Pewnego razu w niedzielę handlową wybrałam się na szybkie zakupki. Jak się domyślić można kolejki do kasy były olbrzymie, a ludzie mieli zakupów na pół taśmy. Kiedy zajęłam miejsce i dzielnie czekałam na swoją kolej do skasowania, usłyszałam taki dialog starszego małżeństwa (mężczyzna ogólnie cały czas marudził):
- Ja nie wiem ileż można czekać! Jakie łosie robią zakupy w niedzielę o tej godzinie!
- No my.
I tak kolejne 10 minut nie usłyszałam już ani słówka z ust dziadziusia. :) Chyba go zatkało.
Dodaj anonimowe wyznanie
Mój ojciec też zawsze to samo. :) Albo "Czemu zawsze o tej godzinie tu jest tylu ludzi?!" A czemu on tu jest, to już się nie zastanowi. :)
Ja się zastanawiam czemu jak chodzę na zakupy jest tylu ludzi. Zwłaszcza, że chodzę do sklepu w środku tygodnia około 12 kiedy powinny być pustki, a tymczasem kolejki są na pół sklepu. Za dużo ludzie mają wolnego czasu.
a Ty skąd masz ten czas niby? Też za dużo? ;)
Nie, przerwę na uczelni pomiędzy wykładami
Może reszta też ma przerwę między wykładami albo w pracy? ;)
To chyba też wolny czas.
Albo po prostu taka godzina, że ludzie wychodzą do tej pracy, a wcześniej idą na szybkie zakupy?
U mnie biedronka koło szkoły jest zawsze pełna w godzinach: przed ósmą, w godzinie długiej przerwy i w godzinach zakończenia lekcji. No ciekawe dlaczego ludzie akurat wtedy tam przychodzą...
W biedronce potrafi być pusto ;) jak są ogromne zaspy o godzinie 19 w zimie. Albo przed zamknięciem.
Fascynujące.
Cóż za wspaniała historia...
Takie prawdziwe wyzwanie.
A kasjer wstał i zaczął klaskać.
Tak, bo emerytom zawsze najbardziej się spieszy. Kij, że z reguły mają najwięcej czasu. Księciunio dziadunio będzie się darł w sklepie "no ile można czekać?!" i będzie żądał otworzenia kolejnej kasy specjalnie dla niego. Jak nie chce kolejek, to niech sobie idzie na zakupy w sobotę o 7 rano, ja tak robię, dzięki czemu unikam tłumów.