#qgnOC
Moja matka po rozwodzie z ojcem przestała być mną zainteresowana, miałam wtedy 13 lat. Ojciec wyjechał za granicę, matka miała wyłączną opiekę nade mną. Zaczęło się od tego, że założyła sobie profil randkowy. Najpierw zwolnili ją z pracy za igraszki z szefem. Potem zaczęła umawiać się z facetami z neta, znikać na całe weekendy, zostawiając mnie bez kasy i z pustą lodówką. Doszło do tego, że zaczęła sprowadzać tych typów do domu. W moje 14. urodziny spiknęła się ze starszym bratem mojego kolegi w moim pokoju, w trakcie mojej urodzinowej imprezy, co obserwowali moi znajomi z tarasu. Okazało się, że robiła to też z 20-letnim synem listonosza. Po 5 latach intensywnego maratonu poznała kolejnego faceta. Ten kazał jej przestać na mnie łożyć, bo skoro mam 18 lat, to powinnam zamiast do szkoły zapierdalać do roboty, bo studia to wyrzucanie kasy. Doprowadził do tego, że wymieniła zamki, zostałam bez dachu nad głową i środków do życia (nie, policja nie pomogła, sprawa o naruszenie posiadania trwała 5 lat - uprzedzam pytania).
Nikomu się nie chwalę, ale kiedy ktoś pyta o moją matkę, to mówię, że moja matka to suka i dla mnie umarła. I wtedy się zaczyna. Każdy twierdzi, że matka bezwarunkowo kocha i chroni swoje dziecko. Gówno prawda.
Morału nie ma, po prostu wkurwia mnie to, że każdy zaczyna doszukiwać się problemu we mnie, bo nikt nie potrafi pojąć, że można zamiast matki mieć egoistyczną, puszczalską sucz.
Ludzie i tak wiedzą swoje. Dla mnie sprawa jest prosta, nie każdy powinienie mieć dzieci. A gdzie był wtedy Twój ojciec?
Z wyznania jasno wynika, że autorka nie bała się zgłaszać i mówić o sprawie, więc jeśli ojciec by się nią interesował, to raczej by ją stamtąd zabrał.
Szczerze Ci współczuję. I w pełni się zgadzam! Urodzić dziecko to nie sztuka: sztuką jest wychowanie i opieka.
Matka nie jest bóstwem. Jest człowiekiem jak każdy inny więc nie rozumiem dlaczego powstaje jakiś kult wspaniałej "matki krwią karmiącej swoje dzieci".
Porozmawiaj z jakimś prawnikiem o tym, jak zapobiec ewentualnym alimentom na rodziców.
Moi rodzice byli i nadal są przykładnym małżeństwem ale dla mnie też są martwi. Moja matka może i nie puszczała się na prawo i lewo ale zawsze była zimną suką i nigdy nie powinna była mieć dzieci. W Polsce (i chyba nie tylko) istnieje chory kult matki...bo jak przecisnęłaś dziecko przez c..kę to już jesteś święta...gó.no prawda! Wszędzie uczą, że rodziców trzeba szanować...nawet jeśli nie ma za co. O szacunku do własnych dzieci nikt nie mówi...prawie jakby dziecko uważano za człowieka niżeszj kategorii...
Masz rację, nie każda kobietą, która urodziła dziecko może być nazywaną matką.
Dla mnie mój "ojciec" też nie żyje.
Zrobić dziecko to nie jest jakiś wyczyn.
Szok. Kiedyś poznasz przyszego meza i zalozycie rodzine. Badz cierpliwa, pracowita, rob swoje nie ogladaj sie na innych. Bedzie dobrze zobaczysz
Jestem w związku od 10lat nie zamierzam brać ślubu, jestem bardzo niezależna mam własne konto, własne mieszkanie i samochód. Oczywiście partner daje mi środki co miesiąc dzięki czemu mogę sporo odłożyć. Ale nie dopuszczę już nigdy do sytuacji w której ktokolwiek będzie mógł pozbawić mnie dachu nad głową. A w tym popieprzonym państwie można to zrobić nawet komuś zameldowanemu na pobyt stały.
O! Dokładnie! Nie ma czegoś takiego jak bezwarunkowa miłość. Istnieje instynkt, który można zaniedbać i który po czasie już nie istnieje, kiedy nie zbudujemy trwałej więzi z dzieckiem. To czysta biologia. Taki mój zawód, zajmuję się umysłem niemowląt. I z tego co widzę, ojciec może mieć nawet lepszą więź z dzieckiem niż matka. A to ze względu na to, że im więcej czasu dziecku poświęcamy, tym większa ilość hormonów się wytwarza u rodzica i malucha. Sama mam złe wspomnienia z matką, dlatego spełniam się w mojej pracy i staram się udowodnić, że matka wcale nie jest potrzebna dla rozwoju umysłowego dziecka, tylko opieka i miłość jednego z rodziców. Może to trochę głupie, ale uważam, że ojcowie sami siebie nie doceniają w tej kwestii.
Niestety, szubrawcy, tępe dzidy i bezmózgowce miewają dzieci. Ludzie, którzy nie potrafią kochać także. Ktoś, kto uważa, że każdy ojciec/każda matka kocha swoje dziecko, jest oporny na fakty.