#rprdM
Zarezerwowałem zatem stolik w romantycznej, małej restauracji i zamówiłem bukiet z dostawą do domu, a na załączonym bileciku zleciłem aby wydrukowali “Od... ?”. Bo ja przecież nie obchodzę Walentynek. Nie był to trafiony pomysł.
Gdy przyszedł 14 lutego i kurier przyniósł kwiaty spytałem ją dla żartu “Jak myślisz kto taki mógł je przysłać?”. Odpowiedź zupełnie mnie zaskoczyła “Pewnie Marcin z pracy.”. EEE? Kto to kurde jest Marcin z pracy?
Jak pomyślałem tak powiedziałem: “Nie, są ode mnie! Kto to do cholery jest Marcin z pracy?”. Moja dziewczyna wyjaśniła, że Marcin z pracy od kilku miesięcy usilnie próbuje ją poderwać i ostatnio pytał jakie są jej ulubione kwiaty (tulipany - takie też kupiłem). Resztę dnia spędziliśmy na omawianiu Marcina z pracy i jego zalotów. Kolacja w restauracji upłynęła w niezręcznej atmosferze, a po powrocie do domu znaleźliśmy kartkę walentynkową w skrzynce na listy. Nie było napisane od kogo…
Moja rada lepiej podpisujcie walentynkowe liściki albo ona pomyśli, że to Marcin z pracy.
Nie rozumiem czemu omawialiście Marcina z pracy zamiast zająć się sobą. Raczej Twoja kobieta nie ma wpływu na to, że spodobała się jakiemuś desperatowi.
Jakim trzeba być desperatem żeby drążyć cały dzień temat faceta, któremu się kobieta spodobała.
Z drugiej strony jeśli dziewczyna dała Marcinowi z pracy swój adres to mówi bardzo dużo o stanie tego związku.
Pytanie czy dała, czy sam się dowiedział. Równie dobrze mogła robić domówkę z pracownikami i jego też zaprosić, albo ją odwoził, albo śledził. Opcji jest dużo.
Ja tam akurat nie u Marcina widzę desperację.
Naginanie swoich zasad bo ktoś ma jobla na punkcie jednego z najbardziej komercyjnych świat nie wygląda najlepiej. Ukłon w jej stronę: kwiatek/spacer/film i winko na kanapie? Jak najbardziej. Poczta kwiatowa i kolacja? Trochę dużo.
Słusznie się o niego martwił. Marcin albo zdobył adres w szemrany sposób, albo już tam był. Niekoniecznie na domówce.
Piszesz, że jesteś miłym gościem. Co jest miłego w olewaniu potrzeby swojej dziewczyny żeby jakoś uczcić Walentynki? Nie trzeba nawet kasy wydawać na komercyjne rzeczy. Można zrobić ulubioną herbatę i pójść na miły spacer, kupić ulubioną czekoladę, pomasować bolące stopy po całym dniu, ugotować obiad i zjeść go przy zapalonych świeczkach. Naprawdę sposobów by pokazać, że także i w tym dniu myślimy o tej osobie jest wiele.
Tak samo co jest miłego w wysyłaniu anonimowych bukietów i spędzeniu całego dnia na przeprowadzaniu śledztwa komu podoba się Twoja dziewczyna. Brzmi koszmarnie. Trzeba było podejść normalnie i się podpisać żeby Twojej dziewczynie było miło.
Ale on nie olał potrzeb swojej dziewczyny. Przecież wysłał jej ulubione kwiaty.
coztegoze2 Jak interpretujesz wyznanie, które komentujesz?
Moim zdaniem jednoznacznie wynika z niego, że autor, mimo że nie ma wewnętrznej potrzeby świętowania Walentynek, zamówił dla dziewczyny kwiaty i zabrał ją do restauracji - z pewnością nie było to ignorowanie potrzeb kobiety w kwestii świętowania tego dnia.
Swoją drogą rzeczywiście szkoda, że nie potrafili tego dnia rozmawiać o niczym innym niż Marcin, ale ludziom zdarza się być nieidealnymi i przejmować się głupotami.
Okeeej, więc dziewczyna chciała uczcić ten dzień, a ty (wbrew swoim przekonaniom, po to, żeby zrobić jej przyjemność) robisz jej prezent itp. Bardzo miły gest. Ale co dostałeś od niej? Rozumiem, że skoro chciała świętować, to przecież musiała również dać coś od siebie? Czy może jej świętowanie kończy się na przyjmowaniu prezentów heh
No to fajny macie związek, jak dowiedziałeś się o aktywnym adoratorze swojej kobiety pół roku po fakcie i to przypadkiem. Uważaj na partnerkę i pomedytuj nad angielskim powiedzeniem "nice guys finish last"