#F0SVx
Na początku szło świetnie. Później zaczęły się schody, mimo tego, że umiałam na egzamin bardzo dużo, to nie zdałam, na konsultacjach dowiedziałam się, że jest za dużo studentów na roku i padło na mnie. Innym razem dowiedziałam się, że ściągałam, bo to jest niemożliwe, aby ktoś tak dobrze egzamin napisał. Od kolejnego prowadzącego dowiedziałam się, że jestem debilem i nie nadaję się na studia.
Po pewnym czasie chęć do walki i nauki minęła, gdy widziałam, że inne osoby z roku zdają, mimo że nie nauczyły się wcale, a udało im się ściągnąć. Lub zdają ci, którym wszystko tłumaczyłam lub dawałam notatki, a ja mimo usilnych prób po raz piąty poprawiam podstawowe przedmioty.
Straciłam całkowitą chęć do życia i do nauki, nie mam ochoty się już więcej męczyć, ale z drugiej strony jest mi żal tych wszystkich lat i tego, jak niewiele zostało do końca.
Może jest jakiś opiekun roku albo ktoś kto mógłby Cię wspomóc w tej „walce”. Masz prawo poprosić, żeby Twoja pracę sprawdził ktoś inny, jeśli podejrzewasz, że jesteś źle oceniana. Masz racje, że szkoda tych wszystkich lat, poszukaj wsparcia wewnątrz uczelni
Czy pomijając te problemy nadal cię interesuje to czego się uczysz? Jeśli tak, to możesz albo zacisnąć zęby i brnąć dalej albo zmienić uczelnie. Ale jeśli totalnie już nie czujesz zainteresowania tym tematem i ciagniesz tylko dlatego że już duzo za tobą: odpuść. Idź w to co cię najbardziej ciekawi. Lepiej zmarnować 5 lat życia niż całe życie w znienawidzonym zawodzie.
Współczuję, też miałam podobną sytuację w liceum. Babka od fizyki się na mnie uwzięła