#rbPSY
Następna sprawa – uczniowie. Dla większości nie da się być miłym. Szczególnie na początku. Klasy testują nowych nauczycieli, sprawdzają, ile mogą sobie pozwolić. Jeśli się nie postraszy, to dosłownie zrobią burdel na lekcji. Dochodzą do tego częste teksty typu „zróbmy luźną lekcję”. Za takie luźne lekcje można mieć wizytę u szefowej, nie tylko Wy boicie się dyrektorki. Z przeprowadzonych lekcji też trzeba się rozliczać. Jeśli nie wyrobisz się z programem, to masz potem spore problemy. Myślicie, że nauczyciel nie chciałby sobie posiedzieć i się polenić? Jasne, że tak. Nie powiemy tego na głos, no bo trzeba być autorytetem. Pijecie piwko na mieście? Nie wypada, będzie głupio, jak spotkacie jakiegoś ucznia.
Mogłabym tak wymieniać i wymieniać. Inni z pracy żartują sobie, że trzeba zmienić zawód, bo ogólnie nie jest wesoło.
Kończąc, nie bądźcie źli na nauczycieli, którzy są ostrzy, tak po prostu jest. Ci z większym doświadczeniem potrafią połączyć bycie surowym z sympatią uczniów, ale to nie jest wcale łatwe.
PS Wiadomo, że zdarzają się przypadki nauczycieli beznadziejnych, ale nie o nich mówię. Mówię o zwyczajnych osobach wykonujących swoją pracę.
A całe dotychczasowe życie przeżyłaś pod jakimś kamieniem, że dopiero teraz, wchodząc w zawod dowiadujesz się, że płaca jest żadna, a uczniowie są trudni? Niestety, zwłaszcza na wcześniejszych etapach mojej edukacji, dla mnie normą byli właśnie ci beznadziejni nauczyciele. Część z nich po prostu nie nadawała się do kontaktu z dziećmi, część była zwyczajnie przemielona przez system i sfrustrowana.
to zmień pracę - łzy nie uronię bo "nauczyciel źle zarabia". Alternatywnie możesz iść do szkoły prywatnej - tam raczej mają większe stawki i raczej się to nie zmieniło.
Piszesz w sposób taki, jakby ktoś pragnął zostać rzeźnikiem, będąc obrońcą zwierząt i nagle okazuje się, że trzeba zabić świnię.
Jak do tego doszło, nie wiem.
Chyba rozumu w głowie brak.