#rd851
Taki przydomek ciągnął się za mną w czasach gimnazjum. Były to lata, kiedy fala była dość popularnym zjawiskiem na szkolnych korytarzach.
Ale po kolei...
Wiejskie gimnazjum, uczniowie zwożeni z kilku podstawówek w gminie, czyli typowy spęd młodzieży z buzującymi hormonami. Idąc do gimnazjum, miałam półtora metra wzrostu przy wadze coś ponad 30 kg. Do tego pyskata kujonka, która średnio trzymała się jakiegokolwiek stada - raczej z takich, które chętnie prosi się o zeszyt z zadaniem domowym, ale mniej chętnie o spędzanie wspólnie czasu, nawet na przerwach. Takie "bezpańskie" chuchro było idealnym celem dla osiłków z ostatnich klas, którzy szukali sobie kozła ofiarnego.
Zaczepki zaczęły się już pierwszego dnia, mimo ostrzeżeń chłopaków ze starszych roczników, którzy chodzili ze mną do podstawówki. Wiedzieli, że byłam z gatunku "mała, ale wariatka", która prędzej odda, niż da się gnębić. Miejscowe byczki patrzyły na nich jak na kretynów i mimo wszystko postanowili przetestować swoje umiejętności perswazji.
Na porządku dziennym były mniej lub bardziej niewybredne "prośby" o mierzenie coraz dłuższych dystansów coraz krótszym kawałkiem zapałki, które konsekwentnie łamałam i odchodziłam w inną stronę. W pewnym momencie dochodziły już groźby, że kolejna złamana zapałka skończy się dla mnie złamaną ręką.
Nauczyciele wiedzieli, ale niczego nie widzieli, uczniowie też, kilka życzliwych osób proponowało pójście do dyrektora, żeby sprawą zajęła się policja.
Sytuacja trwała niespełna miesiąc. Póki tylko sobie gadali, ograniczałam się do łamania zapałek i pyskówek słownych. Jednak w pewnym momencie zaczęły dochodzić próby popychania, poszarpywania.
Kulminacyjnym momentem była końcówka września, cała szkoła czekała na busy do domu. Kolejna zapałka i prośba o zmierzenie jej łepkiem obwodu szkoły. Nie zgodziłam się, dryblas półtorej głowy wyższy ode mnie, otoczony wianuszkiem kolegów (oraz obserwowany przez wszystkich uczniów wokół), próbował mnie szarpnąć. Ostrzegałam, żeby tego nie robił. Nie posłuchał... Podskoczyłam i dostał z pięści, nawet nie pamiętam w co dokładnie trafiłam. Był w takim szoku, że złapał się za twarz, spalił buraka i po prostu sobie poszedł.
Jednak od tamtego momentu miałam spokój. Nikt mnie nie zaczepiał, byłam mijana szerokim łukiem. Za to szkolne divy z ostatniej klasy nazwały mnie męskim bokserem i proponowały, żebym kogoś zbiła w ich imieniu - na co nigdy się nie zgodziłam.
Ale miano męskiego boksera przylgnęło, co "odważniejsi" krzyczeli tak do moich pleców...
Poltorej metra, poltorej roku, jak mnie boli przemianowanie meskiego rzeczownika na zenski poprzez uzycie tego liczebnika w zlej formie.
Odwrotnie też się zdarza. Półtora szklanki, półtora zmiany...
I to kujonka.... strach pomyśleć jak piszą / mówią szkolne głąby
Szkoda słów na tych typów, ale chociaż Ty miałaś spokój.
Matko co.za cipy z tych chlopaczkow...
Męski bokser nie, ale męskie bokserki :)
Ciężko zrozumieć o co chodzi w tej historii... Ktoś kazał Ci co robić z tymi zapałkami i w jakim celu? I ciężko mi uwierzyć by drobna dziewczyna bez żadnych umiejętności była w stanie zrobić krzywdę znacznie większemu i silniejszemu chłopakowi, szczególnie takiemu z kolegami.
Tak zwane kocenie. Pierwszaki (koty) dostają głupie zadania, m.in. właśnie mierzenie odległości zapałkami
Jak trafiła prosto w nos to zrobiła krzywdę. Na to nie ma mocnych. Poza tym tu doszedł efekt zaskoczenia. Typ myślał że znalazł łatwą ofiarę i sie zdziwił. Też przez coś takiego przechodziłem. I mimo że dostałem łomot bo w podstawówce byłem chuchrem to agresor też swoje zebrał. I później miałem spokój do końca szkoły.
W szkole podstawowej chłopak chciał mnie kopnąć.
W niekontrolowanym odruchu złapałam za nogę,obróciłam i pchnęłam
do przodu. Wypierdzielił się na twarz i już więcej mnie nie tykał.
Wiedział że sobie nie dam w kaszę dmuchać.
W historii chodzi o to, że szkolne osiłki chciały podręczyć w ramach idei kocenia dziewczynkę, która wyglądała na słabeusza. Kocenie polegało na otrzymaniu zapałki, bądź jej fragmentu i zmierzeniu nią jakiegoś dystansu, np. parapetu. To nie miało mieć żadnego większego sensu, poza upokorzeniem ofiary i manifestacją własnej siły, czy jakby tego nie nazwać. Dziewczynka jednak miała umiejętności, ponieważ jako wiecznie mniejsza i słabsza nie raz spotykała się z podobnym traktowaniem, w związku z czym szybko nauczyła się gdzie uderzyć, żeby zabolało, zawsze robiła to publicznie, bo dzięki efektowi zaskoczenia i upokorzenia adwersarza przed grupą taki nigdy nie próbował oddać.
Ładne kocenie :o. Często słyszałam o tym. Ale nigdy nie widziałam. Nas też straszyli jak z podstawówki przejdziemy do gimnazjum ale nie było nic.
Przeczytałem "każdy słyszał o damskich bokserkach" i myślę przecież męskie to tym bardziej norma XD
Prawie niczym Taiga z anime Toradora, podziwiam, bo mnie niestety gnębili przez całą podstawówkę i gimnazjum wiedząc, że z metra cięta okularnica nic im nie zrobi...
O co chodzi z tymi zapałkami?