#rzRIU
Po pewnym czasie dostaliśmy telefon od kumpla, że jednak się do mnie wybiera i jest już blisko, ale nie wie gdzie dokładnie mieszkam. Uznaliśmy, że wyjdziemy przed dom, wyprowadzając przy okazji psy na spacer. Gdy dotarł do nas dałem klucze koledze, aby wpuścił jednego psa do środka, podczas gdy sam wołałem drugiego. Nagle kolega od kluczy zawołał: „Wojtek, nie! Łap te drzwi!”. Szybko dotarło do mnie, co się właśnie stało – kolega, który właśnie przyszedł, nie miał pojęcia o mechanice tych drzwi. Pytam się kumpla od kluczy, czy ma je ze sobą – zostawił w środku.
Zostaliśmy zamknięci w nocy na dworze z jednym psem w domu, a drugim na zewnątrz i najbliższymi kluczami 500km od nas. Byłem totalnie wkurzony. Szybo jednak ochłonąłem i zrobiliśmy obchód dookoła domu, czy przypadkiem nie jest otwarte jakieś okno. Na dole w salonie były tylko uchylone, więc trzeba by jakiś wichajster zmontować, aby je otworzyć, a po ciemku to odpada. Jedyną opcją, aby dostać się do domu, było otwarte okno u mnie w pokoju na górze, które otworzył wcześniej kolega.
Wtedy uświadomiłem sobie, że jeszcze jeden zestaw kluczy powinien być u dziadka. Dzwonię – ma. Musieliśmy zdecydować, czy idziemy 3 km na pieszo do dziadka, czy wchodzimy przez okno. Odpowiedź mogła być tylko jedna – wchodzimy przez okno.
Niewiele myśląc wzięliśmy kosz na śmieci i postawiliśmy go na tarasie, wchodzę ale za nisko. Na kosz wszedł kolega i usadowił się na nim na 4 kończynach. Ja wszedłem na niego i tak udało mi się wejść na dach. Dach śliski, że o ja pier**le. Chwilę posiedziałem i stwierdziłem, że pora ruszać. Z dołu dało się słyszeć okrzyki: „O k**wa! Spiderman!". Szybkim krokiem udałem się na drugą stronę dachu, łapiąc się czegoś, co zasłania szparę między dachówkami, w miejscu gdzie dach „zakręca”. Dalej droga prowadziła przez panel słoneczny. Mając się czego trzymać z łatwością przedostałem się do okna. Podniosłem je wyżej i wsunąłem się nogami do pokoju, siedząc jeszcze na dachu. Wszedłem do pokoju, zszedłem na dół i otworzyłem im drzwi.
Ujrzałem kumpli płaczących ze śmiechu. Dotarło do mnie, że padłem ofiarą trollingu – kolega wcale nie zostawił kluczy w środku, miał je cały czas przy sobie. Zadzwoniłem jeszcze do dziadka, że już jesteśmy w domu, że kolega miał klucze przy sobie i wcale nie musieliśmy wchodzić przez okno. W ten oto sposób włamałem się do własnego domu.
Kurs parkour ukończono na 100%
Żarty żartami, ale chyba wszystko ma swoje granice. Koledzy mogli powiedzieć Ci prawdę, gdy już chciałeś wchodzić na dach. To mogło skończyć się wypadkiem...
Nie wspomnę o drugiej opcji, 3 km to nie tak dużo :))
E tam, zaraz widzisz wszystko czarno widzisz ;) A co do drugiej opcji, to musieliby się oddalić 3 km od piwa, a piwa się nie zostawia bez opieki :D
Ech, pierwsze "widzisz" sobie wytnijcie :P
Taka już jestem, chyba zbyt rozsądna i przezorna. Po prostu nie mogę znieść cierpienia innych, dlatego, zawsze robię wszystko by temu zapobiec.
Ale pożartować też lubię, a nawet bardzo :))
Mam to samo ;) Tylko, że ja jestem uodporniony na cierpienia osób, które same się proszą o jakieś kontuzje czy cokolwiek. A tak jest w tym wypadku. Ja na ich miejscu bym poszedł do tego dziadka ;)
Sorry, ale 3 km w jedną i w drugą to może godzinka drogi. Ja jednak wolałabym nie ryzykować złamania kręgosłupa tylko zrobić sobie spacerek.
Bo jesteś mięczak ja też bym oknem wlazil
Po pierwsze jestem kobietą, po drugie mając lepszą opcję do wyboru wolę nie zostać kandydatką na nagrodę Darwina.
Widząc taki nick nie dziwię się, że wolał nie zostawiać domu bez opieki ;)
Specjalnie te okno zostawił otwarte,cwaniaczek
też kiedyś włamałam sie do domu przez okno, bo z mamą nie mieliśmy kluczy, a tata u znajomych XD
Teraz już wiesz, jakie są słabe punkty tego domu :)
chyba moje ulubione wyznanie :D
To było trochę lekkomyślne ze strony kolegów, wysyłać cię na dach. W końcu mogłeś skręcić kark.
Wiesz, tak mi się wydaje, że o wysyłaniu go na dach nic nie było w tekście :) wszedł dobrowolnie :*
3km to niedużo ;)
No nieźle!