#rYToV
W pewien zimowy wtorek nie miałem dwóch pierwszych lekcji, więc bez zastanowienia poszedłem do babci. Było coś koło 8:20, babcia zazwyczaj o tej godzinie już nie spała, ale tym razem nie otworzyła mi, gdy zapukałem do drzwi. Na szczęście mam dodatkowy klucz do jej mieszkania, więc po cichu, aby nie obudzić babci, wszedłem do środka. W moje nozdrza uderzył ostry i bardzo wyrazisty zapach gazu. Przerażony szybko zasłoniłem nos bluzą. Usłyszałem charakterystyczne syczenie gazówki. Wbiegłem do kuchni i zakręciłem wszystkie kurki, by ze łzami w oczach pobiec do sypialni mojej babci.
Leżała nieruchomo na łóżku.
Powiedziałem ciche „nie...”, gdy nagle otworzyła oczy, podniosła się i przecierając oko powiedziała: „Wstawiłam już wodę na herbatę, mógłbyś się sam obsłużyć”.
Wszystko skończyło się dobrze, babcia tłumaczyła, że chciała odpalić wszystkie palniki, żeby się szybciej nagrzało, ale zapomniała użyć zapałki. Chyba muszę częściej odwiedzać swoich dziadków.
Zwracaj uwagę czy takie sytuacje się babci nie zdarzają częściej, bo to może być objaw choroby.
może dobrze by było wymienić gazówkę na kuchenkę elektryczną, rachunki większe ale bezpieczniej
Wymiencie babci kuchenke na taka z czujnikiem ktora odcina doplyw gazu gdy nie ma plomienia, i to jak najszybciej.
Niebezpieczne dla niej i jej sąsiadów, żeby mieszkała sama...
Jakoś nie chce mi się wierzyć, że możesz wychodzić ze szkoły między lekcjami. Są teraz takie przepisy, że od momentu wyjścia z domu w drodze do szkoły do powrotu do domu znajdujesz się pod opieką szkoły. W razie wypadku szkoła za ciebie odpowiada. No chyba, że jesteś pełnoletni.
U mnie na każdej przerwie wychodzą, nawet jeśli nie można. Nauczyciele i sprzątaczki nie zwracają uwagi
Ja na okienku w podstawówce potrafiłam wyjść do domu, rozwiesić pranie na dworze i wrócić 😂 mieszkałam też ok. 10 minut piechotą od domu i nigdy nikt mnie nie zatrzymywał
Ja uciekałam ze świetlicy, jak było okienko, bo nie chciało mi się tam siedzieć. Szłam kilkanaście minut, tyle samo czasu na powrót, więc w domu byłam kilkanaście minut. Koleżanka wpisywała mnie na listę obecności, a jeśli to pani ze świetlicy sprawdzała obecność, to potem mama mi usprawiedliwiała nieobecność. Na wszystkich etapach mojej edukacji był zakaz wychodzenia ze szkoły, ale i tak uczniowie próbowali wychodzić i zazwyczaj im się udawało.
Akurat uciekałam ze świetlicy w gimnazjum, ale w liceum, w innym mieście, nauczyciele też robili aferę, jak ktoś wyszedł. Przy samej szkole była kawiarnia, kawałek dalej sklep, samo się prosiło, żeby wyjść.
Masz rację z tymi przepisami, u nas w szkole średniej też o nich informowali. Szkoda tylko, że każdy wychodził kiedy chciał tak czy siak xD trzeba było usprawiedliwić godziny po prostu
Myślisz że ktoś tego pilnuje? Ja jeździłam do szkoły autobusem i nie przeszkadzało mi to żeby się zerwać z dwóch czy trzech lekcji, pojechać do domu i wrócić na pozostałe lekcje :P
bez problemu wychodzilam towarzyszyc przyjaciolce w strefie dla ziejacych, a na okienku przed matma na picke
dobrze dobrze nie będę roztrząsać tej gównoburzy żyj i daj żyć innym wont ode mnie uznaje to za koniec tematu