#r0lV5
Kilka słów tak banalnych, a które dla mnie mają zupełnie inny wymiar...
Mieliśmy przed sobą całe życie, plany, marzenia. Tyle do przeżycia. Niedawno świętowaliśmy pierwsze urodziny naszego dziecka. Wszystko było tak, jak sobie wymarzyłam....
Aż do tego jesiennego poranka...
Kolega stojący w drzwiach i słowa, po których wszystko się zmieniło... "Musisz jechać do szpitala".
Najpierw SOR, później Oddział Intensywnej Opieki, kolejne badania, kolejni lekarze i wciąż ta sama odpowiedź: "Nie możemy nic zrobić".
Śpiączka. Stan wegetatywny i praktycznie zero szans na wybudzenie...
Na początku był bunt, złość i ta uporczywa myśl, że muszę zrobić wszystko, żeby do nas wrócił. Przecież to nie może być koniec! W domu czeka na niego ukochana dzidzia! Jest nam potrzebny!
Pięćdziesiąt dni później jadąc do szpitala przypomniałam sobie jego słowa "gdyby coś się stało, pamiętaj, bez względu na wszystko, nie chcę być jak roślina". A tak właśnie teraz było... Leżał w szpitalu podłączony do tej całej aparatury, która pomagała utrzymać przy życiu jego ciało. Ciało, którego stał się więźniem. Nie mogąc nic powiedzieć, wykonać świadomie żadnego ruchu, bo ta najważniejsza część mózgu umarła. Wiedziałam, że jest tam "gdzieś", że mnie słyszy, dlatego każdego dnia powtarzałam, że musi walczyć, że nie może nas tak zostawić.
Dotarło do mnie, że byłam egoistką, że myślałam tylko o sobie i o tym, jak będę musiała żyć, gdy jego zabraknie, a nie myślałam jak on teraz musi żyć, co znosić. Przecież spotkało go właśnie to, czego najbardziej się obawiał, czego nigdy nie chciał.
Jeszcze nigdy niczego nie byłam tak pewna jak wtedy. Weszłam do sali, usiadłam obok na łóżku, złapałam go za rękę i choć z wielkim trudem, powiedziałam to, co powinnam powiedzieć już dawno...
...Wiem, że jest ci trudno, że nie chciałeś nigdy, żeby tak się skończyło... Będę dzielna, dla ciebie, dla naszego dziecka. Zrobię wszystko, żebyś był z nas dumny, wiem, że będzie ciężko, ale dam radę. Więc jeśli to wszystko to zbyt wiele, jeśli nie dajesz już rady, to odpuść. Nie musisz walczyć na siłę. Boję się i będzie mi ciebie brakowało, zawsze będziesz dla mnie najważniejszy, nauczę nasze dziecko pamiętać o tobie i będę mu powtarzać, że kochałeś je najbardziej na świecie... Kocham cię, dlatego pozwalam ci odejść...
Już zawszę będę miała w pamięci ten słaby grymas uśmiechu, który pojawił się na jego twarzy i dwie łzy, które spłynęły z jego oczu...
Następnego dnia o świcie, kiedy zadzwonił telefon, wiedziałam już, co usłyszę. Zmarł nad ranem...
Współczuje Ci bardzo ;( Jednak to co zrobiłaś... mało osób zdobyłoby się na taką decyzje, podziwiam i życzę szczęścia z córeczką! :)
wypierdalac z wrazliwoscia
Z synkiem* :)
to nie miejsce dla trolli. Trolluj wyznanie niżej, na wyznaniu o bąkach.
Autorka nie podała płci dziecka... chyba...
Mi komputer chyba zaraz zamoknie przez łzy...
klocuszek, coś się komentarzami ostatnio nie popisujesz..;-;
Nie rozumiem czemu minusujecie @twojaciocia. "Nauczę nasze dziecko pamiętać o Tobie i będę MU powtarzać, że kochałeś GO najbardziej na świecie..."
Bez spiny, tylko poprawiła :)
@Bestia jaki odwyk? O.o
@olcziii, "będę mu powtarzać" - będę powtarzać dziecku. Nie ma podanej płci.
@Bestia, brakowało tu twoich komentarzy :D
To wyznanie piekne powinien przeczytac koles co wczoraj pisal tutaj o tym jak byl z zona zle zaczely sie schody i polecial do innej... bo on pewno bedac na miejscu autorki dawno by wskoczyl do lozka innej zamiast byc blisko zony...
Przez 50 dni też wierzyłam bo co tam gadanie lekarzy skoro widzę że sam oddycha, mruga , przelyka..
Piękna historia.. popłakałam się, czytając to :( Życzę powodzenia i wiele siły <3 On na pewno nad wami czuwa, nad Tobą i Waszym dzieckiem <3 jesteś dobrą kobietą i świetną mamą
Trzeba było jednak czytać ze znieczuleniem... ;)
Ja też :( od dawna jestem anonimowoholikiem ale pierwszy raz sie popłakałam, powodzenia autorko 💗
Dokładnie, ja też pierwszy raz się popłakałam... Szczerze podziwiam autorkę.
Masz racje. To było piękne.
To nie był szloch, delikatnie w rytm jak szlochu przyśpieszony urywany oddech. Killa wdechów kiedy oczy lekko wilogtniały.
Kot który spał mi na kolanach odwrócił głowę i spojarzał na mnie swomi wielkimi, rozumiejącymi oczami tak jak by zadawał pytanie.
Właśnie przeczytałam własny komentarz.
Chyba nie powinnam pisać w środku nocy kiedy zasypiam...
A już miałam nadzieję, że jakimś cudem się wybudził.
Ja też
Ale świat nie jest taki piękny.
Bardzo współczuję...
Widać, że bardzo kochałaś swojego męża. Smutne, że zawsze te dobre osoby odchodzą od nas jako pierwsze.
Życzę Tobie i Twojemu dziecku dużo zdrowia i powodzenia w życiu. Trzymajcie się :)
Sugerujesz że Autorka nie jest dobra, skoro żyje dłużej? Albo że żadna z osób ponad dziewięćdziesięcioletnich nie jest dobra?
To chyba najbardziej smutne i wzruszające wyznanie jakie czytałam...
Jesteś bardzo silną kobietą. Poradzisz sobie w życiu. A wasze dziecko jest owocem pięknej miłości... Pamiętaj, że zawsze będzie przy Was. Dacie sobie rade. Życzę mnóstwo szczęścia :)
Mój narzeczony powiedział mi, że jeśli przyjdzie mu być warzywem to mam go z tego "uwolnić". Ale za cholerę nie wiem, jak postąpiłabym w takiej sytuacji... :(
Będziesz wiedziała
Czasem wystarczą słowa
Dla takich wyznań jak to, warto czytać Anonimowe. Nie da rady się nie wzruszyć czytając tego typu historie. Podziwiam Cię autorko i szanuję.
przed takimi wyznaniami powinno być ostrzeżenie typu "weź paczkę chusteczek.." :'(