#rXb4D
Nie mam raka. Ani żadnej choroby. Umieram przez własną głupotę.
W wieku 16 lat trafiłem do dość przeciętnego liceum w moim mieście. Nie miałem ani kumpli ani perspektyw. Mimo to w klasie dogadałem się z Danielem (imię zmienione). Był typowym szkolnym gwiazdorem, na którego leciały dziewczyny, więc jego przyjaźń z totalną ciotą (czyli mną) była nawet dla wielu dość zabawna.
Zacząłem wychodzić na imprezy i obracać się wśród kumpli Daniela. Dość szybko w tym młodym wieku poznałem smak marychy. W końcu świat należał do nas, do młodych!
Pewnego razu Daniel na domówce był niesamowicie podekscytowany. Jego znajomek, który bez problemu załatwiał nam dostęp do zielska i LSD, tym razem sprzedał Danielowi największe gówno pod słońcem. Heroinę.
"Po jednym niuchnięciu się przecież nie uzależnię" - ta, jasne. A my byliśmy na tyle głupi, żeby również spróbować. Mijały tygodnie, a my wciąż wmawialiśmy sobie, że nie jesteśmy uzależnieni. Zawsze możemy rzucić. Mimo to, wciąż potrzebowaliśmy towaru, a za darmo, to nawet po ryju nie leją. Zacząłem wynosić sprzęty z domu. Wychowywał nas tylko ojciec, który i tak nie zwracał na nas uwagi. Ważniejsza była praca, by móc wyżywić mnie i jeszcze dwójkę mojego młodszego rodzeństwa. Zrozumiałem, że jestem uzależniony, gdy miałem swój pierwszy głód.
Minął rok. Nocowanie w spelunach. Drobne kradzieże. Dwóch chłopaków z naszej paczki już nie żyje - przedawkowali. Daniel miał szczęście, jego starzy w końcu się pokapowali, że syn ładuje herę i wysłali go do zakładu zamkniętego. Mnie ojciec wyrzucił z domu, błąkam się od jednych ćpunów do drugich. Patrząc w lustro widzę trupa. Nie mam siły już tego rzucić.
Jestem w stanie dać się przerżnąć, byle dostać pieniądze na kompot. Dla mnie nie ma już ratunku, możliwe że niedługo sam sobie wpakuję "złoty strzał", bo takie gówniane życie to nie życie. To dno. Musiałem się wygadać. Uważajcie, bo my jesteśmy wszędzie.
Przykro mi, ale nie mów, że nie ma już dla Ciebie ratunku. Może być bardzo, bardzo ciężko ale wciąż masz szansę z tego wyjść. Mówię to jako osoba, która jest uzależniona od alkoholu i również przeszła przez piekło aby sobie z tym poradzić. Daj sobie szansę na życie, 18 lat to niewiele.
Mocne. I Smutne.
Pędź do ośrodka, pomogą ci, wyjdziesz na prostą tylko musisz tego chcieć.
każdy narkoman musi osiagnąć dno dna żeby móc się tak na prawdę porządnie od niego odbić. Spróbuj tak zrobić..
Współczuję Ci, heroina jest najgorsza z nich wszystkich. Ale... Mimo że jesteś w dupie totalnej to spróbuj się nie poddawać. Możesz udowodnić wszystkim ze jesteś przegranym zerem i zaćpać się albo spróbować zawalczyć. Pewnie już do końca życia (oby jak najdłużej) będziesz na terapii metadonowej, będziesz odczuwać głód i być może konsekwencje twoich wyborów będą na tobie cholernie ciążyć (przebadaj się na HIV) to możesz zdziałać jeszcze wiele dobra. Odwagi człowieku, masz 18 lat - możesz iść na terapię. Potrzeba jednej świadomej decyzji. Trzymam kciuki.
Tam na detoxie nie jest tak źle... Walcz, bo widzisz, że masz problem. Spróbuj w ośrodku, potrzeba ogromu silnej woli, ale dopóki sam tego chcesz to nie ma nic niemożliwego tylko musisz bardzo i szczerze chcieć coś zmienić. Polecam historię Ryśka Riedla. Ty jeszcze możesz wiele, tylko musisz przetrwać walcząc o każdy dzień i wygrać. Trzymaj się i walcz.
Skąd jesteś?
60473821 <- to moje GG, jak chcesz pogadać to napisz ;)
Tylko napisz, że ty stąd, żebym cię nie zbyła 😂
Aż mi się przypomniał film dzieci z dworca zoo jak typ dawał dupy facetom za pieniądze bądź here brrr
Nie chcesz się wyleczyć. A jak chcesz to możesz w Rymaniu Pomorskim, tam pomogli bliskiej mi osobie. Jak chcesz pomogą i Tobie, ale musisz chcieć.
Chłopie, walcz z tym. Z głoś się do pał. Oni chyba mają takie zakłady i pięknie czy nie ale postawią na nogi. Wystarczy poszukać.
Bądź dzielny i nie poddawaj się.