Nie wychowywałem się w patologicznej rodzinie, nikt nie pił, rodzice jakoś dawali sobie radę, głodny i brudny nie chodziłem. Problemem było to, że matka - mimo że ogólnie była dobrą osobą - była potwornie, koszmarnie wręcz nerwowa. Krzyki za byle pierdołę, opieprzanie z góry na dół, agresja, tłuczenie pasem, "ciche dni" zmieniające się w tygodnie - to było na porządku dziennym. Kiedy miałem piątki - pochwał nie było, był po prostu brak opier...lu. Kiedy dostawałem gorszą ocenę, to nie było wyjaśniania co było nie tak, pomocy, były tylko awantury, często kończące się laniem. Ojciec nie pomagał, ciągle był w pracy, zaś kiedy wyjątkowo był w domu, zawsze brał stronę matki, dokładając do jej potoku słów jeszcze swoje. Byłem jedynakiem, więc w rodzeństwie też nie miałem oparcia. Do dziś pamiętam parę sytuacji - jak miałem odciśnięty na szyi ślad po klamrze od pasa, bo mamie "zeszło". Jak na podwórku ukradli mi samochodziki na resorach - wypadły mi z kurtki, wiedziałem, kto wziął... nikt się jednakże nie zainteresował złodziejem, za to spotkało mnie w domu piekło i wszystkie możliwe kary. Kary w ogóle się sypały jak z rękawa, jeśli nie chodziłem jak w zegarku, byłem karany każdym możliwym zakazem. Jak coś lubiłem robić w domu - było to wykorzystywane przeciwko mnie. Popadłem w kompleksy, straciłem wiarę w siebie, bo skoro rodzice mi ciągle dawali do zrozumienia, że mam się zmieniać na lepsze, bo nie jestem dobrym synem, to widocznie byłem złą osobą. Do dzisiaj mnie zresztą napadają takie myśli.
W pierwszych pięciu klasach podstawówki uczyłem się bardzo dobrze, świadectwa z czerwonym paskiem itp., ale po przeprowadzce do zupełnie innego miasta wszystko się pogorszyło - trafiłem na klasę sukinsynów, przez których byłem gnojony i poniżany na każdym kroku. Nauczyciele nie reagowali, rodzicom już nie ufałem, zamknąłem się w sobie. Gorsze wyniki zaowocowały większą ilością awantur i pasa. Błędne koło.
Jestem już od lat dorosły i nie widzę sensu wypominać czy wywlekać tego w rodzinie. Ojciec zostawił mamę lata temu, nawet nie wiem gdzie jest. Mamie pomagam jak mogę, zaś ona bardzo się zmieniła - często powtarza, że byłem dzieckiem idealnym, natomiast ona popełniła wiele błędów przez swoje ataki złości. Ja zawsze powtarzam jej, że nie mam o to pretensji, bo było, minęło... ale to kim jestem już się nie zmieni. A jestem introwertykiem, stroniącym od ludzi. Mam ponad 40 lat i do tej pory nie założyłem rodziny, między innymi dlatego, że boję się tego, że zamienię się w swoich rodziców. Boję się tego, że będę tak samo wychowywał swoje dzieci, pasem i wrzaskiem. Nie chcę im tego robić, wolę być singlem.
Na co dzień nie mam z tym wszystkim problemów, ale czasami mnie napadają ataki melancholii, jak sobie to wszystko przypomnę - mam nadzieję, że mi trochę ulży, że się tu wygadałem.
Dodaj anonimowe wyznanie
To i tak bardzo dobrze, że ona rozumie swoje błędy. Wielu rodziców nigdy nie rozumie.
Moim zdaniem powinieneś iść na terapię, żeby trochę bardziej się otworzyć. Nie musisz od razu zakładać rodziny, jest mnóstwo kobiet które nie chcą dzieci.
taaa np. moj ojciec mowi, z esobie wymyslam i robie z siebie ofiare
To, że niby zrozumiała swoje błędy, nie naprawi mu dzieciństwa i nie przywróci normalnego życia. Są rzeczy, na które jest za późno. Autora i tak podziwiam, bo po tym wszystkim matka już by mnie nigdy więcej nie zobaczyła, a ostatnią rozmową byłoby wykrzyczenie prosto w twarz, jak bardzo spieprzyła mi życie
@Mikser- za późno będzie jak wyląduje w grobie, a teraz żyje i powinien żyć na całego, bo to mu się należy. Ciężko zmienić całe swoje życie, ale da się i mógłby pójść na terapie. Poznać jakaś kobietę, przestać być singlem. Autorze, nie jesteś swoją matką i chyba już za dużo zabrała Ci lat? Czas, żebyś pomyślał tylko o sobie i robił to na co masz ochotę. Życzę Ci szczęścia!!!
Vampire7. To, że jest za późno dotyczyło tego, że matka już nie naprawi swoich błędów. Chociaż niby zrozumiała swoje błędy, nie wymaże tego jak cierpiał autor. Aczkolwiek zgadzam się z Tobą w pełni, że nie jest za późno na to, by autor ułożył sobie życie i gorąco mu tego życzę
Może poszukaj kobiety która nie chce dzieci? Przynajmniej nie będziesz sam.
Patologiczne rodziny, to nie tylko takie gdzie jest skrajna bieda, czy alkohol. Zachowanie Twojej mamy też podchodzi pod patologie :/
Też myślę, że pierwsze zdanie tego wyznania nie jest prawdą.
"Nie wychowywałem się w patologicznej rodzinie,"
a za chwilę..:
"Krzyki za byle pierdołę, opieprzanie z góry na dół, agresja, tłuczenie pasem"
To była patologiczna rodzina
i jeszcze jedno. Nie powinieneś nie mieć pretensji. Co więcej, powinieneś powiedzieć matce to, co czujesz. Bo żal i pretensje do niej masz, to widać w tym wyznaniu. Zniszczyli ci życie, o coś takiego każdy ma prawo mieć pretensje.
Czyli jednak wychowywałeś się w patologicznej rodzinie...
To była patologia. Patologia to nie tylko głód, brudne dzieci i pijani rodzice.
i ty mowisz, z ebicie to nie patologia... aha
polecam terapie
Nie wychowałeś się w rodzinie ubogiej, dzięki czemu miałeś ubranie i jedzenie - ale to nie znaczy, że nie były to warunki patologiczne. Patologia to zjawisko odstępstwa "na gorsze" od normy, od warunków optymalnych, a takimi dla dziecka są poczucie bezpieczeństwa i dobre wzorce, których rodzice co nie dali. To dobrze, że mimo krzywd kochasz matkę i chcesz mieć z nią kontakt, szczególnie że zmieniła się i dostrzega swoje błędy; jednak nie odmawiaj sobie prawa do żalu. Twoja matka żałuje przeszłości i mówi o tym wprost, ty też możesz, a nawet powinieneś - nie po to, by jej zrobić przykrość, ale żeby siebie doprowadzić do równowagi. Masz prawo powiedzieć jej: tak, zrobiłaś poważne błędy, które źle na mnie wpłynęły, teraz już tego nie zmienimy, więc ci wybaczam i chcę z twojego rodzicielstwa wyciągnąć coś dobrego, kiedy sam będę rodzicem albo w ogóle w relacjach z ludźmi: z jednej strony nie powtórzyć błędów, z drugiej - wziąć przykład z tego, co robiłaś dobrze.
Sama byłam wychowywana podobnie - przez "nerwową" samotną matkę, która wyładowywała na mnie swoje frustracje i strachy; dała mi pewne dobre wzorce i za nie jestem wdzięczna, ale złych (ciągle awantury, brak wsparcia, zrzucanie odpowiedzialności za wychowanie młodszego brata, bicie - pasem, kablem, w amoku "przez nerwy") nie zapomniałam, choć wybaczyłam. I jestem pewna, że nigdy nie uderzę żadnego dziecka; w ogóle zresztą staram się być wobec ludzi być łagodna i wspierająca, bo wiem, jak ważne jest to, czego mi kiedyś brakowało. Przekuj swoje doświadczenia w coś dobrego, tę wrażliwość i świadomość błędów potraktuj jako swoje bogactwo, nie obciążenie. A to, co ciąży najbardziej, wypuść i zostaw za sobą: porozmawiaj z mamą szczerze, poproś o wsparcie teraz, to może być dla was obojga szansa na wyleczenie pewnych ran.
Podejrzewam, że marne to pocieszenie - ja mam z moją matką identycznie. Różnica była taka, że z ojcem się rozeszła a potem całe życie faworyzowala mojego młodszego brata - do tego stopnia, że gdy podczas awantury zamachnął się na mnie ciężką patelnią a ja zasłonilam się drzwiami, które oczywiście zostały przebite na wylot, wina była moja :) mam 24 lata, z domu wypowadizlam się w wieku 18 lat po ostrej awanturze, nie mogłam na nikogo wtedy liczyć i to mi wiele dało. Teraz matka coraz częściej mówi mi że mnie kocha, ja jej tego nie powiem nigdy, właśnie za ten brak czułości i uwagi. Po prostu nie czuję żadnej więzi, trudno mi nawet powiedzieć czy byłabym w stanie opiekować się nią na starość. Tak jak Ty jestem introwertykiem ale mam też ogromny problem z przywiązaniem. Poczytaj sobie o zaburzeniach przywiązania u dzieci, może to pomoże Ci zrozumieć co się właściwie z Tobą stało i spojrzysz na swoją sytuację z innej perspektywy. Mi to trochę pomogło
Podziwiam Cię, że pomagasz matce, ja na Twoim miejscu by, raczej ją kopnęła w dupe za to piekło, które wyrządzała Ci jak byłeś dzieckiem. Taka prawda, że zrujnowała Ci życie.