W drugiej klasie podstawówki (miało się wtedy chyba 7-8 lat), na lekcji muzyki, pan kazał wszystkim po kolei zaśpiewać ulubioną piosenkę. Kiedy przyszła moja kolej, z uśmiechem na ustach zaśpiewałem to, co słyszałem codziennie na podwórku wśród starszych kolegów – „Cztery razy po dwa razy”. Z każdą zwrotką pan od muzyki stawał się coraz bardziej czerwony, a kiedy skończyłem, wyrzucił mnie z klasy.
Dopiero kilka lat później zrozumiałem dlaczego.
Dodaj anonimowe wyznanie
Pamiętam, że w podstawówce brat mi opowiedział mi kawał:
"Przychodzi baba do lekarza i mówi, że z jak jest z mężem nic nie czuje. Lekarz na to:
- Proszę się rozebrać, położyć na łóżku
Po czym wszedł na nią i po chwili pyta:
- I jak, czy czuje pani coś?
- Nie, nic nie czuję.
Sytuacja się powtarza parę razy, czas leci, a baba nic nie czuje, w końcu po godzinie, ledwie żywy lekarz pyta:
- Czy czuje pani coś?
a baba na to:
- Tak, chyba guma się pali"
No i problem, bo nie wiedziałem jaka to może być guma, więc zapytałem. Dowiedziałem się wtedy, że chodzi o gumę w szpitalnym łóżku.....
Szkoda, że nie "Chryzantemy złociste" to byłby dopiero hicior.
I nic nikomu nie powiedzial że ma zboczoną dziewczynke w klasie a ty nie spytałaś mamy o co tu chodzi?
"zaśpiewałem", "słyszałem", "skończyłem", "zrozumiałem" - z tą dziewczyną mogłoby być ciężko
Kiedyś jak ktoś stał w kącie albo został wyrzucony z klasy za przeszkadzanie to bał się powiedzieć w domu, bo byłby wpierdal. A dziś to leci na skargę, mamusia i tatuś zawsze bronią swojego gównioka a ten rośnie w poczuciu, że może wszystko i nie poniesie konsekwencji. Chore czasy, to co nienormalne stało się uprzywilejowane a ludzie chwalą się tym, czego powinni się wstydzić. Idzie koniec. Wolności już nie ma, to będzie mniej do stracenia.
pierwsze słyszę