#ys5fD
Nie mogłam się pozbierać, chodziłam do psychologa, ale średnio mi to pomagało. Minęły dwa lata. Praktycznie nie było poprawy. Bliscy sugerowali mi znalezienie sobie kogoś, zapomnienie. Miałam w końcu 20 lat, nie powinnam bezustannie zadręczać sobie życia. Po jakimś czasie postanowiłam spróbować. Pełna obaw założyłam konto w aplikacji randkowej. Spotkałam się z kilkoma facetami, ale żaden ostatecznie nie wydał się dla mnie interesujący. Do czasu.
Poznałam kolejną osobę. Ciągle porównywałam go do dawnego partnera. Musiało minąć sporo czasu, nim wyznałam mu miłość i oswoiłam się na nowo z byciem w związku. No więc co tak złego się wydarzyło?
Prowadziłam samochód. Zima, lód. Nie wyrobiłam na zakręcie. Wpadliśmy w poślizg, byłam przygotowana na najgorsze.
Nic nam się nie stało. Najedliśmy się strachu, lekko obiliśmy. Nic więcej. Ja natomiast wpadłam w histerię. Nie mogłam się uspokoić. Pamiętam słowa ratownika medycznego, który później był z nami na miejscu. "Dlaczego pani ciągle płacze, przecież mieliście dużo szczęścia".
Nie jeżdżę samochodem. Jeśli na horyzoncie widzę auto, nie przejdę przez ulicę, przez pasy. Mam ogromną traumę. Wróciłam na psychoterapię, ale chyba nie widzę efektów. Za to zdecydowanie polubiłam spacery...
Zmień terapeutę i nastawienie
Może powinnaś spróbować jeździć komunikacją miejską? Zawsze to co innego niż osobówka, a może pomoże Ci się oswoić z ruchem ulicznym. Jeśli lubisz spacery, a boisz się przejść przez ulicę jak widzisz auto, to wyprowadź się nad morze. Plaża jest długa, a jezdni przecież tam nie zrobią :)
W takim wypadku niech po prostu weźmie się w garść
¯\_(ツ)_/¯
Jak na wsi to niech jeździ traktorem. Osobówka temu raczej niewiele zrobi, a i traktor żadnych zawrotnych prędkości nie osiągnie. Solved.