#rSr76
Nie róbcie tego!
Jeśli jesteś rodzicem i masz raka, nie rób tego swoim dzieciom. Jeśli jesteś w tej sytuacji, to zdajesz sobie doskonale sprawę ze swojego stanu. Jeśli jesteś już na takim etapie, że wiesz, że koniec się zbliża, powiedz to swoim dzieciom. A właściwie to nie czekaj do ostatniego momentu i powiedz wcześniej. Do tej pory nie mogę sobie wybaczyć, że nic nie zauważyłem, że ona nic nie powiedziała. A miałem tak dużo pytań. Było tak wiele rzeczy, o które chciałbym spytać. Od najbardziej trywialnych – jak przygotować ulubioną pieczeń – do bardziej poważnych – np. jak się poznali z tatą. Czy chociaż powiedzieć jej, że dobrze mnie wychowała, że postaram się tak postępować w życiu, aby zawsze była ze mnie dumna i że zawsze będzie w moim sercu. A może ona chciała mi coś powiedzieć? Może chciała przekazać mi coś ważnego? Być może mówiła, a ja nie słuchałem zbyt uważnie. Może gdybym zdawał sobie sprawę z jej stanu, moja uwaga byłaby większa.
W poniedziałek rano już prawie nie było z nią kontaktu, nie miała siły utrzymać szklanki w ręce. Zabrałem ja do szpitala. Tam usłyszałem wyrok. Zmarła w piątek o 5 rano. Miałem tyle pytań... Twoje dzieci też mogą je mieć.
Współczuję. Uderzyło mnie jedno: byłeś studentem, czyli miałeś ponad 20 lat, i nigdy wcześniej nie interesowało Cię, jak robi się ulubioną pieczeń czy jak rodzice się poznali?
Pieczeń jeszcze rozumiem, można sobie mówić "jeszcze jest czas". Ale poznanie się rodziców też mnie trochę dziwi.
W sumie mnie też to nigdy nie interesowało. Coś mama kiedyś wspomniała, ze poznali się jak mama wydawała przepustkę tacie w wojsku... Tyle. Mnie dziwi w drugą strone- że nigdy nie zrobiła ulubionej pieczeni wraz z mamą. Ja od dziecka jak słyszałam, ze mama robi moje ulubione danie, leciałam podpatrzeć.
Synowie najczęściej mniej się interesują przyrządzaniem dań, niż córki.
W sensie, naprawdę brak zainteresowania tym jak poznali się rodzice jest aż tak dziwny? Matka mogła to kiedyś opowiedzieć, ale chłopca raczej taka informacja nie interesuje, z gotowaniem podobnie. Ja akurat znam przepisy kulinarne bo uwielbiam gotować od dziecka, ale rozumiem że nie każdy musi posiadać ten zapał.
A historia poznania się rodziców to ich przeszłość, nie mająca wpływu na naszą przyszłość. Z resztą, te piękne historie zawsze mogą być bujdą, tylko by nie wyszło że nasi rodzice byli równie nieodpowiedzialni jak my, a nawet bardziej. Trochę jak to że oni zawsze mieli same piątki i szóstki, a tak naprawdę to czwórka była niezwykłym osiągnięciem.
Wcześniej go to nie interesowało, a też ludzie często zapominają, że bliscy nie będą żyć wiecznie. Poza tym zauważyłam, że po śmierci bliskich niektórzy zaczynają płakać nawet nad bzdurami, które obiektywnie rzecz biorąc nie mają żadnego znaczenia. Część żałoby.
No tak dziewczynki do kuchni a chłopcy do biegania z piłka XD szkoda ze większość kucharzy to faceci, mógł po prostu się nie interesować bo był pewny ze jest mama która zawsze mu ja zrobi a gdy będzie miał swoją rodzine to się nauczy. Poznanie rodziców to tez nie jest jakaś mega ważna informacja nikt z nas nie zna wszystkich historii życia rodziców.
W sumie miała prawo. Może chciała po prostu żyć nie skupiając się na chorobie. Czy to by było dla niej dobre by w ostatnich chwilach widziała jak jej dzieci chodzą zapłakane i wciąż męczą pytaniami? Była człowiekiem z własnymi odczuciami i potrzebami. Trochę egoistyczne kazać jej ostatnie chwile poświęcać dla innych.
A może po prostu chciała umrzeć w spokoju, zamiast ciągle patrzeć na rozpaczające dzieci.
Wiesz, kiedy umiera większość ludzi w szpitalach? Gdy ich bliscy na chwilę gdzieś wyjdą, i dają im wreszcie spokój...
Umieranie to bardzo intymny proces. Nikt nie może nam w nim towarzyszyć. Zawsze jesteśmy w tym sami ze sobą, swoimi lękami, rozpaczą, bólem, pretensjami do świata itd. To aż nadto do przeżycia, by dźwigać na swoich barkach jeszcze zasmarkane dorosłe dzieciaki, i opowiadać im, jak się piecze wieprza.
Uszanuj wybór matki i pogódź się z tym, że za jej życia byłeś zbyt zajęty sobą, by się nią interesować. Ona i tak Cię kochała i rozumiała, że tak to już jest. W pewnym wieku dzieci odchodzą emocjonalnie od rodziców, przygotowując się do własnego, dorosłego życia. A gdyby chciała więcej Twojej uwagi, to by o nią poprosiła.
Wiesz, bliskimi trzeba się interesować, gdy żyją. Bo potem budzisz się z ręką w nocniku, ale to nie jest wina osoby, która zmarła. Chory powinien myśleć przede wszystkim o tym, co dla niego jest łatwiejsze.
Rozumiem cię, choć od śmierci mojej mamy mam inny żal. Minęły już dziesiątki lat a żal jest świeży. Ukrywali przed nami na co jest chora, więc dziś nie wiem nawet czego to był rak. Mógł powiedzieć nam to ojciec, ale nie chce mi się tu wyjaśniać dlaczego tego nigdy nie zrobił. Umarła gdy miałam 17 lat i do dziś żałuję, że nie zaopiekowaliśmy się nią tak, jak tego wymagała jej choroba. Do ostatnich chwil udawało, że jest wszystko dobrze. W wiele lat pózniej, gdy umierał na raka ojciec opiekowaliśmy się nim, pełniąc przy nim dyżury dzień i noc. On na to nie zasłużył, niczym. Był bardzo złym ojcem, wręcz złym człowiekiem. Ale daliśmy mu wszystko to, czego nie daliśmy mamie. Taka namiastka. Niczego to nie zmieniło, żal pozostał.
Jak ludzie mówią że czują że umierają, to się na siłę uśmiechasz i mówisz, że przecież lekarze są świetni, że na pewno jeszcze kilka lat spędzicie razem i że wszystko będzie dobrze. I tyle z tych ważnych pytań.