#rR6n6
Nigdy nie jeździliśmy na wycieczki czy wakacje, w domu jedliśmy głównie chleb z najtańszą wędliną, serem czy pasztetem. W ogóle moja matka wyznaje zasadę "chlib ceba jeś, bo to pan Bóg doł". No i jedliśmy, a ja dzisiaj unikam pieczywa i kanapek jak mogę. A mam prawie 30 lat.
My w zupie dostawaliśmy tylko kilka ziemniaków i oczywiście chleb. Wszystko co lepsze jedli ojciec i brat "bo to przecie chłopy i muszą dobrze jeś". Atrakcją tygodnia było pójście do kościoła, a ksiądz to wyrocznia. Wtedy opieka społeczna nic nie robiła, szkoła też nie. I tak sobie żyliśmy.
Mojemu starszemu rodzeństwu to nie przeszkadzało, ja od podstawówki chciałam stamtąd uciec. Zawzięłam się, skończyłam technikum, znalazłam pracę i wyprowadziłam się stamtąd, pracuję w branży hotelarskiej.
Rodzinę rzadko odwiedzam. Starszy brat jest kawalerem, nie kryje się, że chciałby ładną dziewczynę, a sam o siebie kompletnie nie dba - tłuste włosy, niechlujny ubiór, brak większości zębów (a ma dopiero 32 lata), no i brak jakichkolwiek zainteresowań, w dodatku wyśmiewa ludzi którzy o siebie dbają i mają jakieś pasje. Ale to kobiety są złe bo lecą tylko na kasę.
Siostra wpadła z chłopakiem, którego ledwo znała, oczywiście szybki ślub. Ich małżeństwo to jedna wielka katastrofa, totalnie do siebie nie pasowali. Kiedy Mela (ich córka) miała 2 miesiące, Jacek wyprowadził się i wystąpił o rozwód. Szopka trwała ponad 4 lata, ale Jacek dostał rozwód.
W styczniu moja siostra zmarła, okazało się, że winny był tętniak. Melka to moja chrześnica, świetna dziewczynka. Nie chciałam, żeby moi rodzice zafundowali jej powtórkę z mojego dzieciństwa, więc wystąpiłam o prawa do opieki. Jackowi i tak wszystko jedno, byle pozbyć się kłopotu, z resztą jego nowa partnerka dobrze go pilnuje, żeby nie zainteresował się córką. Udało mi się.
Rodzina jest oburzona. Jestem sama, rozstałam się z facetem, który mnie zdradzał. W dodatku zastrzegłam, że nie zajmę się młodszym bratem, jego przypadek jest bardzo ciężki. Mogę dorzucić się do ośrodka, nic więcej.
Obie z Melą jesteśmy szczęśliwe. A ja nigdy głośno tego nie przyznam, ale w końcu mogę odwiedzać zoo, parki rozrywki itp., bez posądzenia o to, że dorosła osoba jest taka dziecinna. Tylko kiedy latem z Melą zrobiłyśmy sobie wycieczkę, cieszyłam się tak samo jak ona, że wreszcie zwiedzamy miejsca, które dawniej były dla mnie niedostępne.
Krótki wpis, smutna historia z happy endem. Dziwne jak po chwili czytania polubiłam Cię, Autorko. Musisz być silną i jednocześnie wrażliwą osobą. Żałuję, że Cię nie znam, chciałabym mieć w Tobie przyjaciółkę... Serdecznie Cię pozdrawiam!
czuję to samo
Ja też. Lubię takich ludzi jak Autorka.
Oj bardzo mi miło, dziękuję!
Nobread ^^ nick w sedno
Za czasów liceum miałam przyjaciółkę, która po ukończeniu szkoły wywalczyła opiekę nad młodszą siostrzyczką, która była tragicznie traktowana. Teraz mieszkają obie za granicą, a z rodziną raczej nie utrzymują kontaktu. Znając jej dobre serduszko i charakter, nietrudno mi było zapałać do Ciebie sympatią, Autorko. Życzę Wam, byście obie były jak najszczęśliwsze... jeszcze wiele pięknych chwil może Was czekać!
Razem z mężem będziemy walczyć o to,by jego córka zamieszkała z nami zamiast z dziadkami od strony matki. Gdzie matka małej? W innym mieście,zrobiła sobie "nowe" dziecko z jakimś typem. Dziadek u której obecnie jest mała pije,babcia to kobieta do rany przyłoż.
Też mam już swoje lata i wraz z partnerem często robimy sobie wycieczki do zoo, parku rozrywki, jakichś salonów z automatami do gier. To nas po prostu prawdziwie cieszy i nie jest nam w żaden sposób wstyd czy głupio :) ale pomijając to, podziwiam Cie i życzę wszystkiego dobrego :)
Jesteś świetna. Życzę Tobie i Meli, abyście miały jak najwięcej okazji do zadowolenia i szczęścia. Niech się Wam wiedzie!
Fajnie że się z tego wyrwałaś. I jeszcze lepiej że siostrzenicę wzięłaś, widać że jednak mimo wszystko jesteś rodzinną osobą. Gratuluję.
Tylko szkoda że nie masz żadnego wpływu na brata, ale jak się nie chce zmienić, to nie można mu pomóc.
Cholera no, wzruszyłem się pod koniec. Super że chociaż tyle, albo aż tyle ci się udało w życiu, i to dzięki sobie. Jeżeli to czytasz, to życzę miłego dnia. ^^.
Jesteś wspaniałą osobą. Dzięki Tobie dziecko po stracie de facto obojga rodziców będzie miało normalne, szczęśliwe dzieciństwo, tworzysz dla niej dom, a chyba nic cenniejszego dziecku dać nie można
Nie pytam broń Boże złośliwie, ale sąd dał opiekę na dzieckiem niezamężnej, wolnej kobiecie? Wiem, że to rodzina, ale takie rzeczy jak prawa do dziecka, jego adopcja czy przysposobienie to ciężka sprawa i sądy są tu restrykcyjne.
Nie wiem, czy tu nie zadziałała "adopcja ze wskazaniem". Zresztą chyba trochę inaczej rozstrzygana jest adopcja pomiędzy osobami powiązanymi więzami krwi niż przy całkowicie obcych.
Było wyznanie, chyba z rok temu, może dwa, że chłopak adoptował swoje młodsze rodzeństwo w liczbie sztuk dwie, a był najstarszy, a rodzice zginęli (?). Mieli być chyba rozdzieleni, czy jakoś tak, ale chłopakowi udało się wywalczyć prawo do opieki nad młodszym rodzeństwem, żeby ich nie rozdzielać. :)
Może sąd wziął pod uwagę, że autorka może zapewnić jej ciepło i miłość, a jednocześnie lepsze warunki do rozwoju pod względem materialnym.
samamam znajomego,ktoremu zmarli rodzice i w wieku 22 lat byl rodzina zastepcza dla 10letnich blizniakow
podejrzewam, ze sad bierze pod uwage dobro dziecka i ze lepiej bedzie mu z rodzina/rodzenstwem, o ile ma ono mozliwosci utrzymania dzieciaczka
rodzina ma w takim wypadku "pierwszenstwo", od biedy mozna zostac rodzina zastepcza po szeregu kursow i dostawac pieniadze
Tak, sąd na szczęście skupił się na dobru Melki. Jacek pod czujnym okiem partnerki podpisał wszystko co trzeba by zrzec się praw i przekonałam go by polecił mnie jako opiekunkę prawną. Do wyboru był jeszcze mój dom rodzinny, mały zaniedbany, z totalnie niezaradną życiowo babcią, dziadkiem i wujkiem, którzy bardzo lubią sobie wypić i poważnie upośledzonym wujkiem, resztą i tak opieka ma ich ciągle na oku. W grę wchodził jeszcze dom dziecka, na szczęście wybrano mnie.
jestem dumna, ze "uratowalas" te mala ;)
co do brata nie masz zadnych obowiazkow, poza tym reszta rodzenstwa jest na miejscu, czyz nie?
Nie opieka społeczna, tylko pomoc społeczna. Nie służba zdrowia, tylko ochrona zdrowia. Taki drobny błąd a taka różnica w spostrzeganiu