#rQnN6

Po co komu dziś żona, jeżeli nie masz zamiaru mieć dzieci (ty czy ona nie chce lub nie chcecie oboje)? Jeżeli kobieta wnosi jakiś majątek, dochody, które odpowiadają porównywalnie temu, co wnosi mężczyzna, to rozumiem. Dzięki temu żyją oboje razem lepiej, wygodniej, bezpieczniej. Można się też umówić, że jeżeli jedna strona wnosi w danym czasie mniej, to z czasem się to zmieni. Ja pomogę dziś tobie, a ty jutro mi. Dziś ja biorę udział w wyścigu szczurów, a później ty dołączysz i ja odpocznę.
To zrozumiały układ.
Jednak brać sobie żonę dziś i ryzykować to, że po jakimś czasie powie ci, że połowa tego, co ty zarobiłeś, wniosłeś, jest jej?
Przecież to chore.
Seks dziś wychodzi dużo taniej, a jak jesteś fajny facet, nawet nie musisz specjalnie się starać, są inne opcje niż posiadanie żony. Trzeba tylko być ostrożnym, aby sobie zdrowia nie zepsuć.

Żona to już przeszłość, strata czasu i przede wszystkim zasobów.  Święty spokój z czasem staje się też cenniejszy niż pieniądze. Tzn. nawet dopłacisz, aby go mieć.
Staranie się jakiekolwiek dla kobiety jest dziś jakimś zaburzeniem.
anonimowe6692 Odpowiedz

Ale to Ty dzwonisz, my Ci się na każemy żenić. Odpowiadajac na Twoje pytanie - po co - może trudno to sobie wyobrazić, ale niektórzy ludzie nie traktują małżeństwa jako transakcji finansowej i robią to po prostu z miłości. Zwyczajnie

chybajednaknie Odpowiedz

Po co komu samochód, jeśli nie służy do pracy, nie przynosi zysków. Duże koszta a i tak ponad 90% czasu stoi. Do tego spore ryzyko, że po pewnym czasie zacznie się psuć i będzie pochłaniał czas i zasoby na jego naprawę.
Transport publiczny i okazjonalne taksówki lub wynajem wychodzą wyraźnie taniej, a zarazem ma się święty spokój z przeglądami, podatkami itd.
Kupowanie jakiegokolwiek samochodu jest dziś jakimś zaburzeniem.

kawainkabis Odpowiedz

Po co komu dziś mąż, jeżeli nie masz zamiaru mieć dzieci (ty czy on nie chce lub nie chcecie oboje)?Jeżeli mężczyzna wnosi jakiś majątek, dochody, które odpowiadają porównywalnie temu, co wnosi kobieta, to rozumiem. Dzięki temu żyją oboje razem lepiej, wygodniej, bezpieczniej. Można się też umówić, że jeżeli jedna strona wnosi w danym czasie mniej, to z czasem się to zmieni. Ja pomogę dziś tobie, a ty jutro mi. Dziś ja biorę udział w wyścigu szczurów, a później ty dołączysz i ja odpocznę.
To zrozumiały układ.
Jednak brać sobie męża dziś i ryzykować to, że po jakimś czasie powie ci, że połowa tego, co ty zarobiłaś, wniosłaś, jest jego?
Przecież to chore.
Seks dziś wychodzi dużo taniej, a jak jesteś fajna babka, nawet nie musisz specjalnie się starać, są inne opcje niż posiadanie męża. Trzeba tylko być ostrożnym, aby sobie zdrowia nie zepsuć.

Mąż to już przeszłość, strata czasu i przede wszystkim zasobów. Święty spokój z czasem staje się też cenniejszy niż pieniądze. Tzn. nawet dopłacisz, aby go mieć.

Staranie się jakkolwiek dla mężczyzny jest dziś jakimś zaburzeniem.

kawainkabis

A sorry, można mieć dzieci bez męża nawet.

NAUS Odpowiedz

Trochę się mylisz, na co wskazała anonimowe6692.
To, prawda, że każda ze stron wnosi coś do relacji, jednak dlaczego analizujesz to tylko przez pryzmat finansowy? Powinieneś patrzeć raczej przez pryzmat potencjału. Mężczyzna wnosi na przykład potencjał bezpieczeństwa i stabilności, kobieta wnosi potencjał dziecka i ciepła domowego ogniska. I to jest piękne.

Problem polega na tym, że żyjemy w czasach, w których ludzie są skrajnie rozregulowani i przestawieni. Mężczyźni nie wnoszą stabilności i bezpieczeństwa jak kiedyś. Kobiety nie wnoszą ciepła domowego ogniska. Generalnie aspektów jest więcej, to tylko przykład.

Sama idea małżeństwa jest piękna. Gdybyś ktoś mi powiedział, nie kłamiąc: słuchaj jest taka kobieta, z którą zbudujesz szczęśliwą rodzinę i się zestarzejesz, to kobieta z zasadami, nie ma mózgu przeoranego tik tokiem, nie ma przebiegu jak passat z 2005, jest stabilna, ciepła, mądra, nigdy nie szlajała się po klubach, godna zaufania, będzie świetną żoną i matką - ożeniłbym się bez wahania.

Problem polega na tym, że takich kobiet jest promil, po prostu otoczenie socjokulturowe produkuje ludzi niezdolnych do realizowania tej idei.
I nie dotyczy to tylko kobiet, bo z mężczyznami nie jest lepiej. A najgorsze jest to, że "patologie" po jednej stronie napędzają rozgoryczenie i patologie po drugiej. Przykładem tego jest Twoje wyznanie, na starcie kalkulujesz, czy małżeństwo Ci się opłaca z aspektu finansowego. I dobrze, że to robisz, bo dzięki temu nie zostaniesz najpewniej zniszczony, ale samo to, że Twoje myśli idą już w tym kierunku świadczy o tym, że jesteś przedstawicielem pokolenia "antymałżeńskiego" nie rozumiesz i nie potrafisz tego zbudować z powodu deficytów własnych oraz świadomości zagrożeń płynących z deficytów występujących po stronie potencjalnych partnerek.

To przykre, ale za 30 lat o małżeństwach będziemy czytać w wierszach albo powieściach obyczajowych, w naszej codzienności nie będą już nawet rzadkością, raczej ciekawostką, archaizmem.

Dodaj anonimowe wyznanie