#rROs7
Sama nie była często zapraszana na takie wydarzenia. Stwierdziłam, że wolę pojechać do babci w ten dzień, bo z koleżanką nie miałyśmy jakiegoś dobrego kontaktu. Więc jedziemy cała rodzina do babci, godzina przyjęcia się nadeszła, mijamy dom Asi a ona stoi i wypatruje gości. Coś mnie złapało za serce, przecież ktoś już powinien być. I powiedziałam mamie ze chce iść na te urodziny, by nie było jej przykro. Pojechaliśmy po misia i czekoladę.
Gdy dotarłam do Asi, była bardzo szczęśliwa, a stół był zastawiony ciastami i słodyczami. Świetnie się bawiliśmy, pomyśleć tylko co mogłaby poczuć, gdyby na jej urodziny spośród 17 osób z klasy nie przyszedł nikt. Bo tak byłoby gdybym i ja się na to nie zdecydowała. Nadal jestem z siebie dumna. Dodam że teraz studiuje i chyba jako jedyna mam jako taki kontakt z Asią.
Biedna dziewczyna, a dla Ciebie brawo za postawę :)
Ja w podstawówce nie zaprosiłam nikogo, a przyszła właśnie taka "Asia". Zdziwiłam się, ale zrobiłam herbatę, wystawilam jakieś ciacha, trochę się pośmialysmy. Fajnie się czułam dając jej tyle radości. Potem okazało się, że wcześniej w szkole rozmawiałam ze znajomymi o tym, że może zrobię imprezę, ale jakoś zmieniłam zdanie. Ta dziewczyna słyszała o tych planach i wzięła je na poważnie :)
godzina przyjęcia nadeszła* powinno być
Fajnie że poprawiłeś☺️
Nie zauważyłem...
Masz dobre serduszko :)
Podejrzewam, że autorka wahała się miedzy "nadeszła" a "się zbliżała" i wyszło takie połączenie ;)
A słyszeliście, że prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie?
Jak byłam młodsza też zapraszałam całą klasę na urodziny... rok w rok się łudziłam, że ktoś przyjdzie.. ale nikt nie przychodził... bardzo miło z twojej strony, że jednak poszłaś na te urodziny. Dla dziecka w podstawówce to znaczy bardzo wiele. Życzę wam długich lat przyjaźni :)
Ja zaprosiłam 8 osób. Przyszły 2.
Miłe z twojej strony
Też zawsze w szkole byłem odepchnięty przez znajomych, ale nauczyłem się dzięki temu żyć samotnie i radzić sobie samemu w życiu. Dopiero teraz na studiach coś się zmieniło w tej kwestii.
Niestety znam to uczucie...
Kiedy jest się odepchnietym przez klasę.
U mnie tak było przez jedną z dziewczyn. córkę nauczycielki. Nazwijmy ja Alicja. Nie spodobało jej się to,że jej mama na lekcji mnie pochwalila. Od tamtego czasu buntowala wszystkich przeciw mnie. Były to czasy podstawówki,więc ciężko to znosilam tak więc bardzo się ucieszyłam, gdy miałam pójść do gimnazjum. Szczęście nie trwało długo. Znów się dostałam do klasy z Alicją. I znów mieliśmy lekcje z jej mamą. I historia się powtórzyła...
U mnie w szkole była dziewczyna, która nastawiała dzieci przeciwko mnie, bo nie musiałam się uczyć tyle co ona, a miałam lepsze oceny. Dzięki temu do końca gimnazjum od pierwszej klasy podstawówki nie miałam żadnych znajomych. Niektóre osoby to mają tupet, serio i potrafią zniszczyć życie człowiekowi...
jak dobrze ze jeddnak zdecydowalas sie pojsc :)
ciesze sie ze sa jeszcze takie osoby ktore mysla tez o uczuciach innych :)