#ys5fD

W szkole zawsze byłam szarą myszką. Nie byłam przebojowa, a przez to też niezbyt lubiana. Pewnego dnia zaczęło mi to przeszkadzać. Chciałam otworzyć się na ludzi, świat, spróbować nabyć więcej pewności siebie. Pewnego dnia mojej kuzynce udało się zaciągnąć mnie do klubu nocnego. Miałam 17 lat. Obawiałam się wielu rzeczy, w końcu był to mój pierwszy raz. Kuzynka z natury jest bardzo charyzmatyczna i gadatliwa, szybko zapoznała się z jakimiś ludźmi. Ja właściwie stałam w kącie i nie wiedziałam co ze sobą zrobić. W pewnej chwili podszedł do mnie nieznajomy chłopak. Może to śmieszne, miłość z klubu, ale naprawdę tak było. Moja pierwsza miłość. Tamtego wieczoru dużo rozmawialiśmy, byłam bardzo speszona, ale dla niego nie było to wyzwanie. Wymieniliśmy się numerami telefonu, okazało się, że mieszkamy dosyć daleko od siebie, ale nie przeszkadzało nam to. Był podobny do mnie. Naprawdę. Pierwszy raz czułam się przy kimś tak swobodnie. Zakochałam się po uszy, naprawdę chciałabym napisać, że żyjemy długo i szczęśliwie. Niestety tak nie jest. Po mniej niż roku znajomości zginął tragicznie w wypadku samochodowym. Wraz z młodszym bratem i matką.

Nie mogłam się pozbierać, chodziłam do psychologa, ale średnio mi to pomagało. Minęły dwa lata. Praktycznie nie było poprawy. Bliscy sugerowali mi znalezienie sobie kogoś, zapomnienie. Miałam w końcu 20 lat, nie powinnam bezustannie zadręczać sobie życia. Po jakimś czasie postanowiłam spróbować. Pełna obaw założyłam konto w aplikacji randkowej. Spotkałam się z kilkoma facetami, ale żaden ostatecznie nie wydał się dla mnie interesujący. Do czasu.

Poznałam kolejną osobę. Ciągle porównywałam go do dawnego partnera. Musiało minąć sporo czasu, nim wyznałam mu miłość i oswoiłam się na nowo z byciem w związku. No więc co tak złego się wydarzyło?
Prowadziłam samochód. Zima, lód. Nie wyrobiłam na zakręcie. Wpadliśmy w poślizg, byłam przygotowana na najgorsze.

Nic nam się nie stało. Najedliśmy się strachu, lekko obiliśmy. Nic więcej. Ja natomiast wpadłam w histerię. Nie mogłam się uspokoić. Pamiętam słowa ratownika medycznego, który później był z nami na miejscu. "Dlaczego pani ciągle płacze, przecież mieliście dużo szczęścia".

Nie jeżdżę samochodem. Jeśli na horyzoncie widzę auto, nie przejdę przez ulicę, przez pasy. Mam ogromną traumę. Wróciłam na psychoterapię, ale chyba nie widzę efektów. Za to zdecydowanie polubiłam spacery...
neverenough Odpowiedz

Zmień terapeutę i nastawienie

Dzieckowemgle Odpowiedz

Może powinnaś spróbować jeździć komunikacją miejską? Zawsze to co innego niż osobówka, a może pomoże Ci się oswoić z ruchem ulicznym. Jeśli lubisz spacery, a boisz się przejść przez ulicę jak widzisz auto, to wyprowadź się nad morze. Plaża jest długa, a jezdni przecież tam nie zrobią :)

CDF

W takim wypadku niech po prostu weźmie się w garść
¯\_(ツ)_/¯

efektmotyla

Jak na wsi to niech jeździ traktorem. Osobówka temu raczej niewiele zrobi, a i traktor żadnych zawrotnych prędkości nie osiągnie. Solved.

Dodaj anonimowe wyznanie