#5detd
Ja - klasowy prymus, nigdy nie schodziłem poniżej 5.0, wiele wygranych konkursów. Można powiedzieć, że byłem takim kujonkiem w tej klasie.
Zaczęła się druga klasa gimnazjum. Do naszej klasy doszedł właśnie ten Mateusz. Oczywiście przez pierwsze dwa tygodnie nie pojawiał się w szkole wcale. Nie przepadałem za nim. W sumie to nawet sobie "cześć" nie mówiliśmy. W jego trzeci dzień szkoły była historia, na której ja jako jedyny z klasy siedziałem sam na końcu klasy.
Tuż po zajęciu mojego ukochanego miejsca przy oknie, uchyliłem okno i rozpakowałem się układając wszystko na stoliku idealnie. Po chwili Mateusz wziął drugie krzesło, usiadł na nim, rzucił plecak na stół i popchnął ławkę do przodu, zaburzając mój porządek na ławce. Nie skomentowałem. Bałem się go. Od tego dnia siadał ze mną zawsze na historii.
Pod koniec marca, czyli połowa II semestru, był zagrożony z każdego przedmiotu i nieklasyfikowany z większości. Pomimo tego przyszedł znowu do szkoły i znowu musiałem się z nim męczyć na historii i dawać mu spisywać zadania domowe z matematyki, ponieważ bałem się, że dostanę przysłowiowe lanie.
To był 1.04 - prima aprillis - lekcja historii. Zamiast dać mu zadanie domowe zapytałem, czy może nie chce, bym mu spróbował wytłumaczyć matmę. Wyśmiał mnie, ale ostatecznie się zgodził. Całą lekcję historii zmarnowałem na naukę - ale zadania zrobił sam. Co więcej, zaczął mnie szanować. Mówił, że jakbym miał z kimś problem, to mam do niego przychodzić i obroni mnie.
Oprócz matematyki zacząłem mu tłumaczyć fizykę i uczyłem się z nim historii, geografii i biologii. Przychodził do mnie na "korepetycje", za które ja w sumie kasy nie brałem, ale w szkole stałem się również postrachem, bo Mateusz zadawał się ze mną. Drugą klasę gimnazjum zdał ze średnią 3.5. W ostatniej klasie odbierał ze mną świadectwo z czerwonym paskiem. Pomimo że ciągle ubierał się jak dres, przeklinał i nie szanował wielu ludzi. Ciągle mu pomagałem. Po skończeniu gimnazjum dał mi wiele słodyczy i w sumie nie odzywał się od tamtego momentu.
Z powodu tragedii rodzinnej musiałem przerwać studia na 2 lata. Po próbie powrotu na uczelnię załamałem się i nie radziłem sobie z niczym. Zdecydowałem, że muszę zacząć pracować na pełny etat i mieć jakąś umowę. Poszedłem na rozmowę kwalifikacyjną do prywatnej firmy. Dyrektor tej firmy spojrzał na mnie, wysłuchał i bez zbędnych pytań przyjął mnie do pracy jako swojego zastępcę.
Tak. Tym dyrektorem był Mateusz.
Co za historia ! Niespodziewalam sie tego. Takie historie lubie najbardziej. Milego dnia Anonimowi !
Miłego dnia szynszyla
Nie rzuca się jedzeniem. Zwłaszcza moimi brzoskwiniami
Miłego dnia ludki ^^ pluszowe jabłka są pod ochroną xD
Miłego ! Ale pluszakami się nie rzuca :D
Założy nowe konto żeby nie rzucać brzoskwinkami
Dzieki
Dzieki jest do Baekon i brzoskwiniamirzucamy i Earth Q
ja też zostawiam, żeby mi nie uciekło haha
Jestem w szoku.
Jedno z lepszych wyznań ostatnio :)
I komentarz dobry. (kropka niezgubka)
I ja też jestem w ogromnym szoku
Ja też...
EarthQ, teraz rzadko się takie trafiają :O
Szoko-kropka: .
Dres-dyrektor 😁
Wooooow naprawdę niesamowita historia. "Nawróciłeś" Mateusza :D
Nadal chodzi w dresie? x3
Pewnie tak, ale wyprasowanym w kancik, żeby było bardziej elegancko :P
Albo w dresie we wzór garnituru...
W wyjściowym dresie :P
Pozdrów Mateusza!
Też znam takiego jednego. Olewał wszystko, chodził tylko w dresach i był cholernie niegrzeczny. Ledwo zdawał, ledwo. Teraz ma 20 lat, bierze ślub i ma podobno dobrą pracę.
Jestem sceptycznie nastawiony do czy to wyznanie jest prawdziwe. Uczen ktory byl nieklasyfikowany z wiekszosci przedmiotow czyli go nie bylo przynajmniej na 50% zajeciach, a pewnie i pierwszego semestru tez nie zdal, w 1.5 miesiaca zdaje wszystko ze srednia 3.5?
Sceptycznie, to mało powiedziane.
Poważnie? Przecież to gimnazjum. Bystry dzieciak w miesiąc nadrobi rok
Tylko najpierw nauczyciel musi chcec dac mu zdawac, no chyba ze szkola chciala sie go juz pozbyc i go jako tako przepchali.
Ale i tak nie uwierze w to ze gosc ktory kiblowal kilka razy II klase nagle staje sie orlem z czerwonym paskiem.
Nie zawsze ma się złe oceny, ponieważ jest się idiotą. Bardzo często to kwestia tego, że takie osoby nie chcą się uczyć, mimo tego, że są zdolne.
Sceptycznie? Takie rzeczy się zdarzają, uwierz.
U mnie, co prawda była inna sytuacja, ale skoro uczennica, której groziło, że nie zda, jakimś magicznym cudem, nie ucząc się w wakacje, w następnej klasie od pierwszego miesiąca stała się "prymuską", to bez trudu jestem skłonna uwierzyć w przemianę dresa.
Też w czasach gimnazjum chodził do nas taki "spadochroniarz", przychodził do szkoły kiedy miał ochotę, czyli prawie wcale. Jednak raz się zdarzyło, że wpadł na sprawdzian z matmy, nawet o nim nie wiedział. Dostał +3, a inne osoby, które wcale źle się nie uczyły ledwo 3. Każdy był w szoku.
Ja w ok. 2 miesiące ze średniej jakiejś 3,5 zrobiłam sobie 5.0 w gimnazjum. Grunt to chcieć :)
Szklanka musiałabyś mieć same 6, ewentualnie parę siódemek. Nie tak łatwo mieć średnią 5.0 .
Nie zawsze sposób pisania świadczy o ocenach lub wieku. Wiele jest komentarzy pod wyznaniami " nie możesz mieć (np.) 14 lat, za dobrze piszesz !"
A gucio prawda. Ja w podstawówce miałam średnie oceny, ale czytałam wiele książek i nie robiłam aż tyle błędów. Tak więc styl pisania niczego nie udowadnia.
A jestem w stanie w to uwierzyć. Nie takie rzeczy się dzieją w gimnazjum, ba, nawet w moim liceum jednej osoby ciągle nie ma na lekcjach, a jakoś nie ma żadnego nieklasyfikowania
Piękna postawa i Twoja i Mateusza
Fantastyczna historia, jedna z moich ulubionych wyznań ;D
Tego się nie spodziewałam :)
Ja też nie :)