

NiePatrzNaMnie Odpowiedz

Dlatego właśnie nigdy nie ścianami włosów w takich salonach fryzjerskich.Ale mega ci współczuję bo trzy lata zapuszczania włosów to jednak nie tak mało na jak wygląda.

Credit Odpowiedz

Fajne wyznanie, fajnie napisane.

Bernadetka Odpowiedz

Ah pamiętam te czasy " a Ty nie jesteś Truuuuuuu metaleeem "

Mowiedobrywieczoor Odpowiedz

krótko z przodu, długo z tyłu i wąsy na przedzie...

HidoidesuRaito Odpowiedz

[*]
Ku pamięci cudowi, jakim są długie włosy u osobników płci męskiej

AnonimowyzAnonimowic Odpowiedz

improwizuj, dostosuj się, wygraj

Weimiraa Odpowiedz

Dlatego nie puściłabym chłopaka do fryzjera. Nie ufam im. Jakby mu za mocno skrócili, to bym pobiła, a jakby baardzo mocno skrócili to chyba by nie uszli z życiem... No nie ręczyłabym za siebie. Ogólnie każde obcięte, długie męskie włosy to jeden martwy szczeniaczek ;'(

Zobacz więcej komentarzy (1)
Dodaj anonimowe wyznanie