To nie jest nic przypałowego, ale ja źle się z tym trochę czuję. Otóż podoba mi się pewien kolega – może nie jakoś bardzo, lecz mocno sobie go cenię, mimo niezbyt bliskiego kontaktu. Widzimy się dosyć często, ale w dużo szerszym gronie. No i w czym problem? W wielu rzeczach, a np. w tym, że jestem przekonana w 85%, iż podoba mu się inna dziewczyna, moja koleżanka. Bardzo często do niej zagaduje i naprawdę mają dobry kontakt. Jednak po rozmowie z nią okazało się, że ona nie widzi w nim nikogo więcej niż tylko kolegę. Całkowicie ma do tego prawo, tak samo, jak on ma prawo do niej zagadywać (nie jestem jakąś zazdrosną świruską), ale mimo iż życzę im jak najlepiej, to w głębi duszy mnie to trochę boli. Dlatego czasem wolę już, żeby zostali parą, bo wtedy może do mnie by dotarło to, iż na mnie pewnie nigdy nie spojrzy inaczej. Kolejnym problemem jest to, że mam dosyć niską samoocenę, więc ciężko byłoby mi cokolwiek zacząć. Oczywiście, jestem w stanie z nim normalnie porozmawiać, jak koleżanka z kolegą, ale wychodzę z założenia, że jak już ma być coś więcej, to lepiej, żeby to chłopak zagadał jako pierwszy.
Dodaj anonimowe wyznanie