#rfSNz
Wiele razy próbowałam się odchudzać na własną rękę - diety, ćwiczenia itp., ale zawsze brakowało mi motywacji, by to ciągnąć. Ani razu nie zdarzyło mi się usprawiedliwić swojej wagi niedoczynnością tarczycy, ale gdy po rozpoczęciu leczenia nieco schudłam - mówiłam znajomym, że to może być przyczyna.
W końcu wybrałam się do dietetyka, który okazał się być najbardziej rzeczową osobą, jaką poznałam. Przedstawił mi trzy typy ciała: ektomorfik (szybki metabolizm, trudności w przybraniu masy), mezomorfik (typ idealny, nie ma większych trudności z przypakowaniem lub utratą wagi) oraz endomorfik (wolniejszy metabolizm, tłuszcz "chętniej" osadzający się w okolicy brzucha, ud i piersi), czyli ja. Poinformował mnie, że w tym wypadku nie da się iść na łatwiznę, że żadne magiczne tabletki mi nie pomogą i jeżeli mi zależy na utracie wagi, to już zawsze będę musiała się starać. Kazał mi wywalić z diety gluten i cukry proste. Zaproponował dietę ketogeniczną z możliwością przerzucenia się na paleo po utracie wagi, oraz wysiłek fizyczny przynajmniej dwa razy w tygodniu. Brzmi banalnie, ale te dwie rzeczy, których musiałam się pozbyć z diety, były składnikiem wszystkich moich ulubionych potraw. Co do ćwiczeń nie miałam problemu.
Po kilku miesiącach wyrzeczeń udało mi się zrzucić 7 kg, choć nadal miałam szerokie biodra, duże piersi i stykające się uda ze względu na typ budowy.
No i OK, niby jestem szczęśliwa, bo ładnie wyglądam, ale cały czas żyję w stresie, bo wiem, że jeśli wyjdę z koleżanką na piwo i burgera, to ona będzie nadal wyglądać świetnie, a ja następnego dnia nie zmieszczę się w spodnie i będę musiała biegać przez tydzień. Tak jak powiedział dietetyk - już zawsze muszę się starać. Jeśli raz odpuszczę, to szybko wrócę do starej wagi.
I widzę, jak moja najlepsza przyjaciółka objada się pączkami i pizzą co drugi dzień, a potem wrzuca na insta zdjęcia swojego idealnego ciała, ale trudno. Ona sobie może na to pozwolić, bo jest ektomorfikiem. I wiem o tym.
Ale potem czytam komentarze na fb wszechwiedzących mężczyzn, twierdzących, że geny nie mają wpływu na wagę, że wystarczy mniej żreć i trochę ćwiczyć. Ale szczerze? Żeby wyglądać jak ta koleżanka, musiałabym się głodzić i spędzać pół dnia na siłowni. Żeby być naprawdę szczupła jak ona, musiałabym chyba połknąć tasiemca.
Więc jeżeli nigdy nie mieliście problemów ze zrzuceniem czy przybraniem wagi, to gratuluję typu ciała, nie dla każdego to takie łatwe. Pamiętajcie o tym na przyszłość.
Po 10 latach wejdzie Ci to w nawyk. Zawsze możesz zrobić zdrowsze wersje swoich ulubionych potraw. Zdrowy fast-food istnieje, tylko najlepiej zrobić go samemu.
Jest nawet taki gościu na insta!!
Katexx poproszę nazwę.
@HwrbatkaMalinowa
Bardzo polecam, domaszzzzz
O tak, polecam domaszzzzz i jego e-booka "Fit fast food" i "Fit desery w 10 minut". Ma jeszcze inne, ale ja akurat korzystam z tych i niektóre potrawy z jego przepisów są naprawdę tak samo smaczne jak ich tradycyjne odpowiedniki.
Dziękuję :)
To już trochę podchodzi pod zaburzenia, wybacz. Sama mam ogromny problem z utrzymaniem wagi, na fastfoodach tyję jak najęta. Jak chcę ładnie wyglądać to w miare czysta micha i regularne ćwiczenia są obowiązkowe. W ogóle nie wiem co to za motyw z glutenem. Mój endokrynolog twierdzi, że nawet przy chorobach tarczycy całkowita jego eliminacja to czysta głupota. Owszem ograniczać trzeba, ale bez paranoi. No i co to za pomysł z cheat dayem, to już cheat meal wliczony w bilans albo ciut ponad nie wystarczy? Jakoś nie chce mi się wierzyć, że od pizzy czy 1 burgera nagle można utyć. Trzeba brać poprawkę na to, że po nadprogramowym zastrzyku weglowodanów organizm nabierze wody i można spuchnąć. I nie, nie znaczy to, że musisz biegac przez tydzień, żeby to zrzucić. SAMO ZEJDZIE. TO WODA a nie tłuszcz. Polecam więcej dystansu i zgłębienia nieco wiedzy o swoim ciele i jego działaniu, bo to może przerodzić się w chorobę.
Wydęty brzuch masz, bo masz slabe mięśnie brzucha :) W ogóle kiepski dietetyk. Moim zdaniem dieta nie polega na odrzuceniu tego co się lubi, tylko mniejszej ilosci i czestotliwosci. Dieta nie może być męką.
Wydety brzuch moze miec ze wzgledu na nietolerancje pokarmowe.
Ja moge cwiczyc 3-4 razy w tygodniu a i tak bede miala wydety brzuch jak zjem cos z glutenem albo laktoza. Jem, bo lubie i czasem ciezko mi odpuscic. Czasem nie jem tygodniami i brzuch jest plaski. A dietetyk jakis nadgorliwy. Dieta nie powinna byc tylko wyrzeczeniem i katorga oraz powodowac stres. Powinna wprowadzac zdrowe nawyki, uwzgledniac ulubione potrawy w zmienionej formie. Plus zrzucenie 7kg w kilka miesiecy przy rygorystycznej diecie i treningach, to tak troche maly wynik jesli byla nadwaga. Jezeli z granic wagi prawidlowej dalej w granicach, to jest to przekuwanie masy w miesien, wiec rozumiem, ale to rozmiar powinien sie zmienic, a nie waga, i autorka powinna byc zadowolona. Ja bym zmienila dietetyka, po co sobie wprowadzac taki stres z jedzenia, ktore powinno byc przyjemnoscia? I tak, mozna jesc zdrowo i smacznie.
Mhm, głodzenie i pół dnia na siłowni na bank dadzą super ciało... Tym pokazujesz właśnie, że bardzo mało wiesz.
Tym pokazała jak mało wie dietetyk, ktory jej tak kazał. Dziewczyna tylko stosowała się do zaleceń.
Świat się chyba bardzo nie zmienił, żaden typ budowy nie zmieni prostej zasady, albo przyjmujesz za dużo kalorii i tyjesz, albo masz deficyt kaloryczny i chudniesz...
Jeżeli jesteś zdrowa to nie ma potrzeby żebyś przechodziła na dietę ketogeniczna, która jest jedną z trudniejszych do utrzymania.
I z tego co słyszałam nie taka zdrowa na dłuższą metę. Organizm do pracy potrzebuje węglowodanów, a gluten nie taki zły jak go malują
Dokładnie, dieta keto bardzo obciąża nerki, a jak masz w dodatku problemy z tarczycą, to raz dwa można się załatwić.
Przede wszystkim który dietetyk poleca dietę pełną tłuszczów nasyconych i ubogą w warzywa? Węglowodany węglowodanom nie równe. Cukier jak i wszystkie inne przetworzone składniki można z powodzeniem wyrzucić, zboża jako składnik o niskiej gęstości odżywczej wyrzucić, ale to warzywa powinny być podstawą diety i w taki sposób została ostatnio zmodyfikowana zalecana przez iżż piramida żywienia. Gdybyśmy się do niej stosowali, to nie mielibyśmy problemów zdrowotnych i otyłości, bo warzywa mają wysoką gęstość odżywczą (krótko mówiąc, żeby uzupełnić niezbędne nam składniki można się nawpierdzielac do syta w granicach założonej kaloryczności). Nadmiar białka jest szkodliwy, a zalecana ilość jego spożycia jest o wiele niższa niż wszystkim się wydaje (weganie przekraczają ją średnio dwukrotnie). Tłuszczy można zjeść bardzo niewiele bo są strasznie kaloryczne a przy tym pozbawione praktycznie witamin i minerałów. Czy ktoś w ogóle sprawdzał pokrycie wartości odżywczych na keto przy diecie >kcal???
Żeby naprawdę dokładnie obliczyć zapotrzebowanie na kalorie, trzebaby wiedzieć w jakim tempie pracuje nasz metabolizm. Jeżeli jest on wolniejszy, tym mniejsze zapotrzebowanie, nie raz może to wyjsć nawet 1000kcal żeby mieć deficyc. Na takiej diecie bedzie sie po prostu głodnym, wiec złote rady „po prostu jedz mniej” można sobie wsadzić w 4 litery ...
Psxh, bo teraz jest pełno pseudodietetykow, którzy wymyślają jakieś niestworzone diety typu, których efekty nie są poparte żadnymi porządnymi i naukowymi badaniami. Potem ludzie przechodzą na keto, bezgluten, beznabial, bezweglowodan, bez wszystko, stosują IF, posty, radykalne detoxy i rujnują se organizm, ale przecież to jest modne!
Nie patrzyłabym na diety pod kątem popularności (ani w jedną ani w drugą stronę). Zdrowy rozsądek nie znajduje się pomiędzy naszą całkowitą wiedzą a obiektywną prawdą, tylko na drodze do poznawania tej prawdy bez żadnych błędów poznawczych (co jest w zasadzie niemożliwe, ale próbować warto). To, że przez X lat jemy w określony sposób wcale nie oznacza że jest to ok, zwłaszcza że zdrowiem jako ogólna populacja nie grzeszymy, tak samo jak i "nowoczesna dieta" jest czymś absolutnie wspaniałym. Ludzie nie są w stanie zaakceptować i zaadaptować obiektywnie racjonalnej diety w szerokiej skali, ponieważ oprócz właściwości odżywczych i względów rynkowych jedzenie to przede wszystkim składnik kultury. Stąd dyskusja w internecie na ten temat nie może być czymś więcej niż ogromnym uproszczeniem, bo umówmy się - ludzie nie są w stanie nawet zrezygnować z cukru i przetworzonego jedzenia, co dopiero przechodzić na dietę funkcjonalną - przecież wujek Stasiek by mnie wyśmiał gdybym kiełbasy na grillu nie zjadł i wódeczki się z nim nie napił. Jestem obserwatorem socjologiczno-kulturowym i przykre to jest, że ludzie którzy chcą zmieniać siebie i świat ku lepszemu najczęściej są wyśmiewani, ponieważ naruszają strukturę grupy i wytrącają ze strefy komfortu ich członków. Dlatego też delikatnie oponuję przeciwko hejtowi na wszystko co nowe.
A może zwyczajnie koleżanka tego burgera czy pizze wlicza w bilans kaloryczny? Poczytaj o PPM i CPM. Nie ma sensu wywalać czegoś na stałe z menu. Ważne by umieć to kontrolować, wtedy możesz jeść wszystko. Np. Jeśli Twoja CPM wynosi 2300kcal to nawet jedząc samą czekolade nie utyjesz jeśli nie przekroczysz kaloryczności. Zmień dietetyka, bo to co on zalecił skończy się katastrofą.
Dodam jeszcze, że kiedyś schudłam 30kg, po ciąży. Licząc same kalorie i nie odmawiając sobie niczego. Teraz mam wage prawidłową w dolnej granicy BMI. Wychodze czasen ze znajomymi na pizze czy mcdonalda. Tyle, że ja licze kalorie i wiem, że jak zjem spory obiad to musze zjeść mniej kaloryczne śniadanie i taką samą kolacje by nie przekroczyć swojego bilansu. Licze, że nie mam koleżanek co z zawiścią gadają o moich "dobrych genach".
Dobra dobra, kaloryczność jest podstawowym kryterium utraty lub nabrania wagi. Problem w tym, że jedząc cokolwiek, możemy nabawić się niedoborów lub rozwalić sobie wydzielanie insuliny, a co za tym idzie doprowadzić do zniszczenia organów wewnętrznych czy destabilizacji hormonalnej. To może później prowadzić do problemów z utrzymaniem wagi przez schorzenia - więc mówienie że wystarczy trzymać bilans kaloryczny jest binarnym mega uproszczeniem. Dietetyka jest cholernie skomplikowaną dziedziną, w miarę nową (!) Więc zanim wszystkie informacje zostaną skorelowane i skatalogowane, a dietę będą normalnie układać medycy, to minie jeszcze naprawdę sporo czasu. Chociaż wszystko wskazuje na to że jest to paląca potrzeba, skoro ludzie umierają na choroby układu krążenia, cukrzycę i nowotwory (90-95% z nich to nie geny a tryb życia i czynniki środowiskowe).
Jak dla mnie sam pomysł keto jako rodzaju diety dla niemałej zdrowej osoby jest trochę chory.... a w dodatku to wywalenie glutenu u osoby bez celiakii... trąci mi to dietetykiem po „kursie onlajn”. Jasne, że każdy schudnie przy gwałtownym odstawieniu węgli, a tym bardziej produktów które lubi. Szczególnie, ze tych które lubie mniej zje tez zdecydowanie mniej. Takie rady jest w stanie dać nawet ktoś, kto jeden wieczór przesiedział na tak teraz popularnych i „mądrych” fit-forach.
I NIE! Nie przytyjesz od jednego burgera i jasne, że Cie wzdęło bo wciągnęłas w bułce gluten i węgle proste od których odzwyczaiłaś organizm. Zejdzie do końca dnia na bank.
I rada: idz do dobrego specjalisty. Takiego którego znajdziesz po dobrym researchu i opiniach. Popytaj. Nawet jak drożej to raz a porządnie. Bo po takiej diecie możesz mieć bardzo bolesne Jojo, jeśli wydarzy się cokolwiek co sprawi, że wrócisz nawet do CZĘŚCI starych nawyków. Wybacz dlużyznę i życzę powodzenia😊
“Dla NORMALNEJ zdrowej osoby miało być!” Wybacz, slownik;)
Naprawdę kiepski dietetyk. Nie rozumiem odrzucenia całkowicie glutenu? Masz stwierdzoną alergię lub celiakię? Idź do takiego po studiach, a nie po weekendowym kursie internetowym. Na obecną chwilę Dietetykiem może nazywać się każdy, nie tylko po ukończeniu szkoły, ten na pewno nie był profesjonalistą.
Wstrząsnelo mną twoje wyznanie.
1. ZMIEŃ DIETETYKA. Nie potrzebujesz diet keto itp. jeśli nie masz takich zaleceń od lekarza. Nie wyklucza się żadnych grup żywnościowych od tak. Węglowodany, białko i tłuszcze są Ci potrzebne. Diety typu keto działają, bo opierają się na deficycie kalorycznym, który można zachować przy normalnym żywieniu bez katowania swojej psychiki. Dieta to coś na cale życie, dla zdrowia a nie na chwilę. Wyobrażasz sobie życie bez spojrzenia na pizzę do końca życia? Twoja koleżanka nie tyje od burgerow, bo ten burger miesci się w jej zasobie kcal. Nie ma cudów. Więc jak będziesz się po prostu zdrowo odżywiać a raz na jakiś czas pozwolisz sobie na batonika, wliczysz go w bilans to nie przytyjesz. Omijając z daleka wszystkie 'zle' produkty niszczysz swoją psychikę, bo 'nie wyjdę że znajomymi, oni na pewno będą jeść pizze'.Jak potrzebujesz częściej czegoś słodkiego/fast fooda to możesz robić fit wersje, jest mnóstwo przepisów w internecie.
2. KAZDY czasem ma wydęty brzuch po np fast foodzie, jak mu się zatrzyma woda. Kobiety też przed okresem i to jest normalne! Nie zawsze będziesz wyglądać idealnie, jesteś tylko człowiekiem. Zaakceptuj to, a nie rób dodatkowych ćwiczeń 'za kare', bo to już podchodzi pod zaburzenia odżywiania.
3. Nie myśl, że tylko ektomorfik ma ciężko schudnąć. Bo proces chudnięcia od KAŻDEGO wymaga cierpliwości, zaangażowania i pracy. Nie tylko Ty masz ciężko. Możesz siedzieć i pluc jadem do innych, albo zmienić nastawienie, dietetyka i walczyć dalej. Twój wybór, powodzenia.
Dodam, że jeśli często Cię wydyma to warto zastanowić się nad zbadaniem czy wszystko z przewodem pokarmowym jest ok. Możesz tez sprawdzic czy nie masz jakichś nietolerancji pokarmowych.
Na nikogo nie pluję jadem. To moja najlepsza przyjaciółka, którą znam od lat i po prostu wiem, że ona pochłania mnóstwo kalorii, a chuda była zawsze. Ona musi się starać, żeby przytyć. A określenie "gluten" jakoś weszło mi w nawyk, nawiązuję do produktów typu makaron, chleb, pierogi, które uwielbiam, ale są kaloryczne. W tej chwili jestem na diecie paleo i jest ona dla mnie dobra, ale wiem, że muszę się starać, żeby nie przytyć.
Z całym szacunkiem, ale jeśli mówisz faktycznie, że nie ma co sobie odmawiać rzeczy, które lubię, to nie wiesz, jak to jest mieć napady głodu, po których jesteś w stanie przyjąć 5000 kcal naraz. Nie wiesz, jak to jest schudnąć 10 kg i w dwa miesiące znowu przytyć, bo nie byłeś w stanie się powstrzymać od rzeczy, które lubisz. Tak, jest sens rezygnowania z nich, bo są niezdrowe.
@Exustio, napady objadania się pojawiają się, kiedy przyjmujesz za mało kalorii. Jesz za mało ---> mózg myśli, że nadeszło jakieś zagrożenie ---> mózg chce jak najszybciej zebrać zapasy na złe czasy ---> przy pierwszej lepszej okazji się obżerasz. Piszę Ci o tym, bo przypominasz mi mnie z początku zaburzeń odżywiania, nawet historia podobna: zły 'djetetyg' i durna dieta eliminująca połowę ważnych składników odżywczych, a potem płacz i strach przed kawałkiem piernika. Zmień dietetyka na takiego po studiach, który proponuje zdrową dietę. Wybierz się też na kilka sesji do psychologa specjalizującego się w zaburzeniach odżywiania.
Wywalać z diety gluten jeżeli nie masz celiakii wydaje mi się niedorzecznością, ale co ja tam wiem :-P
No ale widzisz, doradził mi to dietetyk, bo produkty mączne są dosyć kaloryczne, i udało mi się zrzucić parę kilo. Więc chyba nie aż tak niedorzeczne.
Produkty mączne owszem ale tu gluten nie ma znaczenia. Bo widzisz kochana są mąki z natury bezglutenowe i wcale to nie wpływa na kalorie. A dietetyk rzeczywiście jakiś podejrzany. Eliminowanie na stałe jakiejś części makroelementów jest skrajnie nieodpowiedzialne. Z medycznego punktu widzenia nie powinien on takiej diety zalecać na stałe
Jeśli przestaniesz jeść gluten, a później do niego wrócisz, to po prostu się na niego uczulisz. Dietetyk Cię O tym poinformowal? Rozumiem ograniczenie produktów mącznych, ale ich całkowita eliminacja jest bez sensu. Rady dietetyka brzmią tak, jakby był po jednodniowym kursie kończącym się dyplomem.
Tak tak tak, w końcu jest świadomość na ten temat! Nawet jak ktoś ma nadwrażliwość i przeciwciała IgG to nie powinien eliminować na dłużej niż 8 tygodni. Ludzie eliminują wszystko, a potem jak wracają to źle się czują i myślą że byli uczuleni...