#sRh4a

Z L. byłam 5 i pół roku. Związaliśmy się niedługo po mojej maturze. Pierwszy poważny związek, pierwsze kroki w dorosłym życiu. Przeprowadził się za mną do innego miasta. Szybko zamieszkaliśmy razem. 

Był specyficzny, miał problematyczną historię rodzinną, nie potrafił rozmawiać. Po kilku latach mówił, że go nauczyłam emocji. W poprzednich relacjach podczas kłótni uciekał, wychodził z domu. Przy mnie tego nie robił. Wychodziłam z założenia, że komunikacja to podstawa i rozmową da się wyjść z każdej trudnej sytuacji. 

Po pięciu latach z hakiem coś się zaczęło sypać. Ustaliliśmy, że zmienimy różne elementy "by żyło się lepiej". Ja się wzięłam za siebie, on też. Któregoś dnia usiadł ze mną i powiedział: "Uważam, że powinniśmy zamieszkać oddzielnie". Potraktowałam to jako komunikat o rozstaniu. I gdybym dostała potwierdzenie, że on też to tak traktuje, to byłoby ok. Pocierpiałabym chwilę i się otrząsnęła. Tak, jak mówiłam, nie był to najbardziej kolorowy nasz okres.

Niestety. Zaczął mi tłumaczyć wtedy, że to nie tak. Że uważa, że gdy zamieszkamy oddzielnie, zaczniemy się na nowo starać, chodzić na randki. Wiem, że to głupie, ale uwierzyłam. Niedługo potem znalazłam pokój, spakowałam się, przeniosłam. On nie pomógł, bo pracował. Został jeszcze jakiś czas w dawnym mieszkaniu. 

Na przestrzeni następnych dni rzucałam żartobliwe pytania, typu "Czy zamieszkamy kiedyś jeszcze razem", na co odpowiadał z wyrzutem, że oczywiście, tylko już w innym charakterze (małżeństwo). Spotkaliśmy się dzień po mojej przeprowadzce, powiedział, że za mną tęskni, że beze mnie jest strasznie pusto. Mi też było ciężko, ale tak mnie utwierdzał w przekonaniu, że to dla naszego dobra, tak przekonywał, że mnie kocha, że na przestrzeni tych ostatnich kilku tygodni wznosiłam się i kochałam jeszcze bardziej. 

Pamiętam to dokładnie: Był czwartek. Jak gdyby nigdy nic, trzymaliśmy się za ręce. Gdy się rozstawaliśmy powiedział patrząc mi głęboko w oczy, że mnie kocha. Następnego dnia wyłączył telefon. Myślałam, że coś się stało, w mieszkaniu go nie było. 

Chodziłam praktycznie po ścianach, ryczałam. W sobotę włączył telefon. Poprosił o spotkanie. Powiedział, że wczoraj był super dzień, że pojechał na jakiś survival i jeździł jeepem(!). I że uważa, że powinniśmy się rozstać, bo on "chce żyć". Umarłam. 
Przez następny rok nie mogłam się otrząsnąć. 

Dowiedziałam się potem, że zazębiłam się z jakąś laską. Był z nią już kilka miesięcy wcześniej. Jej powiedział, że nam się nie układa. Mnie utwierdzał w przekonaniu, że będziemy razem już zawsze.

Teraz jestem w kilkuletnim, szczęśliwym związku. L dla mnie umarł w tamtą sobotę. Zdradą gardzę i żadnej nie zrozumiem.

To, co dalej robił - mieliśmy jeszcze 2 spotkania + podrzucenie mi pod drzwi reszty rzeczy, to inna historia.
milA00 Odpowiedz

Gdyby mi osoba, która kocham powiedziała nagle, że powinniśmy zamieszkać osobno to zapaliłaby mi się czerwona lampka. Wiadomo, że w związku są zloty i upadki, ale trzeba to jakoś przetrwać lub się rozstac, gdy mi o staran nie wychodzi. Gdy się wyprowadzilas to pewnie bzykał sobie na boku, a do Ciebie przychodził na poprawkę.

milA00

* mimo

zxzxzx

*wzloty

Rest2

@milA00 nie zmienia to faktu, że taki człowiek to śmieć i tyle. Nie obwiniam autorki, współczuję że na kogoś takiego trafiła

milA00

Zxzxzx, faktycznie. Dzięki za korektę ;)

Selim

Ja za to z moim lubym mimo że znamy się od dzieciństwa zamieszkałam za wcześnie. Po roku mieszkania razem zaczęło się mocno sypać. Postanowiliśmy że zamieszkamy osobno. On u swoich rodziców, a ja wynajmę pokój. Mimo że mieszkamy zaledwie 5min drogi pieszo od siebie nasz związek zaczął się na nowo. Wszystko zmieniło się na lepsze. Nagle skończyły się kłótnie. On stał się bardziej romantyczny i zdecydowanie bardziej cieszymy się ze spędzanych wspólnie chwil, a gdy chcemy samotności to każdy ma gdzie odpocząć od drugiej połówki. Nikt nikogo nie zdradza, a związek kwitnie.

Wyprowadzka to nie zawsze zły pomysł i przygotowanie na rozstanie.

daiito

I na prawdę uważacie, że to jest w porządku? Skoro nie potrafiliście się wtedy dogadać pod jednym dachem to nie sądzę, aby za drugim razem coś się zmieniło. Kiedy jest opcja od siebie odpocząć/coś ukryć to jasne, że związek będzie się miał lepiej. Sztuką jest żyć ze sobą, pomimo trudności. A takie sytuacje głównie wychodzą jak się już ze sobą zamieszka. Być może kiedy będziecie chcieli mieć rodzinę, dzieci i co zrobicie, jak się przestaniecie dogadywać w jednym domu? jedno się wyprowadzi?

Selim

Daiito
Może za mało informacji zawarłam w komentarzu. Zamieszkaliśmy razem, fakt, ale u jego rodziców. Otóż matka mojego lubego to zło wcielone. Potrafi mocno uprzykrzyć życie przez co, gdy ona była w domu (a prawie zawsze była) to ja starałam się ją omijać szerokim łukiem i nie wychodziłam z "naszego" pokoju bez konieczności. Mój chłopak jest raczej typem samotnika więc też nie szwędał się nigdzie, jeśli nie w pracy to był w domu, a gdzie indziej w domu jak nie w "naszym pokoju"? Więc tak siedzieliśmy tam we dwoje całymi dniami (oczywiście niejednokrotnie coś gotowałam albo chodziliśmy do kina czy na spacer). Już od swojej obecności dostawaliśmy szału. Nie mieliśmy gdzie od siebie odpocząć. Gdybyśmy mieli jakieś malutkie mieszkanko żeby każdy miał swój kąt to nie byłoby takiego problemu. Poza tym gdy jedno już wkroczyło w dorosłość a drugie dopiero to robi (wcześniej przez lata trzymane przez rodziców pod kloszem) to może być to irytujące dla tej bardziej doświadczonej, radzącej sobie w życiu osoby.

Nvm Odpowiedz

Powinna sobie to wziąć do serca autorka niedawnego wyznania, która mówiła, że nie kocha swojego chłopaka ale jest z nim dalej, bo bez niej finansowo sobie chłopak nie poradzi. Szybkie zerwanie plastra jest lepsze niż zwodzenie drugiej osoby.

bazienka Odpowiedz

takie mamienie jest jak ghosting- zamiast przyjac rozstanie oplakac je i zyc dalej, siedzisz i miotasz sie, zastanawiasz, co sie stalo wlasciwie? w jakim momencie zycia jestem? jestesmy razem czy nie?
to jest zwyczajnie okrutne
jakby mi facet powiedzial, z emam sie wyprowadzic to byloby definitywne rozstanie, bo potem co jak mu sie w malzenstwie znudze to tez bede sie co kilka lat wyprowadzac?
a tamta laske uswiadomilabym, z kim sie wiaze

ProstowOczy Odpowiedz

Niestety często tak jest, ktoś nie puszcza jednej gałęzi, dopóki dobrze nie złapie drugiej... niestety kompletnie nie licząc się z uczuciami tych osób...

Heppy Odpowiedz

Dlatego ja nigdy nie rozumiałam osób, które w wieku 18 lat bawiły się w mieszkanie i „rodzine”. Nie usprawiedliwiam zdrady, ale w tym wieku lepiej pomieszkać samemu, zobaczyć jak to jest.

Heppy

Jeśli serio kogoś tak kochasz, że chcesz z nim być na zawsze to teoretycznie namieszkasz się z nim jakieś 40-50 lat (jak dożyjesz) wiec nie wiem gdzie się tak spieszycie.

anakonda257 Odpowiedz

To nie facet, to jakas karykatura faceta. Niezle cie oklamywal z ta miloscia.

Ikazc Odpowiedz

Na pocieszenie dodam, że mogłaś być dla niego za dobra. Poważnie, czasem różne doświadczenia sprawiają, że z kimś dobrym nie da się być jeśli jest się innym. Pewnie, że Cię zranił, masz prawo być zła i szczerze współczuję ale jego też rozumiem. Jako osoba dysfunkcyjna nie radzę sobie w miłych, dobrych związkach. Dusi mnie ta cała ciągła rozmowa o problemach, cos jak wieczna terapia a ja wolę w kłótni walnąć talerzem o ścianę zamiast np. wypisywać argumenty za tym czy tamtym wyborem. Zdrada to zdrada chociaż na jego sposób pewnie chciał Ci umniejszyć cierpień związanych z zwerwaniem.

Ikazc

Lindab i tego się trzymam ale nie powiem co jakiś czas serduszko zakłuje z samotności. Często też spotykam się z podejściem facetów "daj spokój sa gorsze, miałem taka co -wstaw dowolne" i ogarnia mnie zdumienie bo ludzie są samolubni w tym temacie( typu mam probemy i niech się facet użera), nie chcą być sami i wiążą się z byle kim (znam osobę w związku 3letnim bo głupio samej mieszkać!). Z jednej strony wypadałoby znormalizować się do jakiegoś poziomu a z drugiej życie mi się skończy :/

Ikazc

Tak mnie minusujecie a zastanowcie się z kim jesteście w związku, z kimś kompletnie różnym? Nie mówię, że patola z patola ma się wiązać, niemniej doświadczenia zbliżają i już, a jak ma się za dużo odmiennych to robi się zgrzyt wg. mnie.

Ikazc

Lindab dziękuję. I jestem dysfunkcyjna nie toksyczna, nie krzywdzę partnera po prostu pewien stopień zażyłości jest nie do osiągnięcia. Mężczyźni niestety mają uczucia i choćby najedzony i zaspokojony to potrzebuje tego mitycznego kochania(ja tego nie ogarniam).
Terapia daje fajne efekty, uczy mechanizmów reakcji czyli potocznie udawania i tyle mogę udawać do końca życia.

Sara1234567 Odpowiedz

Idzie wiosna, kretynki wyskakują spod śniegu jak psie gówna...

CannabisWhisky

I kto to mówi...

Dodaj anonimowe wyznanie