Mam pewien problem, z którym zmagam się już jakiś czas. Mam 29 lat i jestem od 6 lat w związku, do niedawna wydawało się całkiem szczęśliwym. Jednak od jakiegoś czasu wszystko się między nami psuje i szczerze mówiąc wiem, że w końcu się rozstaniemy. Chyba przestaliśmy się rozumieć. Rzecz w tym, że boję się tego rozstania, ale nie ze względu na sam fakt zakończenia długiego związku, tylko przez strach przed samotnością. Mam tylko jedną przyjaciółkę, która mieszka w innym mieście, jest kochana, ale nie ma jej na miejscu. Mam też dwójkę znajomych, ale urodziło im się dziecko, więc nie mają czasu nawet się spotkać. Boję się, że nie będę miała z kim na co dzień porozmawiać, że będę skazana na samotność, nie wiem nawet jak mogłabym nawiązać jakieś znajomości. Nie mówię od razu o przyjaźni, ale chociaż o kimś, z kim mogłabym pójść na kawę czy wypić lampkę wina w domu. Sprawy nie ułatwia fakt, że jestem nieśmiała i nie umiem zagadać do obcych ludzi w taki sposób, żeby nie było to żenujące.
W dodatku mam ADHD, które też ze swojej natury utrudnia utrzymanie kontaktów, nie do końca wiem jak odnaleźć się w relacjach z ludźmi.
Czy wy też mieliście kiedyś takie problemy? Jeśli tak, to jak sobie z nimi poradziliście?
Tkwię w coraz bardziej toksycznej relacji, ale ciągnę ją, bo boję się, że zostanę całkiem sama...
Dodaj anonimowe wyznanie
Naucz się żyć sama że sobą. Jeśli będziesz się dobrze czuć sama to bez problemu znajomości same przyjdą. Jeśli natomiast będziesz desperacko szukać to nie znajdziesz
To jest podstawa!
Większość ludzi tkwi w nieszczęśliwych związkach właśnie ze strachu przed samotnością. A bycie samemu wcale nie jest takie straszne jak się wydaje. Poza tym może cię to popchnąć do poznania nowych ludzi, więc odwagi.
Zastanów się może dlaczego związek się rozpada, co jest toksycznego w tym związku i czy Wy chcecie coś z tym zrobić, czy pozwolić mu się rozpaść. Musicie o tym rozmawiać. Jeśli przez 6 lat było Wam dobrze, to może można to uratować.
Jeśli jednak nie, spróbuj jakiś aktywności związanych z jakimś swoim hobby, może przy okazji kogoś spotkasz.
W rozstaniu boisz się samotności, bo najprawdopodobniej w waszej relacji ostatnio zabrakło poczucia bliskości i jedności. To dlatego mogą pojawiać się myśli o rozstaniu i właśnie strach przed samotnością. Nie jestem psychologiem, nie udzielę Ci fachowej rady. Za to polecę Ci udać się do psychoterapeuty - może być dla par nawet jak pójdziesz sama, to będziesz mogła z nim rozmawiać o związku.
Sama byłam w związku, w którym wszystko po 5latch zaczęło się psuć, bałam się samotności, w końcu pogodziłam, rozstaliśmy się (jednak mieszkaliśmy razem, bo inne zobowiązania finansowe). Pół roku takiego życia, on zaczął to wszystko naprawiać, starać się. Dzisiaj już wiem, że udał się wtedy do psychoterapeuty pogadać, zrozumieć, gdzie się poróżniliśmy i przestaliśmy dbać o wspólną relację. I jesteśmy ze sobą już ponad 2 lata, zaczęliśmy świadomie dbać o związek.
Gdybyś jednak się rozstała to wiedz, że będziesz mieć więcej czasu, że znajdziesz nowych znajomych, ja znalazłam w knajpie gdzie zamawiałam jedzenie czasem, zaczęłam częściej się do nich odzywać i w końcu zostawałam po ich pracy na piwko, z czasem imprezy, wyjścia w dni wolne, dzisiaj przyjeżdżamy do siebie na pogaduchy i kawę.
Trzeba umieć być samemu ze sobą, ale to durna porada, bo to nie jest coś czego się nauczysz z dnia na dzień. Nie wiem w jakim mieście mieszkasz, ale w tych wiekszych jest od groma grup intergracyjnych lub związanych z zainteresowaniami na fejsie, żeby nie znaleźć znajomych to trzeba naprawdę nie chcieć.
Nie durna a jedyna dobra. Niektórych rzeczy nie da się przeskoczyć, trzeba przećwiczyć od zera. Co nie zmienia faktu, że powinno się to połączyć z "treningiem" relacji międzyludzkich, np tak jak tu napisałeś
Jedyna osoba z którą będziesz całe życie, to ty sam. Brak umiejętności funkcjonowania samemu ze sobą jest ok? XD z tego problemu wynika szereg kolejnych, również z innymi ludźmi. Jak nie umiesz budować tej jednej najważniejszej relacji, w której w dodatku masz pole do eksperymentów, jesteś jedynym sędzią w swojej sprawie i nieskończone morze decyzji, jak niby miałbyś zbudować zdrowe relacje z innymi osobami, nad którymi nie masz kontroli? A no właśnie będąc toksycznym, próbując w nieskończoność tę kontrolę mieć lub oddając kontrolę nad sobą (dokarmianie zaszytej powrotnej potrzeby opieki rodzica, oddania odpowiedzialności za siebie - zwykle wynika z niezaspokojonych potrzeb tego typu w dzieciństwie). Z tego po prostu nie będzie nic dobrego. Na zewnątrz i w innych ludziach nigdy nie znajdziesz lekarstwa na samotność. Wiem, że większość ludzi próbuje i siebie oszukuje jak autorka dotychczas. Ale to tak nie działa. Nikt nie rozwiąże naszych problemów emocjonalnych, nikt nie naklei plasterka i nie da buziaka w czółko naprawiając cały nasz wewnętrzny świat. Jesteśmy dorośli. Może trzeba przeżyć żałobę za straconym dzieciństwem, może trzeba naprawić szkodliwe wzorce i przekonania zanim się tę odpowiedzialność weźmie, u każdego pewnie inaczej. Od tego jest terapia.
Każdy dłuższy związek ma w pewnym momencie trudności. Teraz wydaje Ci się, że są one nie do przeskoczenia, a gdybyś spojrzała na was z innej perspektywy? Przypomnij sobie dlaczego się z nim związałaś? Dlaczego go pokochałaś? Problemy w związkach należy przepracować. Chociaż z drugiej strony trend w społeczeństwie jest taki, że po co naprawiać skoro można trzasnąć drzwiami i iść w swoją stronę.
Ale Ty już jesteś sama. To że ktoś jest obok, ale nie masz z nim porozumienia i nie możesz być sobą, szczera, nie sprawia że nagle nie jesteś samotna.
Wpędzisz siebie i jego w lata. Jeśli wiesz na 100% że nie, to nie orzeciagaj tego. Im wcześniej, tym lepiej.
Idź się leczyć, pedomir.
@komentarz Dragomira
Jak najbardziej tak
@Umbriel
Czasami potrafiliście pisać na prawdę mądre i wnikliwe komentarze. Uważałem, że wybijacie się intelektualnie ponad poziom grupy. Niestety do obu straciłem już szacunek. Idźcie leczyć kompleksy gdzie indziej
Pantarei, szanuję za koment, ale pragnę zauważyć, że to nie ja szukam każdego komentarza pedomira i pod, dosłownie, każdym pieprzę kocopoły o cuckoldzie. Mimo pierdyliarda wyjaśnień. No i to nie ja usprawiedliwiam molestowanie dzieci i nie ja snuję fantazje o ich seksualności. Aaaa...no i nie mam pierdyliarda altów. Tak, że prosiłbym, mimo wszystko, o rozróżnienie.
Olać i nie pedomirzyc jeśli tak jest w istocie. Kiedyś się znudzi. Ktoś musi pierwszy byc dorosłym. Komentować o seksualności dzieci niestety(stety?)nie pamiętam, więc nie mogę się do nich odnieść. Za to pamiętam pedomiry i cuckoldy powtarzane z uporem maniaka
Z tym, że Umbriel odpowiada Dragomirowi, a Dragomir o cuckoldzie i Umbrielu pierdoli pod każdym wyznaniem czy komentarzem, w których nawet tematu seksu nie ma.
Dosłownie masz wyznanie o kupie i w komentarzach Dragomir "Umbriel! Cuckold!"
Masz rację z tym że któryś z nich powinien odpuścić, ale nie ukrywajmy, że ktoś tu jednak ma niezdrową obsesję i powinno się to leczyć :)
bez ślubu?
Lumpiara